Słuchaj, czytałam sporo historii o kobietach, które zdradzały swoich partnerów i choć naprawdę nie chcę nikogo oceniać, to jest coś, czego szczerze nie rozumiem. Nie dlatego, że jestem od kogokolwiek lepsza po prostu dla mnie zdrada nigdy nie była żadnym pokuszeniem.
Mam 34 lata, jestem mężatką, prowadzę zupełnie zwyczajne życie. Chodzę na siłownię pięć razy w tygodniu, dbam o to, co jem i lubię dobrze wyglądać. Mam długie, proste włosy, lubię się stroić i wiem, że jestem atrakcyjną kobietą. Ludzie mi to mówią, a ja widzę po ich spojrzeniach, że im się podobam.
Na siłowni to nieraz jakiś facet próbuje zagadać jeden pyta o ćwiczenia, drugi rzuci komentarz niby w formie komplementu, a są i tacy całkiem bezpośredni. Gdy wychodzę z przyjaciółkami na piwo albo na kawę, wygląda to podobnie ktoś się przysuwa do stolika, zagaduje, pyta czy jestem sama, czasem naprawdę bardzo się narzucają. Nigdy nie udawałam, że to się nie dzieje. Wręcz przeciwnie widzę to. Ale nigdy nie przekroczyłam tej granicy. I nie dlatego, że się boję, tylko po prostu nie mam takiej potrzeby.
Mój mąż, Marek, jest lekarzem, kardiologiem, pracuje bardzo dużo. Zdarza się, że wychodzi z domu zanim wstaniemy, a wraca, kiedy już jemy kolację albo nawet później. W ciągu dnia jestem najczęściej sama z naszą córką Jagodą. Dbam o dom, zajmuję się nią, mam swoją rutynę. Tak naprawdę mam pełno „okazji”, żeby zrobić, co bym chciała, i nikt by się nawet nie domyślił. Ale nigdy nie pomyślałam, żeby ten czas poświęcić na zdradę.
Gdy jestem sama, zajmuję czymś głowę ćwiczę, czytam książki, sprzątam, gotuję, oglądam seriale, wychodzę na spacer po Łazienkach. Nie siedzę i nie doszukuję się braków, nie potrzebuję aprobaty z zewnątrz. Nie twierdzę, że mój związek jest idealny bo nie jest. Zdarza nam się pokłócić, różnimy się, bywa że jesteśmy zmęczeni. Ale jest coś, co jest fundamentem szczerość i uczciwość wobec siebie nawzajem.
Nie żyję też w ciągłym podejrzewaniu Marka. Po prostu mu ufam. Znam go, widzę jaki ma tryb dnia, wiem jak myśli, znam jego charakter. Nie sprawdzam mu telefonu, nie wymyślam scenariuszy. Mam to poczucie spokoju. Kiedy nie szukasz dróg ucieczki, nie potrzebujesz mieć ciągle otwartych drzwi na zapas.
Dlatego kiedy czytam historie o zdradzie, nie oceniam, tylko dziwię się w moim przypadku to po prostu nigdy nie była żadna opcja. Ani uroda, ani wolny czas, ani adoracja innych nie mają wpływu. Nie robię tego nie dlatego, że nie potrafię, tylko dlatego, że nie chcę być kimś takim. I z tym jest mi dobrze, mam spokój.
A Ty co myślisz o tym wszystkim?



