Dlaczego warto przynieść swoje jedzenie?
Pamiętam, jak przez pięć kolejnych lat siostra i brat mojego męża wraz ze swoimi rodzinami spędzali z nami każde Boże Narodzenie. To ja przygotowywałam wszystkie potrawy, nakrywałam stół, pilnowałam porządku i sprzątałam, gdy już wszyscy się rozeszli. Oni zaś po prostu świętowali, nie martwiąc się o nic. W końcu jednak, w zeszłym roku, moja cierpliwość się wyczerpała poczułam się wykończona fizycznie, psychicznie i finansowo.
Dlatego wtedy postanowiłam, że czas podzielić się obowiązkami.
Niedawno teściowa próbowała mnie przekonać, że są już w podeszłym wieku, że czasy są trudne, więc bardzo by chciała, abyśmy znów wszyscy razem świętowali u mnie w domu.
Zadzwoniłam więc do rodzeństwa męża Barbary i Zbigniewa i powiedziałam, że mama bardzo pragnie wspólnej Wigilii. Na początku byli zachwyceni, stwierdzili, że skoro mama tak chce, trzeba jej posłuchać i zgodzili się.
Następnie zaproponowałam, byśmy podzielili się pracą kto co gotuje i co ma przynieść. Zadeklarowałam, że przygotuję dwie ciepłe potrawy, upiekę tort i zapewnię dodatki.
Barbara i Zbigniew mieli się zająć sałatkami, rybą, czymś mięsnym, serem, owocami i napojami. Sugerowałam, by każdy coś przyniósł do picia.
Kiedy im to wszystko wymieniłam, ich entuzjazm nagle zgasł. Zaczęli narzekać, że nie mają czasu, bo praca, że najpierw muszą kupić składniki, a potem jeszcze gotować. Zresztą mówili po co przynosić jedzenie, skoro zawsze było gotowe? Zdecydowali, że wolą świętować u siebie.
Zapytałam: A co z mamą? I zgadnijcie, co usłyszałam Że złożą jej życzenia telefonicznie i tyle.
Chęci do dzielenia się pracą i zakupami zabrakło. Do tej pory nie powiedziałam o tym teściowej. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak się do tego zabrać wiem, jak bardzo się zmartwi.
Co powinnam zrobić w tej sytuacji? Czy powinnam znowu sama zorganizować Wigilię, tak jak dawniej?


