Pamiętam, że dla mojej matki opieka nad wnuczką była czymś całkowicie nie do przyjęcia.
Wszyscy moi znajomi mieli matki, które bez problemu zajmowały się ich dziećmi. Moja matka zaś zawsze powtarzała to samo: To twoje dziecko, ja wychowałam swoje. Moja córka, pięcioletnia Łucja, chodzi do przedszkola w Krakowie. Dwa lata temu po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy jestem nauczycielką w klasach niższych i rzadko mogę wziąć wolne. W takich chwilach przydałaby się pomoc babci.
Zimą mam sporo wolnego czasu, bo nie mam domu letniskowego nad Bałtykiem. Babcia siedzi w domu cały dzień, oprócz telewizji i telefonów z przyjaciółmi, nie ma innych zajęć. W zeszłym tygodniu poszliśmy do okulisty i dowiedzieliśmy się, że Łucja ma problemy ze wzrokiem. Zadzwoniłam do matki i powiedziałam, że musimy na dziesięć dni przywieźć ją do kliniki w Krakowie. Odbieramy ją z przedszkola o pierwszej po południu i rano odwożamy do szpitala. Wszystko jest blisko przedszkole, klinika i dom babci.
Łucja jest dobrze wychowana, a matka wie o tym. Nie jest zrzędliwa, nie hałasuje, nie robi zamieszania, je to, co jej podano. Mimo to babcia ma do tego silny opór. Pewnego dnia potrzebowałam jej pomocy, bo ja i mój mąż, Piotr, musieliśmy iść do pracy.
Byłoby wspaniale, gdyby babcia mogła przyjść i pomóc nam przez kilka dni, ale nie jest w stanie tego zrobić. Mamy szczęście, że w pobliżu mieszka rodzina, gotowa nas wesprzeć. Moja babcia Halina mieszka obok i ostatnio nie ma zbyt wiele na głowie, więc mogłaby zająć się dzieckiem, gdy my pracujemy. Nie kosztowałoby to nas nic, bo mieszka w sąsiedztwie, a to naprawdę odciążyłoby mnie i Piotra.
Od kiedy babcia przeszła na emeryturę, wspieram ją finansowo. Przekazuję jej pieniądze regularnie, opłacam mieszkanie dwa razy w miesiącu. Kiedy idziemy na zakupy, zabieram ją ze sobą płaci wszystko sama. Na wszystkie święta kupuję mamie piękne, drogie prezenty. Babcia przyjmuje tę pomoc jako rzecz oczywistą, licząc, że to mój obowiązek, jako jej córki, zapewnić jej jedzenie i czynsz. Nie rozumiem tego! Moje dziecko to mój problem, a nie coś, czego mam się po prostu podjąć.
Wydaje się, że babcie nie są zobowiązane do pomocy swoim dzieciom, a jednak tak czynią. Czy to słuszne? Boli mnie to bardzo staram się tak bardzo o mamę, a ona tego nie docenia.



