Czy wszystko w porządku? Otwórz, proszę! – Polina uderzała pięściami w drzwi łazienki.

„Wszystko w porządku? Krysia, otwórz.” – Kinga załomotała mocniej pięściami w drzwi łazienki.

Kinga obudziła się i nadsłuchiwała. Obok pochrapywał mąż. Przez białą zasłonę chmur przebijało się marcowe słońce. Spojrzała na zegar na ścianie i drgnęła, przerażona, że się spóźni do pracy. Natychmiast przypomniała sobie – dziś niedziela, Dzień Kobiet.

No dobrze, umyć się, napić kawy, przygotować śniadanie, zanim Krysia i mąż się obudzą. Ostrożnie wyślizgnęła się spod kołdry. Ale Staś poruszył się, otworzył oczy.

„Która godzina?” – zapytał, przecierając powieki.

„Wpół do dziewiątej.”

Mąż gwałtownie usiadł na łóżku.

„Spokojnie. Niedziela, święto, śpij dalej” – uśmiechnęła się Kinga.

„A ty czemu wstałaś?” – Staś przyciągnął ją do siebie, wtulając nos w jej szyję. – „Wszystkiego najlepszego, moja ukochana kobieto, matko moich dzieci.”

„Hm, dzieci mamy przecież tylko jedno” – zaśmiała się Kinga. – „Idę zrobić śniadanie, a ty poleż jeszcze.”

„Kiedy będziesz gotować, ja pójdę na spacer. Pogoda świetna.” – Staś zrzucił kołdrę, wstał z łóżka i bosymi stopami poszedł do łazienki.

Kinga od wieczora przetarła twaróg na racuchy. Pozostało tylko dodać pokrojonego banana, obtoczyć w mące i usmażyć na patelni. Wkrótce kuchnię wypełnił słodkawy zapach smażonego sera.

„Ale pachnie…” – W drzwiach stanęła rozczochrana Krysia w krótkich spodenkach i koszulce, mrużąc oczy od jasnego światła.

Promień słońca na chwilę przebił się przez chmury i radośnie oświetlił kuchnię, odbijając się od metalowego czajnika.

Nagle Krysia przycisnęła dłoń do ust i zniknęła z progu. Kinga stała jak wryta, po czym rzuciła się za córką.

„Krysia, otwórz. Wszystko w porządku?” – Kinga nadsłuchiwała, a potem zapukała do zamkniętych drzwi łazienki. Dochodził szum lecącej wody. – „Krysia, otwórz!” – Kinga zaczęła mocniej walić pięściami w drzwi.

Niepokój zalał jej serce. Kinga odpychała tę myśl, przekonując siebie, że córkę po prostu rozbolał brzuch. Nagle omało się nie zakrztusiła od nagłego olśnienia. Wewnątrz wszystko zlodowaciało. *Nie, to nie mogło spotkać Krysi, tylko nie jej. Klasa maturalna, prymuska, marzyła o studiach… Boże, za co?!*

Z kuchni doleciał zapach spalenizny. Kinga pognała tam, przeklinając pod nosem, i wyszorowała przypalone racuchy do śmieci. To nieco ją otrzeźwiło. *Bez paniki*, próbowała się uspokoić.

Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, pomyślała, że to Staś wrócił ze spaceru, i pobiegła otworzyć. Gdy rozwarła drzwi, ujrzała na progu młodego mężczyznę z bukietem kolorowych tulipanów.

„Dzień dobry, Kingo Andrzejewna. To dla pani.” – Podał jej kwiaty i uśmiechnął się.

„Dziękuję” – odrzekła oszołomiona Kinga, biorąc bukiet. – „Wchodź, Krysia jest w łazience.”

Chłopak wszedł, zatrzaskując za sobą drzwi, ale nie zdjął kurtki, kręcił się niepewnie w przedpokoju. Po jego niespokojnym wzroku Kinga zrozumiała – to on jest odpowiedzialny za problem Krysi.

„Więc to ty?” – syknęła na niego. – „Ty? Wiesz, że mogę cię wsadzić za uwiedzenie małoletniej?”

Chłopak przestraszył się i spuścił wzrok.

„Przyszedłem porozmawiać. Kocham Krysię i nie zamierzam uciekać od odpowiedzialności…”

W tej chwili z łazienki wyszła blada i wykończona Krysia. Spojrzała przestraszono na matkę, potem na chłopaka.

„Ty?” – zadała to samo pytanie co Kinga.

„Które z was mi wytłumaczy, co się dzieje? Dlaczego rano wymiotuje? Może ty?” – Kinga podniosła głos, wbijając w niego wzrok.

„Mamo! Wszystko w porządku!” – Krysia ostrzegawczo wyciągnęła dłonie i poszła do swojego pokoju.

„Krysia! Wracaj!” – krzyknęła za nią Kinga.

W tym momencie zaskrzypiał zamek i do mieszkania wszedł Staś.

„O, masz adoratora?” – Skinął na bukiet tulipanów w dłoniach Kingi. – „Mam nadzieję, że krzyczałaś z radości, bo było słychać na klatce.”

„Z radości?” – Kinga sapnęła ze złości. – „On…!” – Nie mogła wypowiedzieć na głos okropnej prawdy, łapiąc powietrze.

„Kocham waszą córkę i chcę się z nią ożenić” – wyrzucił z siebie chłopak, czerwony jak burak.

„No proszę. A ja już zacząłem być o żonę zazdrosny” – zażartował Staś. – „Krysia jeszcze się uczy, i ty chyba też. Widzę, że czeka nas poważna rozmowa. Jak się nazywasz?”

„Jarek, Jarek Malinowski. Przyszedłem, żebyście nie myśleli, że…”

„Rozbieraj się i chodź do pokoju. Kinga, postaw kwiaty w wazonie. Szybko się ogarnę i dołączam” – zarządził Staś i zniknął w łazience.

Gdy wszedł Staś, Kinga odetchnęła z ulgą. Postawiła wazon z tulipanami na stole, podziwiając, jak jaskrawe kwiaty ożywiają jasną kuchnię niby akwarelowe smugi. Wróciła do racuchów.

Słońce schowało się za chmurami, jakby bało się wpaść pod gorącą rękę. Wkrótce na talerzu leżała cała góra racuchów. Kinga rozstawiła na stole talerze i kubki. Wszedł Staś, niosąc ze sobą przyjemny zapach żelu pod prysznic.

„O, racuchy! Krysia, wołaj gościa do stołu!” – krzyknął w stronę pokoju. – „Więc co się stało?” – Staś usiadł i spojrzał uważnie na żonę.

Kinga nie zdążyła odpowiedzieć, gdy do kuchni nieśmiało wszedł Jarek. W świetle dnia wyglądał na bardzo młodego i zagubionego. Staś skinął na krzesło naprzeciw, a Jarek usiadł, nie odrywając wzroku od racuch”Nie będzie łatwo, ale jeśli naprawdę się kochacie, przetrwacie to razem” – powiedział w końcu Staś, patrząc na swoją córkę i Jarka, którzy trzymali się za ręce jak dwie przestraszone, ale zdeterminowane dzieci.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × dwa =

Czy wszystko w porządku? Otwórz, proszę! – Polina uderzała pięściami w drzwi łazienki.