– Składam pozew o rozwód – oznajmiła Beata.
Cezary w tym czasie z zapałem oglądał mecz piłki nożnej i… kompletnie nie zareagował na słowa żony.
Beata podeszła i wyłączyła telewizor.
– Co ty robisz?! Oszalałaś?! – krzyknął Cezary, ale szybko się zreflektował, uspokoił i powiedział pojednawczo:
– Przepraszam. Po prostu tam była taka ważna chwila.
– Jestem pewna, że nie ważniejsza niż to, co powiedziałam.
– A co takiego powiedziałaś? – zmieszał się mąż, zdając sobie sprawę, że jak zwykle przegapił słowa żony.
– Składam pozew o rozwód.
Cezary wytrzeszczył oczy:
– Jak to „o rozwód”? Dlaczego? Myślałem, że wszystko jest w porządku.
– Tobie się tak wydawało.
– Poczekaj… Wczoraj byliśmy w teatrze, przedwczoraj przyniosłem kwiaty, w zeszłym tygodniu poszliśmy do kina. Wszystko tak, jak lubisz…
– Tak, ale to wszystko było po raz pierwszy od siedmiu lat małżeństwa. I nawet wiem dlaczego.
– A dlaczego niby?! – Cezary zaczynał się irytować.
– Bo oddałam dzieci do przedszkola, podjęłam pracę, zaczęłam chodzić na siłownię, do salonu piękności, zmieniłam styl, poznałam nowych znajomych.
– Co to ma do rzeczy?
– A to, że nagle zauważyłeś, że komuś na mnie zależy, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę, że już nie potrzebuję cię tak jak wcześniej.
– Głupoty…
– Nie, Cezary, to nie głupoty. W przeciwnym razie byś się nie przestraszył, nie kręciłbyś się wokół mnie, nie starałbyś się przypodobać, nie obdarowywałbyś mnie kwiatami i nie zapraszał do kina czy teatru. To z twojej strony tylko wielki wyczyn!
– Starałem się… Chciałem sprawić ci przyjemność… Poczekaj, nadal nie rozumiem: z tego powodu chcesz się rozwodzić?
– Tak. Nie chcę tak dalej żyć. Teraz udajesz kochającego męża, ale gdzie byłeś, gdy byłam w ciąży, gdy rodziłam dzieci, gdy nie spałam po nocach? Ani razu mi w niczym nie pomogłeś! Byłeś obecny w naszym życiu tylko symbolicznie. Przychodziłeś, jadłeś, spałeś. Mogę policzyć, ile razy wziąłeś dzieci na ręce!
– Przecież pracowałem! – Cezary aż podskoczył z oburzenia – żeby nas utrzymać!
– Pracowałeś, nie zaprzeczę. Ale przecież nie tylko nas utrzymywałeś – siebie też. I miałeś wolne, ale wolałeś spędzać je z przyjaciółmi.
– Mam do tego prawo!
– Mnie ani razu wolnego nie było – kontynuowała Beata, ignorując uwagę męża – chociaż dzieci… są też twoje. Tylko to interesowało cię najmniej. Słyszę twoje słowa: dałem ci pieniądze, czego jeszcze chcesz? A ja chciałam… Chciałam, aby był przy mnie ktoś bliski, zaufany. Aby wspierał. I nie tylko materialnie, ale i moralnie. Aby w końcu okazał ciepło.
Ale ciebie to nie obchodziło. Żyłeś swoim życiem, w którym nie było ani mnie, ani naszych dzieci…
– Nie przesadzaj.
– Wcale nie przesadzam. Wiesz chociaż do jakiego przedszkola chodzą? Dojeżdżamy tam czterdzieści minut. Rano! Autobusem! A ty do pracy jeździsz sam jak pan w swojej bryce. Zajmuje ci to dwadzieścia minut. Ale nigdy nie zaproponowałeś, żeby zawieźć dzieci do przedszkola.
– Nie prosiłaś – burknął Cezary.
– A dlaczego miałabym prosić? Są rzeczy, o które kochającego męża i ojca się nie prosi. To oczywiste. Prawda, nie w twoim przypadku, bo o miłości tu nie ma mowy. Nigdy nie było…
– Tworzysz ze mnie potwora…
– Nie, Cezary, nie jesteś potworem. Jesteś po prostu dla mnie całkowicie obcym człowiekiem. Stałeś się obcy… A może byłeś.
– A dzieciom? Co im powiesz? Jak wytłumaczysz?
– O, jak mnie to rozbawiło! – Beata się zaśmiała – dopiero niedawno zaczęły cię rozpoznawać na ulicy! Więc z tym na pewno nie będę miała problemu.
Cezary nie wiedział, co odpowiedzieć. Po części Beata miała rację, ale i jego można zrozumieć: on – mężczyzna, ona – kobieta i powinna znać swoje miejsce, zajmować się domem i dziećmi. Ojciec Cezarego zawsze tak mówił. I mama się z nim zgadzała. A Beata jakoś jest niezadowolona…
– Jak zamierzasz przeżyć z dwojgiem dzieci na jedną pensję? – zaatakował Cezary – co do mnie – to ani grosza nie dam!
– Dasz – spokojnie odpowiedziała Beata – alimenty nikt nie zniósł. I podzielimy majątek, który zgromadziliśmy przez te siedem lat. Choć tam nie ma za wiele do podziału, ale jednak. Lodówka, jakby nie było, jest nam z dziećmi potrzebniejsza. A znając ciebie, jestem pewna, że to właśnie o nią będziesz się kłócił, żeby zrobić jak najwięcej przykrości. Także wszystko – tylko przez sąd. Na szczęście mieszkania nie mamy. Przy okazji, możesz w nim zostać. A my z dziećmi wynajmiemy inne (wypowiadając to ostatnie zdanie, Beata zrobiła pauzę, mając nadzieję, że Cezary się nie zgodzi, powie, że to on wynajmie inne mieszkanie, że żona i dzieci mogą zostać tam, gdzie się przyzwyczaili… Ale Cezary nic takiego nie powiedział), – …już mam upatrzone niedaleko przedszkola.
– No to spadajcie! – Cezary nie mógł już spokojnie słuchać Beaty – pomyślisz: Księżniczka! Przemyślała wszystko?! Niczego nie zapomniała?! A samochód? Jego ci nie oddam!
– Nawet nie proszę – uśmiechnęła się Beata – nie jest mi potrzebny.
– Dlaczego jesteś taka hojna?! – Cezary już nie mógł się opanować – samochód jej nie potrzebny! Pewnie już jeździsz innym?! No, przyznaj się: kiedy zdradzasz mnie?! Coś za bardzo się ośmieliłaś!
– Nie zaskoczyłeś mnie – Beata była całkowicie spokojna – wiedziałam, że usłyszę coś takiego.
– Zrozum wreszcie – Cezary podszedł do żony, chwycił ją za ramiona, potrząsnął nią – komu jesteś potrzebna z dwójką dzieci?! A może… zapomnimy wszystko, co powiedziałaś? Będziemy żyć razem jak dawniej. Naprawdę się zmienię, słowo honoru!
– Jak dawniej? Nie, dziękuję – stanowczo odpowiedziała Beata – to nie ma szans.
– Ale dlaczego?! – Cezary nawet nie krzyczał, wybuchnął całym głosem.
– Bo już cię nie kocham…
Cezary zgłupiał, spanikował wewnętrznie i nagle, jakby czując, że dalsze rozmowy są bez sensu, zgodził się:
– Jeśli tak – składaj pozew o rozwód.
Rozwiedli się po pół roku. Wszystko potoczyło się tak, jak planowała Beata.
Teraz mieszka z dziećmi niedaleko przedszkola i poranki w dni robocze są u niej o wiele spokojniejsze.
A w weekendy – jest całkowicie wolna! A to dlatego, że były mąż zabiera dzieci do siebie! Chodzi z nimi po mieście, bawi się z nimi u siebie w domu, gra w różne gry. Nawet sam gotuje!
I kto zrozumie tych facetów?
Kiedy jest żonaty – ani żona, ani dzieci nie są mu potrzebni. Traktuje jak coś oczywistego.
A kiedy się rozwiedzie – znajduje czas dla dzieci i staje się prawie najlepszym ojcem na świecie.



