Dobry znak
Pięć dni przed Sylwestrem Elżbieta dostała taką porcję przykrości, rozczarowania i upokorzenia, że ledwo doszła do siebie. I to tylko dlatego, by nie psuć dzieciom świątecznego nastroju.
Wojciech od jakiegoś czasu stale okazywał niezadowolenie. Nic mu się nie podobało ani to, co zrobiła żona, ani co powiedziały dzieci. Wyładowywał się na nich, aż nawet dziesięcioletni Jaś powiedział matce:
Mamo, dlaczego tata jest taki zły?
Córka Marysia, pierwszoklasistka, może tego nie dostrzegała, ale starszy brat jasno wyraził to, co go trapiło.
Synku, nie przejmuj się, tata ma problemy w pracy, wraca zmęczony i zdenerwowany. Porozmawiam z nim przytuliła syna i pocałowała go w czubek głowy.
Elżbieta zauważyła, że mąż nie panuje nad sobą. Ostatnio działo się z nim coś niedobrego: był roztargniony, złościł się bez powodu, nawet na dzieci, gdy hałasowały, choć jeszcze niedawno sam urządzał z nimi taką bitwę, że Elżbieta musiała wszystkich uspokajać.
Tego dnia Jaś z siostrą znów zaczęli się bawić, biegając po mieszkaniu.
Przestańcie się tak szaleć, bo was ukarzę! warknął Wojciech, a dzieci zastygły w osłupieniu.
Oboje szybko schronili się w swoim pokoju, zatrzaskując drzwi.
Wojtek, co się dzieje? Można dzieci upominać łagodniej spytała żona, widząc ich przestraszone spojrzenia.
Nic odpowiedział szorstko.
Po co kłamać? To nie pierwszy raz. Nie widzisz, że wyładowujesz na nas złość? Co my ci zawiniłyśmy?
Nie spodziewała się takiej reakcji i pożałowała, że w ogóle zaczęła tę rozmowę. Ale pomyślała:
Cóż za różnica, teraz czy później
Wojciech zerwał się z kanapy, zamilkł na chwilę, jakby stracił pewność siebie, przestępując z nogi na nogę, w końcu powiedział:
Nie chciałem tego mówić przed świętami, ale skoro nalegasz
Dlaczego? zdziwiła się, wciąż nic nie rozumiejąc.
Żeby nie psuć świąt.
A co możesz zepsuć?
Ela, no jak ty Czego się domagasz? Spotkałem inną kobietę i zakochałem się wybuchnął.
Cooo? Kiedy? nie mogła uwierzyć. To jakiś żart?
Nie, Ela. Nie żartuję. Odejdę od ciebie. Z dziećmi chcę się widywać w weekendy. Alimenty oczywiście będę płacił.
Elżbieta zastygła w osłupieniu, próbowała coś powiedzieć, ale mąż ją uprzedził.
Dzieciom sam powiem, nie mów im na razie.
Tylko nie teraz wyszeptała, wiedząc, że to będzie dla nich cios.
Skinęła głową i osunęła się na kanapę, próbując ogarnąć to, co usłyszała. Wojciech poszedł do sypialni, wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować rzeczy. Wkrótce drzwi zatrzasnęły się za nim.
Nigdy nie rozumiałam, co czują porzucone kobiety myślała. Teraz wiem. To straszne, boli, jakby całe życie się zawaliło. A przecież muszę się zebrać, dzieciom coś wyjaśnić.
Pewnie siedziałaby tak długo, rozpamiętując swój los, ale w drzwiach stanęła córka:
Mamo, a tata gdzieś poszedł? Gdzie on jest?
Tata? Wyjechał służbowo.
A kiedy wróci?
Jeszcze nie wiem, córeczko.
To będziemy świętować bez niego? dołączył Jaś.
Tak, we trójkę. Ale nic się nie martwcie, będzie choinka, prezenty, wszystko jak zawsze odpowiedziała, starając się mówić spokojnie i z uśmiechem.
Noc minęła bez snu. Stres zrobił swoje. Wciąż powtarzała w myślach słowa męża: zakochałem się. Nie chciała się z tym pogodzić
Trzydziestego pierwszego grudnia zmusiła się do przygotowań. Bała się, że dzieci coś zauważą, więc postanowiła przygotować mnóstwo smakołyków. Gotowanie lubiła i robiła to dobrze.
Chociaż się od tego oderwę myślała. Niech Sylwester będzie wesoły. Dzieci i tak się nie ustatkują.
Zaczęła gotować, ale przypomniała sobie, że musi skoczyć do sklepu.
Mamo, gdzie idziesz? spytała Marysia.
Do sklepu
Ja z tobą! rzuciła się po kurtkę.
Mamo, kup chipsy poprosił Jaś. Ja zostanę. Marysiu, przypomnij mamie o chipsach! pouczał siostrę, która radośnie kiwała głową.
Po południu dzieci poszły na spacer. Choinka już stała przystrojona, stół został nakryty, a na środku stała waza z owocami. Elżbieta była w kuchni, gdy usłyszała głos Jasia:
Mamo, chodź szybko!
Co się stało? Już wróciliście? Wyszła do przedpokoju i zobaczyła, jak syn trzyma na rękach małego czarnego kotka z białym znaczeniem na czole.
Dzieci, rozpromienione, uśmiechały się szeroko.
Nie, tylko nie to stanowczo powiedziała.
No mamooo zaczęła Marysia. Proooszę!
Nie, koniec dyskusji. Gdzie go znaleźliście? Jest brudny.
Mamo, a jeśli tata się zgodzi? Jaś wiedział, że ojciec lubi koty.
Tata jest w delegacji. Połóżcie ścierkę w klatce, nalejcie mleka i niech tam zostanie.
Ale tam zimno! Umyjemy go, będzie czysty błagali, ale Elżbieta była nieugięta.
Nie gniewajcie się przed świętami. Wynieście go. Koniec tematu. Idźcie umyć ręce.
Jaś wrócił w milczeniu. Dzieci posłusznie umyły dłonie i zamknęły się w pokoju. Elżbieta czuła się winna, ale nie chciała mieć w domu kota. Wystarczyło, że mąż ją zostawił tuż przed świętami, a teraz jeszcze dzieci przywlokły jakiegoś brudnego kociaka.
Postanowiła przygotować obiad, gdy rozległ się dzwonek. Otworzyła na wycieraczce siedział kotek i w mgnieniu oka wpadł do środka.
Gdzie?! krzyknęła, widząc sąsiadkę, Władysławę.
Elu, gość się do was pchał zaśmiała się. Siedział przed drzwiami i żałośnie miauczał. To dobry znak, kot sam was wybrał.
Dzieci z radością próbowały go złapać, ale schował się pod kanapę.
Elu, uwierz starszej kobiecie mówiła sąsiadka.Kotek wyszedł spod kanapy, spojrzał na Elżbietę swoimi zielonymi ślepiami, jakby rozumiał wszystko, a gdy Wojciech w końcu nachylił się, by go pogłaskać, dzieci wybuchnęły śmiechem, a ona poczuła, że może ten Nowy Rok jednak przyniesie im szczęście.



