Dopiero gdy wprowadziłem się do mojej ukochanej, zrozumiałem, jak bardzo się pomyliłem

Moja żona, Zuzanna Kowalska, od zawsze była bardziej cicha niż radio w niedzielę. Wśród naszych znajomych potrafiła zatonąć w fotelu tak, że prawie stawała się jego tapicerką. Nigdy nie rozpoczynała rozmów; odzywała się tylko, kiedy ktoś już naprawdę nie miał o czym mówić i padało: A ty, Zuza, co sądzisz?. Skandali nie robiła, nie rzucała talerzami, a o scenach zazdrości można było zapomnieć. O mnie pamiętała, żadnych listów z żądaniami nie pisała, a prezenty choćby to był kubek z napisem Najlepszy Mąż z Biedronki przyjmowała z takim entuzjazmem, jakby właśnie wygrała w totka.
Można by powiedzieć, że mieliśmy układ (nie mylić z układem mafijnym), w którym nie było niedopowiedzeń, a wspólne rozwiązywanie problemów wchodziło nam równie dobrze, jak pierogi z grzybami w Wigilię. Po pracy wiedziałem, że czeka na mnie ciepły rosół, uśmiech Zuzki i mieszkanie, w którym nawet kurz miał swoje miejsce. No bajka, prawdziwa polska sielanka.
Ale przecież wiadomo, jak to jest… Mężczyźni wszystko mają, więc im się nudzi. I nagle zachciało mi się wrażeń, niby James Bond z Żyrardowa. Niby życie było idealne, ale w jednym punkcie Zuzia jakby miała włączony tryb oszczędzanie energii w sypialni wieje taką nudą, że nawet kota by nie chciała się tam zaprzyjaźnić. No i coś mnie podkusiło zdrada! Bo co tam, przecież na pewno nie wyjdzie na jaw, co nie?
Otóż wyszło. Pewnego dnia Zuzia odkryła moją tajemnicę i tyle mnie widziała. Rozwód szybciej niż promocje na pierogi ruskie w Lidlu.
Zamieszkałem z kochanką, co do której miałem cichą nadzieję, że to będzie jak z tą reklamą, gdzie zakupy same robią się przez aplikację. Niestety, w mieszkaniu wieczny armagedon, zmywarka zapełniona po sufit, a na obiad najczęściej chipsy z paczki. Gadać nie było o czym, tylko telefon milczał jak zaklęty.
Wtedy zrozumiałem, że dopiero teraz chodziłem po rozum do głowy. Spróbowałem wrócić do Zuzanny, ale nie zdążyłem Zuza już miała nowego faceta, pewnie lepszego ode mnie trzy razy, a w dodatku ponoć sam robi serniki.
Tego sobie nigdy nie wybaczę Straciłem ideał przez własną głupotę. Tak to jest czasem człowiek zamieni złote jajko na plastikową pisankę i jeszcze się dziwi, że śniadanie jakieś takie nieświeże.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × pięć =

Dopiero gdy wprowadziłem się do mojej ukochanej, zrozumiałem, jak bardzo się pomyliłem