Dajcie nam klucze do waszej działki, zamieszkamy tam na święta! Małżeństwo pozwoliło przyjaciołom na…

Dajcie klucze do działki, my tam zamieszkamy
Małżeństwo zgodziło się wpuścić znajomych na swoją działkę, nie przewidując, czym to się skończy.

——————————————————————————-

U Wojtka nagle rozchorowała się mama, więc na Sylwestra i wszystkie noworoczne dni on i jego żona, Halina, postanowili zostać w domu. Powitali Nowy Rok po cichu, rodzinnie, bez szaleństw. Ich znajomi, Gosia i Marek, byli trochę rozczarowani, że Wojtek i Halina w ostatniej chwili odwołali wyjazd do ich domku pod Warszawą, ale przecież skąd mogli wiedzieć, że Zofia, matka Wojtka, rozłoży się na święta?

Mimo tego Halina miała wyrzuty sumienia, że tak to wyszło. Kiedy drugiego stycznia zadzwoniła do niej Gosia i zaczęła żalić się, jak koszmarnie spędziła Nowy Rok upchana z teściową w małym mieszkanku, Halina poczuła nowy dźgający wyrzut.

Musiałam słuchać marudzenia mojej teściowej. Przywlekła się do nas w Sylwestra i twierdzi, że ogrzewanie u niej w mieszkaniu padło! Teraz zamierza u nas koczować do końca świąt, dopóki administracja nie wymieni rur! Ja już dłużej nie wytrzymam! Rozwiodę się z Markiem przez jego matkę przysięgam! narzekała Gosia.

Współczuję, Gosiu. Moja teściowa Zofia to złoty człowiek, tylko chorobę znosi tragicznie zrezygnowana dodała Halina. Gdybym mogła jakoś pomóc

Właśnie możesz.
No czym?
Dajcie nam klucze do waszej działki! Wyjechalibyśmy z Markiem od teściowej na parę dni. Niech zostanie u nas sama i marudzi do lusterka.

Halina się zamyśliła. Sercem współczuła Gosi, ale nie była pewna, co o tym pomyśli Wojtek. Oficjalnie domek na działce należał do niego.

Muszę pogadać z Wojtkiem
Jasne, rozumiem. Ale obiecuję: będziemy ostrożni jak święta w Lidlu.

Tam pewnie zasypana droga. Traktora nie zamawialiśmy zmarszczyła się Halina.
Nic nie szkodzi, my mamy SUV-a. Przebijemy się!
A kotła dawno nie sprawdzaliśmy… Przed dopuszczeniem gości wypadałoby…
Halina, no bez przesady! Marek przez lata grzebał przy takich kotłach. Jak już będziemy musieli, sam wszystko naprawi.

Gosia była tak przekonująca, że Halina pomyślała: A może rzeczywiście? Cóż się stanie?

Obiecała, że oddzwoni i poszła zapytać Wojtka.

Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
Sama nie wiem, Wojtek. Z Gosią trzymamy się od lat. Gdyby nie twoja mama

My tam w tym czasie pojechać nie damy rady. A matki samej nie zostawię.
Wiem, dlatego pytam. Gosi teściowa podobno to królowa dramatów, a ich małżeństwo już wisi na włosku.

Zdecydowali, że dla ratowania małżeństwa przyjaciół mogą podarować klucze. Ale zastrzegli: Nie zawracać nam głowy, radźcie sobie sami.

Gosia od razu zrozumiała, że stała się powierniczką największego skarbu.

Dziękuję, kochana! Będziemy grzeczni i odzywać się tylko jak w urzędzie skarbowym zapewniła i pojechała.

Droga na działkę zajęła im ponad trzy godziny. Domek stał w sielskiej okolicy pod Pułtuskiem, z dala od zgiełku. Niestety, Wojtek i Halina mieli rację w noworoczny czas śniegu dopadało tyle, że nawet SUV Gosi i Marka utknął. Byli zmuszeni zadzwonić do gospodarzy.

Co teraz robimy?
Wracajcie! Trzeciego stycznia nikt wam drogi nie odśnieży. Wszyscy świętują.
Nie ma mowy. Tyle czasu jechaliśmy! Halina, mówiłaś, że Wojtek zna tu jakiegoś traktorzystę?
No tak. Z wioski. On odśnieża drogi.
To dzwońcie do niego!
Zaraz podeślę wam numer.

Po pół godziny…
Nie odbiera. Niech Wojtek zadzwoni na pewno nie odebrał obcego numeru!

Halina z trudem przekonała męża, żeby zadzwonił. Traktorzysta obiecał przyjechać w godzinę.

Przez cały ten czas Wojtek chodził jak na rozżarzonych węglach. Gosia dzwoniła co pięć minut, że mróz, że benzyna się kończy, że może jednak powinni byli zamówić sanie z reniferami. W końcu i Halinie skończyła się cierpliwość.

Na szczęście traktorzysta dotrzymał słowa, oczyścił drogę, ale kluczyk do furtki trzeba było wygrzebać spod zasp. Marek machał łopatą, żeby przetrzeć szlak do drzwi i wreszcie mogli wejść do domku.

Ale co to? Kaloryfery grzały jakby w nich siedział duch zeszłego lodowca. Trzeba ruszyć kocioł. Marek kiwa głową, bo kocha naprawy, ale jego wiedza okazała się równie przestarzała jak model kotła. Dzwonił do Wojtka, który przez dwie godziny tłumaczył mu technikę obsługi.

Takiego to ja nawet nie widziałem. Z muzeum chyba.
Najważniejsze, że prąd leci! zirytował się Wojtek, przewidując kolejne atrakcje.

I oczywiście nie zawiódł się. Gosia dzwoniła z każdym pytaniem: Gdzie położyłaś patelnię?, Czemu w domu dalej zimno?, Pod którym łóżkiem chowasz kołdrę elektryczną?. Ostatecznie Halina i Wojtek włączyli tryb lotniskowy, żeby chociaż na moment poczuć, czym jest święty spokój.

A rano? Ich telefony wyglądały, jakby ktoś wygrał w totka kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.

O co tam chodzi?
Nie mam pojęcia… Halina była już na tyle zaniepokojona, że oddzwoniła.

Halo? Gdzie się podzialiście?!
Spaliśmy!
Mieliśmy awarię. W saunie śmierdziało dymem, prawie spaliliśmy domek!
O Matko Boska…
No właśnie! Kto stawia takie piece?
Ale co się stało?
Końcówka na kominie była założona! rozliczała Halinę Gosia. Na szczęście Marek się zorientował.

Przepraszam. Nie sądziłam, że pierwszego dnia pójdziecie odpalać saunę
Co w tym dziwnego? Jak się jest gościem, to korzysta ze wszystkiego. Sauna chyba w cenie? Dobrze, że się do niej przeczołgaliśmy przez tonę śniegu.
No, relaksujcie się ile chcecie wyjąkała Halina.

A gdzie macie grill?
Zepsuł się, wywaliliśmy.
Toż to skandal! I nie powiedzieliście?! Jak my teraz upieczemy kiełbasę?!
Gosia, nie wiem już, jak żyć. Czy mam dla was kupić kociołek do placków ziemniaczanych? Zepsuty grill to nie nasz problem. Tylko nie podpalcie domu!

Rozłączyła się, wyraźnie zniechęcona.

Co znowu? spytał Wojtek.
Znowu nieszczęście westchnęła Halina i streściła mu wszystko.

Marek był ze mną w tej saunie latem i znał osłonę na komin. Grill kupili z własnej woli. Jeśli chcą kiełbasę, niech jadą do sklepu w wiosce, tam są jednorazówki. My nie prowadzimy restauracji.

Tak właśnie Halina przekazała to Gosi, gdy ta zadzwoniła raz jeszcze.

Dobra, rozumiem. Pojedziemy do wioski. I tak spod śniegu przejezdne potwierdziła Gosia i… zamilkła na dłużej.

Następnego dnia Wojtek był zdumiony:

Dziwnie cicho. Może warto zapytać, czy żyją?
Gosia nie odbierała, tylko napisała, że wszystko OK.

Małżeństwo postanowiło zaufać i wygumkować wszelkie zmartwienia. Na koniec świątecznych dni Zofia, mama Wojtka, poczuła się lepiej.

Może pojedziesz po klucze i sprawdzisz domek, gdy Gosia z Markiem wyjadą? zaproponowała Halina.
Masz rację. Rano pojadę, wieczorem wrócę.

Wojtek pojechał, Halina została opiekować się teściową. Uprzedziła znajomych, że mąż wpadnie i liczyła na miłe zakończenie. Tymczasem Wojtek wrócił w paskudnym nastroju, milczący jak w PRL-owskiej kolejce.

O co chodziło? Gosia rozwiała wątpliwości, zapraszając Halinę na kawę. Mieszkała przecież tuż za rogiem.

Teściowa już cię opuściła? spytała Halina.
Na szczęście tak, ogrzewanie naprawione, czmychnęła wczoraj.

To zaraz będę obiecała Halina, nie zdradzając mężowi, dokąd idzie. Ostatnio sprawy z Gosią i Markiem nie wywoływały u niego entuzjazmu i ona chciała się przekonać dlaczego.

Gosia przeszła od razu do rzeczy:
Proszę, mam wszystko policzone wręczyła Halinie kartkę.

Co to?
Spis wydatków na waszej działce.
Halina rzuciła okiem: usługi traktorzysty, łopata elektryczna, grill, węgiel, rozpałka, kratka do grillowania, trzy żarówki, i zestaw olejków eterycznych do sauny.

To wszystko kupiliśmy, będąc u was.
I po co mi to pokazujesz?
Zostawiliśmy wam to! Korzystajcie!

Halina spojrzała z niedowierzaniem.
Z Markiem wymyśliliśmy, że skoro wy będziecie używać tych rzeczy, wypadałoby podzielić koszty po połowie.

Serio mówisz? zaśmiała się Halina, myśląc, że Gosia żartuje.
No tak! Gdybyście mieli grill, nie musielibyśmy kupować nowego. Gdyby łopata była normalna, nie kupowalibyśmy elektrycznej. Traktorzysta powinien był oczyścić drogę wcześniej, to byśmy nie utknęli. I szampon w saunie! Nic!

Gosia, trochę powiało tropikami. Działka to nie hotel, szampon i czapka pod prysznic to nie podstawowa usługa. Łopatę i grill kupiliście dla siebie zabierzcie. Oleoektyczne olejki bierzcie. I za odśnieżanie drogi nie płacę, sami jechaliście na własną odpowiedzialność.

Ale wy też po tej czystej drodze jeździcie
Jak pojedziemy na działkę, znów spadnie śnieg i znowu odśnieżanie będzie potrzebne. A w dni powszednie drogi są odśnieżane za darmo, tylko w święta bywa gorączkowo. Takie wydatki wasza sprawa. Za żarówki zapłacę dzięki, że wymieniliście. Przelała więc Halina 38 złotych na konto Gosi, wstała i wyszła bez słowa.

Na telefony nie odpowiadała. Żeby nie mieć zaległości, z Wojtkiem pojechali na działkę, zebrali pozostawione przez znajomych rzeczy i wysłali im kurierem.

Teściowa już praktycznie wyzdrowiała więc para znowu mogła spokojnie wyruszać na działkę w weekend. Gosia i Marek stracili ten przywilej. Po tej akcji ich przyjaźń podupadła, a dobroduszne małżeństwo raczej nie powierzyło już nikomu swojego domku, zadziwiając i drażniąc wszystkich swoim dziwacznym zaufaniem.

Myśmy się tu wysilili, chcieli dobrze a oni? Nie dość, że nie wdzięczni, to jeszcze jakieś fanaberie narzekała Gosia, trzymając prawe oko na Halinie. Elektrycznej łopaty nie potrzebowała, ale bez paragonu nie chciało się jej jej zwracać. Paragon został oczywiście na działce u przyjaciół.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × pięć =

Dajcie nam klucze do waszej działki, zamieszkamy tam na święta! Małżeństwo pozwoliło przyjaciołom na…