Długo wyczekiwane szczęście: historia Victorii, która po dwunastu latach oczekiwania została mamą, o…

WYMARZONE SZCZĘŚCIE

Ten dzień był dla mnie, Wiktorii, najpiękniejszym ze wszystkich. Promieniałam szczęściem! Przez dwanaście lat nie mogłam zaznać radości macierzyństwa, choć tak bardzo pragnęłam zostać mamą. Dziś jednak los obdarzył mnie cudowną wiadomością jestem w ciąży. Co może być w życiu kobiety wspanialszego? Każda, która doświadczyła tej radości, zrozumie moje łzy wzruszenia.

Nie potrafiłam ochłonąć z ekscytacji. Co chwilę dotykałam delikatnie brzucha, śmiejąc się sama do siebie i rozmawiając z maleństwem ukrytym pod sercem, choć miało dopiero dwa i pół miesiąca.

Poznałam Michała jeszcze na studiach w Krakowie. Razem kończyliśmy Uniwersytet Jagielloński, potem, trzy miesiące po odebraniu dyplomów, byliśmy już po ślubie. Żyliśmy zgodnie i byliśmy naprawdę szczęśliwi. Jednak po pół roku zaczęłam się martwić, że wciąż nie zostaję matką. Michał próbował mnie pocieszać, zapewniał, że wszystko jeszcze przed nami i na pewno doczekamy dzieci.

Mijały kolejne lata i moja nadzieja powoli gasła. Przeszłam szereg badań u najlepszych lekarzy w Krakowie, ale żadnych poważnych komplikacji nie wykryto. Michał otaczał mnie troską zabierał na spacery, organizował weekendy za miastem, kupował bukiety róż, ale ja z każdym dniem pogrążałam się w smutku. Tak minęło dwanaście pełnych lat bez pełni rodzinnego szczęścia.

Pewnego lipcowego, ciepłego popołudnia wyszłam na spacer, Michał był wtedy w pracy. Wędrowałam powoli, pogrążona w swoich myślach, nie dostrzegając mijających mnie ludzi, rozbrzmiewającego śmiechu dzieci czy śpiewu ptaków. Szłam z opuszczoną głową przed siebie.

Nagle usłyszałam głos tuż obok:
Czy to ty jesteś moją mamą?

Zatrzymałam się jak rażona piorunem. Uniosłam głowę i zobaczyłam za żelaznym płotkiem małego chłopca, może trzyletniego. Trzymał się paluszkami prętów i patrzył na mnie wyczekująco.

Sparaliżowana emocjami nie wiedziałam, co powiedzieć. Dostrzegłam w oddali budynek domu dziecka i bawiące się dzieci. Przechyliłam się i patrzyłam na chłopca, zagubiona w myślach. Wiedziałam, że ta chwila może zmienić moje życie.

Zapytałam cicho:
Pamiętasz swoją mamę? Jaka była?

Nie, nigdy jej nie widziałem. Dlatego czekam tutaj. Jeśli przejdzie, na pewno mnie rozpozna.

Uśmiechnęłam się łagodnie, czując, jak rodzi się we mnie nadzieja, że to może właśnie ja mogę zostać jego mamą.

Jak masz na imię? zapytałam.

Jestem Kacper.

Już nie miałam wątpliwości, zaczęłam działać impulsowo. Może to znak od losu, że trafiłam pod ten płot.

Kilka lat temu miałam synka, ale go straciłam odpowiedziałam z drżeniem głosu. On również miał na imię Kacperek. Wciąż go szukam. Może to ty jesteś moim Kacprem?

Chłopiec rozpromienił się i zawołał z radością:
Tak! Ty jesteś moją mamą! Rozpoznałem cię! To ty!

Wyciągnął rączki zza ogrodzenia, a ja przytuliłam go najmocniej jak umiałam.

Chodźmy razem do pani dyrektor! Opowiemy, że się odnalazłam, a ja zabiorę cię do domu!

Hurra! wykrzyknął szczęśliwy Kacper.

Weszliśmy razem do budynku. Pani wychowawczyni uśmiechała się szczerze:
Nareszcie Kacperek będzie miał mamę!

Potem rozpoczął się wir formalności, komisji, spotkań i długiego oczekiwania. Wszystko przeżywałam jak we mgle, jednak Kacper z ufnością powtarzał, że mama go znalazła. W tym czasie przygotowałam Michała na nowego członka rodziny, a razem urządziliśmy pokój dla dziecka, kupiliśmy łóżeczko, mebelki, zabawki i wszystko, co potrzebne. Michał nie protestował, widząc jak wielka radość wypełniła moje serce po tylu latach.

W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień! Kacper stał się naszym synem. Trzymaliśmy się za ręce, wracając do domu i promieniując szczęściem. Nasze mieszkanie w Krakowie ożyło. Głośny tupot małych nóżek zagłuszył ciszę, która trwała tu tyle lat. Rozbrzmiało radosne Tato, patrz! a ja narodziłam się na nowo. Całą niewykorzystaną miłość oddałam Kacprowi. Michał stał się dla niego najlepszym ojcem.

Czas mijał, chłopiec rósł, wnosząc do naszego domu radość i gwar. Pewnego ranka poczułam się źle. Michał zaniepokoił się i poszliśmy razem do lekarza. Tam usłyszeliśmy wieść, która przekroczyła marzenia zostanę mamą! Eksplozji szczęścia nie da się ująć w słowa.

Cała rodzina czekała z niecierpliwością na narodziny kolejnego dziecka. Wreszcie nadszedł ten dzień urodziła się zdrowa córeczka, Zuzanna. Tak oto nasza rodzina była już pełna.

W głębi serca wiedziałam jedno: cud narodzin Zuzi zdarzył się tylko dlatego, że kiedyś nie przeszłam obojętnie obok małego chłopca stojącego przy płocie. Dobro zawsze wraca. Szczęście nie przychodzi na zawołanie pojawia się u tych, którzy otwierają serce na bezwarunkową miłość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 − 6 =

Długo wyczekiwane szczęście: historia Victorii, która po dwunastu latach oczekiwania została mamą, o…