Dla mnie przynajmniej…

Dzisiaj znów miałam ten sam sen…

Hanna równo prowadziła żelazko po desce do prasowania. Krople potu spływały jej po skroniach, szyi i wzdłuż kręgosłupa. Upał wprawdzie nieco zelżał, ale od gorącej pary żelazka wciąż było duszno. Zostało już tylko kilka rzeczy, gdy zadzwonił telefon. Umilkł na chwilę, by zaraz odezwać się ponownie, drażniąc nerwy.

Hanna odstawiła żelazko, podeszła do stołu i spojrzała na wyświetlacz. Imię przyjaciółki pojawiło się na ekranie – zdziwiła się niepomiernie.

„Kinga, to ty? Co się stało?” – zapytała zaniepokojona.

„Ja. A kto by inny? Stało się. Przyjeżdżam, więc dzwonię. Mam służbowy wyjazd, zrezygnowałam z hotelu. Zatrzymam się u ciebie na dwa dni. Przyjmiesz?”

„Pytasz? A kiedy przyjeżdżasz?” – Hanna nagle przypomniała sobie, że w lodówce ma tylko najniezbędniejsze rzeczy. Od miesięcy gotowała wyłącznie dla siebie, oszczędnie.

„Jutro. Wiem, że to nagłe, ale wszystko ustaliło się w ostatniej chwili. Numer pociągu i godzina przyjazdu przyślę SMS-em. Spotkasz mnie?”

„Oczywiście” – obiecała Hanna, myśląc jednocześnie, że i tak bierze już zbyt wiele zwolnień – nie wypadało prosić szefa o kolejne.

Ale Kinga uspokoiła ją, mówiąc, że przyjedzie wieczorem i zostanie całe dwa dni. Serce Hannie zabiło lżej.

„Specjalnie się nie przygotowuj, znam cię. Zaraz nadrobimy zaległe rozmowy” – Kinga rozłączyła się.

Hanna dokończyła prasowanie, ułożyła ubrania w szafie równymi stosami. Cieszyła się, słysząc głos przyjaciółki. „Kinga będzie wypytywać, zaglądać do duszy, a ja ledwo się uspokoiłam, pogodziłam z tym, jak jest, nawet z samotnością. Teraz muszę wymyślić, czym ją nakarmić.” Hanna spojrzała na zegar. „Zdamy się na sklep – jutro nie będzie czasu. No proszę, przyjeżdża…”

Zajrzała do lodówki. Dla siebie gotowała mało, apetyt i tak dawno odszedł. Chemia zabiła w niej głód. Przebrana wyszła do sklepu, myśląc o przyjaciółce.

Poznały się od razu, pierwszego dnia, gdy w szóstej klasie, w środku roku szkolnego, do ich klasy przyszła nowa dziewczynka – z tajemniczo brzmiącym imieniem Kinga. Potem razem poszły na studia. Na trzecim roku Kinga zakochała się w absolwencie szkoły oficerskiej, wyszła za mąż i wyjechała z nim do dalekiej jednostki, przenosząc się na zaoczne.

Najpierw pisały listy, potem, gdy telefony komórkowe stały się codziennością, dzwoniły. Z czasem jednak kontakt ograniczył się do życzeń na Nowy Rok i urodzin. Każda miała swoje życie, obowiązki, dzieci. Kinga – dwóch synów, którzy wymagali ciągłej uwagi.

Hanna wyszła za mąż rok po studiach i od razu zaszła w ciążę. Poród był trudny – więcej dzieci nie mogła mieć. Córka wyrosła, tuż przed dyplomem na medycynie wyszła za mąż i wyjechała z mężem do jego rodzinnego miasta.

Wybierając produkty w sklepie, Hanna pomyślała, że nie zdąży posprzątać. „Ale kto u mnie śmieci? Przyjaciółka przecież przyjeżdża, nie prezydent…” Zastanawiała się też, czy wspomnieć Kingi o służbowej podróży męża albo wyjeździe do córki? Potem zdecydowała, że Kinga zna ją za dobrze – w mig odkryje kłamstwo. Nie da się jej oszukać. „Od razu zobaczy, że w domu nie ma śladu po mężu. Zresztą po co ukrywać? Nie pierwsza i nie ostatnia, od której facet odszedł dla młodszej…”

Hanna wiedziała o zdradzie męża długo przed jego odejściem. Nagle zaczął ubierać się „młodziej” – jeansy, swetry, garnitury tylko na oficjalne spotkania. Kupił trampki, zaczął biegać rano. Choć szybko mu przeszło.

Dopóki mieszkała z nimi córka, oboje udawali, że nic się nie zmieniło. Mąż wracał późno, tylko przespać się. Hannie też było ciężko, gdy przychodził. Najedzony, od razu szedł spać. Więc jadł i miał przyjemności gdzie indziej.

Gdy córka wyjechała, nie było już po co udawać. To Hanna zaproponowała mu odejście. Spakowała jego wyprasowane rzeczy do walizki. Nie chciała dać rywalce satysfakcji, że „żona była zła” – pewnie tak o niej mówił. Niech zobaczy, że była troskliwa. I niech on sam wie, co traci. Czy inna będzie taka sama? Z wiekiem mężczyźni doceniają spokój. Namiętność, jak wiadomo, szybko mija. Hanna wierzyła, że opamięta się i wróci. Ale czas mijał, a on nie wracał.

A potem… Potem podczas rutynowych badań wykryto u niej raka. To odwróciło jej uwagę od bólu i żalu. Nie było już czasu na urazy. Operacja, chemia. Każda wizyta kontrolna była jak wyrok. Na szczęście stan był stabilny, choroba nie postępowała.

Były momenty, gdy szalenie chciała zobaczyć męża, powiedzieć mu. I co? Zlitowałby się, został. Patrzałaby na niego każdego dnia, wiedząc, że wraca od innej. Nie, dzięki. Litość to nie miłość.

Tak żyła sama. Nie szukała nowych przyjaciół. Czasem spacerowała po parku, mijając te same starsze osoby lub matki z wózkami. Wymieniały krótkie zdania:

„Pogoda ładna. Też na spacer?”
„A gdzie starszy? U babci?”
„Dawno pani nie widziałam…”

I tyle.

Następnego dnia Hanna wróciła z pracy i od razu zabrała się za gotowanie. Zdażyła nawet umyć podłogę przed wyjściem na dworzec. Była zmęczona, ale nie było czasu na odpoczynek – Kinga przyjeżdżała.

Pociąg zwalniał długo, zatrzymując się przy peronie. Hanna wpatrywała się w okna, szukając przyjaciółki. Wreszcie ludzie zaczęli wysypywać się z wagonów. Zamiast biec w stronę jej wagonu, stanęła przy zejściu do przejścia podziemnego – tam tłum zwalniał, łatwiej było kogoś wypatrzeć. „A jeśli jej nie poznam? Tyle lat…” – przemknęło jej przez myśl.

Wtedy ją zobaczyła – Kinga, nieco przytyta, z rozbieganym wzrokiem, ale wciąż ta sama. Kręciła głową, szukając Hannny. Ta uniosła rękę, machając. Kinga w końcu dostrzegła gest, potem samą Hannę, i rzuciła się w jej stronę przez tłum. Ominęły przepychanki, stanęły, tuląPrzytuliły się mocno, jakby te wszystkie lata rozłąki nigdy nie istniały, a w sercu Hanny rozbłysła nadzieja, że może jednak nie wszystko stracone i zaczyna się nowy rozdział.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − trzy =

Dla mnie przynajmniej…