Połowę mego dzieciństwa, razem z moją siostrą bliźniaczką, spędziłyśmy w domach dziecka a potem nad naszym losem pochyliła się ciotka, siostra naszej mamy. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat, przygarnęła nas pod swój dach. Ona i jej mąż stali się nam prawdziwymi rodzicami, na których zawsze mogłyśmy polegać. Z wdzięcznością i miłością wspominam wszystko, co dla nas zrobili bez ich pomocy ciężko byłoby nam stanąć na własnych nogach.
W dniu naszych osiemnastych urodzin zawieźli nas do trzypokojowego mieszkania w centrum Warszawy, które wcześniej należało do naszych zmarłych rodziców. Przez te wszystkie lata ciotka z wujkiem wynajmowali je, a teraz zaproponowali, byśmy je sprzedały i podzieliły się uzyskaną kwotą, żeby każda mogła urządzić sobie własne życie. Pomysł bardzo przypadł nam do gustu. Mieszkanie było w dobrym stanie, więc udało się uzyskać pokaźną sumę. Dzięki temu mogłam pozwolić sobie na zakup wygodnego dwupokojowego lokum w spokojnej dzielnicy, oczywiście biorąc kredyt, który po roku własną pracą spłaciłam. Zaczęłam potem remontować każde pomieszczenie i powoli kompletować nowe meble.
Rodzice byli dumni, że stanęłam na nogi, lecz wciąż martwili się o moją siostrę. Przekonywali ją na wszystkie sposoby, jak rozsądnie gospodarować oszczędnościami. Urszula jednak nie kwapiła się do zakupu własnego kąta, wydając pieniądze na nowinki technologiczne, kolacje w modnych warszawskich restauracjach i krótkie podróże po Europie.
W końcu ciotka straciła cierpliwość i powiedziała Uli wprost, że jeśli nie kupi mieszkania zanim wyda wszystko, nie będzie mogła dłużej mieszkać z nimi. Oczywiście Ulce nie starczyło już na własne lokum, wiec musiała wynająć małą kawalerkę gdzieś na Pradze.
Wtedy właśnie miała już chłopaka zaczęli więc razem wynajmować to mieszkanie, starając się odkładać każdy grosz. Powoli odżywała, a ja cieszyłam się, widząc, że bierze życie w swoje ręce. Mnie w tym samym czasie powiodło się w pracy i dostałam awans, pomagałam rodzicom, wyjechałam na urlop nad Mazury, a tam poznałam wspaniałego chłopaka, z którym zaczęliśmy poważnie myśleć o wspólnej przyszłości.
Niedługo po tym szczęśliwym okresie spotkaliśmy się w moim mieszkaniu całą rodziną. Ula oznajmiła nam radosną nowinę, że spodziewa się dziecka. Chwilę później zaczęła narzekać, jak trudno jest teraz wynajmować mieszkanie, gdy ceny w Warszawie tak poszły w górę, że trudno im związać koniec z końcem. Nie rozumiałam, do czego zmierza jej wywód, dopóki nie zwróciła się bezpośrednio do mnie.
Daj mi swoje mieszkanie powiedziała. Za chwilę będę miała dziecko, a ty i tak mieszkasz sama. Przecież możesz zamieszkać z ciocią, wolny pokój się znajdzie.
Odpowiedziałam siostrze stanowczo, że nie zamierzam oddawać jej swojego mieszkania. Wybuchła płaczem, zabrała chłopaka i wyszła, trzaskając drzwiami.
Jeszcze kilka razy dzwoniła, pytając, czy nie zmieniłam zdania, ale byłam nieugięta. Sama wyremontowałam to mieszkanie, ciężko pracowałam na każdy metr i każdą rzecz w środku jak mogłabym teraz to wszystko ot tak oddać?
Przecież to jej decyzje sprawiły, że nie pomyślała o swojej przyszłości. Po latach wiem, jak bardzo ważna bywa rozwaga, nawet jeśli młodość lubi szaleństwa.


