Dziennik, 31 grudnia
Zostało pięć dni do Nowego Roku, kiedy Kasia dostała taką porcję przykrości, rozczarowania i upokorzenia, że ledwo się pozbierała. Udało jej się tylko dlatego, by nie psuć dzieciom świątecznego nastroju.
Marcin od jakiegoś czasu wyrażał niezadowolenie z każdej drobnostki. Nic mu się nie podobało ani to, co zrobiła żona, ani co powiedziały dzieci. Zaczął na nich wyżywać się, aż nawet ośmioletni Tomek zapytał matki:
Mamo, czemu tata jest taki zły?
Córka Zosia, pierwszoklasistka, może tego nie widziała, ale starszy brat wyraźnie wskazał na problem.
Synku, nie przejmuj się. Tata ma teraz trudności w pracy, wraca wkurzony i zmęczony. Pogadam z nim przytuliła synka i pocałowała go w czubek głowy.
Kasia zauważyła, że mąż nie panuje nad sobą. Był roztargniony, z byle powodu wpadał w złość, nawet na dzieci, choć wcześniej sam urządzał z nimi bitki na całe mieszkanie, a ona musiała wszystkich uspokajać.
Tego dnia Tomek z Zosią rozbawieni biegali po pokoju.
Przestań w końcu biegać jak szalone kozy, bo dostaniecie karę! warknął Marcin, a dzieci zastygły w osłupieniu.
Oboje szybko uciekli do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Marcin, o co chodzi? Można zwracać uwagę, ale bez takiej agresji powiedziała Kasia, widząc przestraszone spojrzenia dzieci.
Nic odburknął.
No jak to nic? To nie pierwszy raz. Nie widzisz, że wyżywasz się na nas? Co my ci zawiniłyśmy?
Nie spodziewała się jego reakcji i już żałowała, że w ogóle zaczęła tę rozmowę. Ale pomyślała:
Jaka to różnica, teraz czy później…
Marcin zerwał się z kanapy, przez chwilę stał w milczeniu, wahał się, w końcu wydukał:
Nie chciałem tego mówić przed świętami, ale skoro nalegasz…
Dlaczego? zdziwiła się.
Żeby nie psuć wam Nowego Roku.
Jak niby miałbyś go zepsuć?
Kasia, no co ty… Musisz mnie tak męczyć? Spotkałem inną kobietę i zakochałem się wyrzucił z siebie.
Co? Kiedy? nie rozumiała. To żart?
Nie. Odchodzę. Dzieci będę widywał w weekendy. Alimenty oczywiście płacić będę.
Stała w osłupieniu. Chciała coś powiedzieć, ale on ją uprzedził.
Sam im powiem, tylko nie teraz.
Nie teraz szepnęła, wiedząc, że to będzie dla nich cios.
Skinęła głową i osunęła się na kanapę, próbując ogarnąć jego słowa. Marcin poszedł do sypialni, wyciągnął duże walizki i zaczął pakować rzeczy. Wkrótce drzwi zatrzasnęły się za nim.
Nigdy nie rozumiałam, jak to jest być porzuconą myślała. Teraz wiem. To boli tak, jakby całe życie rozpadło się na kawałki. A ja muszę się zebrać, znaleźć słowa dla dzieci…
Pewnie siedziałaby tak długo, gdyby nie Zosia, która wpadła do pokoju:
Mamo, tata gdzieś poszedł?
Tata? Wyjechał służbowo.
A kiedy wróci?
Nie wiem jeszcze, córeczko.
To Nowy Rok będziemy bez niego? dołączył Tomek.
Tak. Ale będzie choinka, prezenty, wszystko jak zawsze odpowiedziała, zmuszając się do uśmiechu.
Noc minęła bez snu. Słowa Marcina wciąż brzmiały jej w głowie. Nie chciała się z tym pogodzić…
31 grudnia zmusiła się do działania. Najbardziej bała się, że dzieci coś zauważą. Postanowiła przygotować mnóstwo smakołyków gotowanie zawsze było jej mocną stroną.
Przynajmniej się oderwę myślała. Niech dla dzieci święta będą radosne.
Zaczęła gotować, ale przypomniała sobie, że brakuje kilku rzeczy w sklepie. Gdy szykowała się do wyjścia, Zosia podbiegła:
Mamo, dokąd idziesz?
Do sklepu.
Ja z tobą! krzyknęła, biegnąc po kurtkę.
Mamo, kup chipsy! wołał Tomek. Zosiu, przypomnij mamie! a dziewczynka tylko kiwała głową.
Po obiedzie dzieci wyszły na podwórko. W domu już stała przestrojona choinka, na środku pokoju stół przykryty obrusem, na nim waza z owocami. Kasia była w kuchni, gdy usłyszała głos Tomka:
Mamo, chodź szybko!
Co się stało? wyszła do przedpokoju i zobaczyła, jak syn trzyma małego czarnego kotka z białym znaczeniem na czole.
Dzieci promieniały.
Nie, tylko nie to powiedziała stanowczo.
Maaaaamo zaczęła Zosia. Prooos!
Nie. Gdzie go znaleźliście? Jest brudny.
Tata by się zgodził przypomniał Tomek.
Tata nie ma teraz nic do gadania. Połóżcie mu ściągawkę na klatce, nalejcie mleka i niech tam zostanie.
Tam zimno! Myjemy go, będzie czyściutki! błagali, ale Kasia była nieugięta. No już, na Nowy Rok nie gniewamy się. Do łazienki myć ręce.
Tomek zamknął drzwi w milczeniu. Kasia czuła się winna, ale nie chciała kota. Mąż odszedł, a teraz jeszcze one przyniosły brudne zwierzę.
Gdy szykowała kolację, zadzwonił dzwonek. Otworzyła na wycieraczce siedział kotek i wślizgnął się do środka.
Dokąd?! krzyknęła, widząc sąsiadkę, panią Jadwigę.
Kasiu, gość się uparł. To dobry znak, kot wybrał wasz dom.
Dzieci z zachwytem goniły futrzaka, który schował się pod kanapą.
Kot w wigilię to szczęście dodała sąsiadka.
Kasia milczała. Gdy kot wyszedł, wyniosła go z powrotem.
Mamo, jesteś zła powiedział Tomek. Gdyby tata był, to by pozwolił.
Znów zamknęli się w pokoju. Kasia zawołała ich na kolację, ale odmówili.
Niech się uspokoją pomyślała.
Gdy wałkowała ciasto na sernik, w domu panowała cisza. Nagle zastanowiło ją, co robią dzieci. Otworzyła drzwi i zobaczyła mokrą plamę na podłodze, a obok beztrosko siedzącego kota.
O nie! chwyciła ścierkę, sprzątnęła, złapała kota i znów wyrzuciła.
No, mamo! krzyknęły wniebędźwięki.
Usiadła, zmęczonaGdy po chwili drzwi znów się otworzyły, to nie był jednak sąsiad, tylko Marcin, który, trzymając w rękach prezent dla dzieci, powiedział cicho: „Wróciłem, bo tu jest mój dom,” a wtedy Czarnuś, jakby czekając na ten moment, wślizgnął się między nich i skoczył prosto na choinkę, rozświetlony błyskami lampek, jakby od początku był częścią tej rodziny.



