Dobrzy ludzie są wśród nas – Grażyna dała mi chleb i dach nad głową!

Dobrzy ludzie są wśród nas - Grażyna dała mi chleb i dach nad głową!

Do wczoraj byłam… bezdomna! Mam 61 lat, wyższe wykształcenie, z zawodu jestem inżynierem-chemikiem. Tak się ułożyło moje życie, że zostałam sama, bez domu, bez pracy i bez emerytury. Nie mam wystarczającego stażu pracy, ponieważ przez wiele lat opiekowałam się chorą matką.

Nie chcę Wam opowiadać, jak doszłam do tego punktu – popełniłam wiele błędów, których nie ma sensu już żałować, bo jest już za późno. Zacznę od tego, że przez dwa lata żyłam na ulicy. Spałam, gdzie się dało, jadłam, co znalazłam w śmietnikach. Zimą i latem nosiłam ze sobą całe swoje „mienie” w kilku torbach. W nich miałam koc, gruby płaszcz, który ktoś wyrzucił, trochę ubrań, zeszyt, w którym zapisywałam różne rzeczy, i… to wszystko.

Mróz i upał były straszne, ale bardziej bolały mnie pogarda i wstręt w oczach ludzi. I jakż eby inaczej, pewnie śmierdziałam z daleka, choć myłam się, kiedy i gdzie mogłam. Unikałam ich spojrzeń i wielu pewnie myślało, że jestem szalona. Byli jednak tacy, którzy dawali mi drobne monety lub bułkę mimo, że nie wyciągałam ręki po jałmużnę.

Krążyłam po jednej i tej samej dzielnicy, w której czułam się najbezpieczniej. Ludzie tam wyrzucali wiele przydatnych rzeczy, nawet zostawiali je w torbach obok śmietnika, aby nie mieszały się z brudnymi odpadami. Jeśli udało mi się je dorwać przed psami ulicznymi, nie zasypiałam głodna.

Długo skrywana tajemnica zmieniła moje życie na zawsze!

Kiedy się męczyłam, siadałam na ławce. Kilka razy mijała mnie pewna pani – miła, elegancka, z dobrymi oczami. Na początku dawała mi drobne pieniądze lub kupowała chleb. Kiedy miała czas, siadała, żeby ze mną porozmawiać. Ona, podobnie jak ja, miała tylko matkę, mieszkały razem w żółtym domu naprzeciwko, który mi pokazała.

Pewnego dnia zaprosiła mnie do niego, żebym się wykąpała. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom! Oczywiście, poszłam z nią. Spędziłam ponad godzinę w łazience, nie chciałam wychodzić. Kiedy w końcu skończyłam, Grażyna, bo tak ma na imię mój anioł stróż, ugotowała gorącą zupę. Zaprosiła mnie do stołu i wtedy opowiedziałam jej wszystko o sobie.

Zrobiło się późno i już zamierzałam wyjść, ale Grażyna złapała mnie za rękę i zaprowadziła do pokoju na parterze. Było tam wszystko – łóżko, stół, szafa. Powiedziała, że mogę zostać na stałe… I oto już trzeci miesiąc nie jestem bezdomna!

Pomagam Grażynie w gospodarstwie domowym, dbam o ogród, rozmawiam z jej matką. W zamian mam dach nad głową i śpię w wygodnym łóżku, a nie na kartonie na ziemi. Ona też pomogła mi znaleźć pracę u starszego, samotnego pana mieszkającego na tej samej ulicy.

Sprzątam, piorę i gotuję, kupuję mu jedzenie i leki. Nie płaci mi dużo, ale jestem zadowolona i nie czekam tylko na miskę zupy, którą Grażyna ciągle mi daje. Mam nadzieję, że wkrótce znajdę lepszą pracę i zrobię coś, o czym wcześniej nawet nie myślałam.

Napisałam ten post, aby podziękować Grażynie za wszystko, co dla mnie robi. Jestem szczęśliwa, że nasze drogi się skrzyżowały, nie tylko dlatego, że pomogła mi wrócić do normalnego życia, a także za wiarę, którą mi dała, że dobrzy ludzie nie wyginęli!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Dobrzy ludzie są wśród nas – Grażyna dała mi chleb i dach nad głową!