Deszcz we wszystkim winowajcą

Wszystkiemu winien deszcz
Po południu niebo zasnuło się chmurami, a pod wieczór zaczął padać drobny deszcz. Wiosną ulice wyglądają szczególnie ponuro, zwłaszcza w taką deszczową pogodę.

Bartosz jeździł samochodem po mieście już ponad godzinę, zabijając czas przed odjazdem. Wieczorem na drogach przybyło aut, ciągle stał w korkach i na światłach. Czas dłużył się niemiłosiernie, ale nie chciało mu się wracać do domu, a na dworzec było jeszcze za wcześnie.

Zatrzymał auto przy chodniku i wyłączył wycieraczki. Drobne krople deszczu pokryły przednią szybę, rozmywając świat za nią.

Cały tydzień dochodził do siebie po odejściu Klaudii. Wciąż go to bolało. Gdyby został w domu, znów by się upił, jak robił to przez ostatnie dni. Bez wina nie mógł zasnąć.

Z Klaudią mieszkali razem prawie rok, a przedtem dwa miesiące się spotykali. Na początku było świetnie, nawet za dobrze. Zaczął już planować, że latem pojadą nad morze, i tam, na plaży, oświadczy się Klaudii, mimo że ostatnio często się kłócili. Klaudia czepiała się go o byle co, ciągle była na coś zła, miała pretensje.

Tuż przed jej odejściem pokłócili się o prezent na Dzień Kobiet. Bukiet holenderskich tulipanów i torebka, o której marzyła, wydały jej się zbyt skromne.

– Przecież sama chciałaś tę torebkę – zirytował się Bartosz. – I, nawiasem mówiąc, wcale nie była tania.

– Wiedziałam, że mi ją dasz. Myślałam, że dołożysz coś od siebie, zrobisz niespodziankę. Prezent ma być zaskakujący, miły.

– No przepraszam, mogłaś dać znać, że chcesz coś więcej – powiedział przygnębionym głosem.

– A sam nie umiałeś się domyślić?

I Klaudia znów się rozpędziła. Mówiła, że nie potrafi zadowolić dziewczyny, że mało zarabia. „Marcin kupił Oli futro, a Magdzie jej chłopak dał pierścionek z diamentem”.

– Twój Marcin kombinuje, zarabia nieuczciwie, balansuje na granicy prawa.

– No i co? Przynajmniej ona ma nowe futro i jeździ na zagraniczne wakacje. A ty taki świętoszek, i siedzimy w biedzie.

– Nie przesadzaj, nie jesteśmy biedni. Chciałem dać ci pierścionek, ale później. Po co ci futro na wiosnę? Poza tym on sporo zaoszczędził, kupując je na wyprzedaży.

– Udajesz, czy naprawdę nie rozumiesz? – Głos Klaudii brzmiał ostro jak szkło w wietrze.

Wszystkie te kłótnie miały przyczynę, Bartosz nawet się domyślał jaką, ale nie chciał w to wierzyć. Wcześniej też się kłócili, ale nocą się godzili. Tym razem jednak Klaudia odwróciła się do niego plecami, klepnęła go po ręce, gdy próbował ją przytulić.

Rano nie odezwała się do niego. Dzwonił przez cały dzień, ale nie odbierała, aż w końcu wyłączyła telefon. Bartosz ledwo doczekał się wieczoru. Wracając do domu, kupił bukiet kwiatów, ale gdy wszedł do mieszkania, znalazł tylko kartkę.

Klaudia napisała, że ma wszystkiego dość, że jest zmęczona i odchodzi do kogoś, kto jest gotów dać jej cały świat. Z szaf zniknęły jej rzeczy i walizka, z którą jeździli na wakacje.

Bartosz miotał się po mieszkaniu, rzucając wszystkim, co wpadło mu w ręce, szczególnie drobiazgami, które Klaudia zostawiła lub celowo nie zabrała do nowego, bogatszego życia. Potem wziął reklamówkę, wrzucił do niej wszystkie jej rzeczy. Wylądowały tam też jej szczoteczka do zębów, słoiczek kremu i szlafrok wiszący na wieszaku w łazience. Nie leniąc się, wyniósł reklamówkę do kontenera za blokiem.

Najgorsze było to, że nie po prostu odeszła, ale poszła do innego, wystawiając go przy tym na pośmiewisko. Tak właśnie się czuł. Nie mógł spać, przeszkadzał mu zapach Klaudii, który wciąż był na poduszkach. Wspomnienia go dusiły. Wstał, sięgnął po butelkę i wypił kieliszek wina. Nie było lżej, ale udało mu się jednak zasnąć na kilka godzin.

Tak mijał cały tydzień. Do pracy przychodził z sińcami pod oczami. Koledzy współczuli. Wszystko to odbiło się na jego pracy. Szef, widząc jego stan, ulitował się i zamiast nowego pracownika wysłał Bartosza na staż do Warszawy, by zaleczył rany serca.

– Zmień otoczenie, odetchnij i wróć w lepszej formie – poklepał go po ramieniu.

Po pracy Bartosz wstąpił do domu, spakował rzeczy do torby sportowej, wrzucił do bagażnika i zaczął jeździć po mieście. Szyby auta pokryły się kroplami, za którymi znikał świat, widoczne były tylko rozmyte światła mijających samochodów.

Bartosz opuścił szybę i zauważył na budynku szyld kawiarni. Od razu wyobraził sobie przytulny lokal ze stolikami, przytłumione światło, cichą muzykę i gwar rozmów – właśnie to, czego potrzebował, by się rozerwać. Wysiadł i skierował się do środka. Nie było zbyt tłoczno, ale wszystkie stoliki były zajęte. Przysiadł przy barze i poprosił o kawę.

– W barze podajemy tylko alkohol. Niech pan siądzie przy stoliku i zamówi kawę u kelnera – uprzejmie poradził barman.

– Rozumiem – odpowiedział Bartosz i zaczął rozglądać się po sali, szukając miejsca.
Niedaleko baru zobaczył samotną dziewczynę przy stoliku. Przed nią stała filiżanka, którą skupienie mieszała łyżeczką. Ciemne włosy zebrała w kucyk. Uroczy profil z delikatnym nosem, oczy… Oczy były niewidoczne. Patrzyła w filiżankę. Obcisłe spodnie i dopasowany sweter podkreślały jej zgrabną postać.

„Ciekawe, jakiego ma koloru oczy?” Zapragnął to natychmiast sprawdzić. Jakoś był pewien, że go nie odtrąci. Podeszła do stolika.

– Mogę? – zapytał i usiadł naprzeciwko.

Dziewczyna podniosła na niego wzrok. Miała zielone oczy. „A Klaudia miała brązowe” – przypomniał sobie nie w porę.

– Już pan usiadł – wymamrotała.
Podszedł kelner z menu.

– Kawę bez cukru – Bartosz spojrzał na jej filiżankę. – Lepiej dwie, proszę.

– Nie prosiłam pana – powiedziała z wyrzutem.

– Zimna kawa to paskBartosz spojrzał na nią z uśmiechem i odpowiedział: „Wiedziałem, że o tej porze każdy potrzebuje dobrej kawy, a samotni ludzie – jeszcze więcej.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + dziewięć =

Deszcz we wszystkim winowajcą