Czy warto organizować uroczystość w restauracji, jeśli trzeba jeszcze kupić prezent?

«Henryku, chrzciny w restauracji? Przecież trzeba by prezent kupić. Pójdźmy następnego dnia i pogratulujemy wnuczce w domu, bez tych wygibasów» — powiedziałam do męża, gdy dowiedziałam się, że nasza córka urządza wystawne chrzciny dla swojej córeczki. To historia o tym, jak z mężem próbowaliśmy zrozumieć, jak właściwie uczcić chrzest wnuczki, i dlaczego wywołało to tyle sporów.

**Zaproszenie na chrzciny**

Nasza córka, Ewelina, urodziła córeczkę pół roku temu. Wnuczka, Zosia, to nasze pierwsze dziecko w rodzinie i oboje z Henrykiem przepadamy za nią. Gdy Ewelina oznajmiła, że planuje chrzest, ucieszyłam się — to ważne wydarzenie i chciałam, by wszystko poszło według tradycji. Lecz potem powiedziała, że chrzciny odbędą się nie tylko w kościele z herbatą w domu, ale w restauracji, z tłumem gości, prowadzącym, a nawet fotografem. Zdziwiłam się: «Ewelina, po co tak wystawnie? To przecież chrzest, a nie wesele!»

Wytłumaczyła, że chce, aby wszystko było piękne i zapadło w pamięć. Jej mąż, Krzysztof, przytaknął: to ich pierwsze dziecko, więc chcą świętować wyjątkowo. Nie sprzeczałam się, ale w środku czułam niepokój. My z Henrykiem to ludzie prości, całe życie żyliśmy skromnie i takie wydatki na chrzciny wydały nam się niepotrzebne.

**Dylemat z prezentem**

Najtrudniej zaczęło się, gdy pomyślałam o prezencie. Na chrzest zwykle daje się coś ważnego: krzyżyk, ikonę, pieniądze na przyszłość dziecka. Ale Ewelina zasugerowała, że w restauracji będą goście i «nie wypada przyjść z pustymi rękami». Spytałam: «Więc mamy dać pieniądze w kopercie?» Odpowiedziała wymijająco: «No, jak chcecie, ale wszyscy coś dają.» Przeliczyłam w myślach: sto złotych w kopercie to za mało, a więcej z naszej emerytury nie wydamy, zwłaszcza że oszczędności poszły na naprawę dachu.

Henryk zaproponował, by wcale nie iść do restauracji. «Pójdźmy następnego dnia, pogratulujemy Zosi w domu, damy coś od serca» — powiedział. Zgodziłam się: w domu będzie przytulniej i nie trzeba się zastanawiać, ile włożyć do koperty. Postanowiliśmy kupić srebrny krzyżyk i piękną dziecięcą Biblię — prezent symboliczny i od serca.

**Rozmowa z córką**

Gdy powiedziałam Ewelinie o naszym pomyśle, obraziła się. «Mamo, czyli wy nie przyjdziecie na chrzest? To ważny dzień dla Zosi, a wy tak po prostu odmawiacie!» Starałam się wytłumaczyć, że nie jesteśmy przeciwko uroczystości, tylko nie chcemy tego «restauracyjnego show». Ale wzięła to do siebie. «Wszyscy dziadkowie będą, a wy nie chcecie być częścią rodziny?» — rzuciła. To mnie zabolało. Oczywiście chcemy, ale czemu koniecznie w restauracji?

Henryk był nieugięty: «Jeśli chcą wydać kupę pieniędzy, ich sprawa, a my lepiej posiedzimy z wnuczką w domu.» Ale widziałam, że Ewelina jest zmartwiona, i zaczęłam wątpić. Może rzeczywiście jesteśmy zbyt staroświeccy? Może powinniśmy się zgodzić i pójść, nawet jeśli nam to nie pasuje?

**Jak sobie poradziliśmy**

W końcu znaleźliśmy kompromis. Z Henrykiem poszliśmy do kościoła na sam obrzęd chrztu — było wzruszająco i uroczyście. Zosia w białej sukience wyglądała jak aniołek. Na przyjęcie do restauracji nie poszliśmy, ale następnego dnia odwiedziliśmy Ewelinę i Krzysztofa w domu. Daliśmy krzyżyk i Biblię, posiedzieliśmy z wnuczką, wypiliśmy herbatę. Ewelina początkowo była urażona, lecz potem odpuściła, zwłaszcza gdy zobaczyła, jak Zosia wyciąga do nas rączki.

Zrozumiałam, że tradycja dla każdego znaczy coś innego. Dla Eweliny ważny był wystawny święt, dla nas z Henrykiem — po prostu być przy wnuczce. Mimo to został pewien niesmak: czy od teraz każda rodzinna uroczystość będzie taka — z kopertami i obowiązkami?

Jeśli mieliście podobne sytuacje, napiszcie, jak sobie radziliście? Jak znaleźć równowagę między swoimi zasadami a oczekiwaniami dzieci? A może my z Henrykiem jednak przesadzamy z tą naszą «skromnością»? Podzielcie się, potrzebuję rady.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − jeden =

Czy warto organizować uroczystość w restauracji, jeśli trzeba jeszcze kupić prezent?