„Czy mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem?” – Agnieszka przytuliła się do Krzysztofa.
„No jak? Wyglądam normalnie, prawda?” – Kasia kręciła się przed lustrem, przymierzając spodnie. – „Aga, dość już tego cierpienia. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, rozerwij się, zakochaj w końcu.” – Kasia wsunęła ręce w kieszenie i ugięła jedną nogę w kolanie. – „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie żal, to je wezmę. Dziękuję.” – Podskoczyła do Agnieszki, usiadła obok niej na kanapie, przytuliła ją i cmoknęła w policzek.
Agnieszka westchnęła, wstała z kanapy i podeszła do lustra.
„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. To ja pierwsza zerwałam, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napiszę podanie o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższą datę, a potem podanie.” – Agnieszka po raz pierwszy tego wieczoru się uśmiechnęła.
„No i dobrze, no i słusznie” – podchwyciła Kasia.
Uśmiech odmienił Agnieszkę. Śmiały się nie tylko usta, ale i oczy. Zmieniały się w wąskie szparki, w których błyskały iskry radości. „Wesoła diablotka” – mawiała Kasia. Tylko że ostatnio Agnieszka uśmiechała się rzadko.
Właśnie za ten śmiech Krzysztof się w niej zakochał. Siedziały z Kasią na ławce w parku koło biura, jadły lody i śmiały się z czegoś. Obok przeszedł chłopak, rzucił okiem na dziewczyny i długo się oglądał. A one roześmiały się jeszcze głośniej i zaraźliwiej.
Dwa dni później Agnieszka i Kasia znów siedziały na tej samej ławce i jadły lody. Chłopak podszedł do nich celowo. Zatrzymał się naprzeciw Agnieszki i przywitał.
„A pan kim jest?” – zapytała bezceremonialna Kasia i znów parsknęły śmiechem.
„Jestem Krzysztof. Przychodziłem tu codziennie, licząc, że was znów spotkam. Dwa dni temu siedziałyście na tej ławce… Wasz śmiech…” – Nie spuszczał z Agnieszki wzroku.
Nagle zrozumiała, że mówi poważnie, że mu się podoba, że boi się jej ostrej odprawy. Uśmiechnęła się, a gdy on otworzył usta z zachwytem, roześmiała się figlarnie. Nie drwiąco, nie, tylko radośnie, bo nikt wcześniej nie patrzył na nią w ten sposób. Z przymrużonych oczu trysnęły psotne iskry. Później tłumaczył, dlaczego zakochał się w niej, a nie w Kasi, która była efektowniejsza, bardziej atrakcyjna.
Krzysztof zdobył ją swoim zachwytem, uwagą, miłością. Zamieszkali razem i żyli dwa lata. A potem… Czas było albo się oświadczyć, albo rozejść. Ich relacja stała się zbyt zwyczajna, codzienna.
Krzysztof stał się milczący, jej śmiech już na niego nie działał magicznie. Agnieszka uznała, że jego miłość minęła, nie czekała, aż jej to powie, sama zaproponowała rozstanie.
Sprzeciwiał się, ale słabo, w końcu spakował swoje rzeczy i wyszedł. Po dwóch tygodniach Agnieszka zrozumiała swój błąd. Bez Krzysztofa było jeszcze gorzej. Po miesiącu wariowała z tęsknoty i samotności, a po dwóch zdała sobie sprawę, że nie może bez niego żyć.
I wtedy przyszła Kasia, poskarżyła się, że chłopak zaprosił ją na koncert. Kupiła elegancką bluzkę, ale żadne spodnie do niej nie pasowały. Wtedy Agnieszka zaproponowała jej swoje. Stały się za duże po cierpieniach za Krzysztofem.
„Więc odzyskaj go, zanim nie złapie się którejś…” – radziła Kasia.
„Nie. Wtedy pomyśli, że ode niego zależę, że się mu podporządkowuję” – zamyśliła się Agnieszka.
„To przecież wspaniałe – podporządkować się ukochanemu mężczyźnie.”
„A jeśli znów się zejdziemy, a ja poczuję nudę i chłód?”
„Za dużo kombinujesz. Otwieraj laptopa i szukaj biletów” – powiedziała Kasia.
Bilety niespodziewanie się znalazły, niedrogie, tam, gdzie trzeba, i w dobrym terminie – za dwa tygodnie.
Agnieszka przekonała szefa, by podpisał jej urlop, mówiąc, że oszaleje, jeśli nie wyjedzie na trochę z miasta. Trochę się bała jechać na południe sama. Wcześniej jeździła z rodzicami, z Krzysztofem, z Kasią i jej chłopakiem, ale sama nigdy nie podróżowała.
„Jesteś dorosłą, rozsądną dziewczyną, ale i tak uważaj” – instruowała ją Kasia na peronie.
Z samolotu zrezygnowała od razu. Samolotem – tylko do Chorwacji. A tam drogo i tłoczno, a ona chciała spokoju. Lepiej jechać pociągiem. Leżeć na półce i wpatrywać się w migający za oknem krajobraz. Albo drzemać przy stukocie kół, marząc o morzu. A po wyjściu z zakurzonego wagonu wciągnąć niezrównane południowe powietrze i rzucić się wprost w fale…
Agnieszka nie chciała już poważnych, długich związków. Miłość często przynosi ból, rozczarowanie i strach, że za jakiś czas wszystko się skończy i trzeba zaczynać od nowa…
„Za chwilę trzydziestka. Minął czas, gdy wszystko jest przed tobą. Czas zrozumieć, że relacje się zmieniają, że nie mogą być idealne, tak jak ludzie. Wzajemna miłość to rzadkość. Trzeba wybrać, co ważniejsze – kochać czy być kochaną. Więc bierz, co życie daje, i ciesz się chwilą” – mówiła Kasia, a Agnieszka wciąż wypatrywała Krzysztofa.
W przedziale okazali się starsi państwo z nastoletnim wnukiem. Pryszczaty, chuderlawy chłopak gapił się na Agnieszkę bez mrugnięcia. Ona początkowo odwracała wzrok, udawała, że nie widzi. No cóż, niech sobie patrzy. Może po raz pierwszy znalazł się w ciasnej przestrzeni z atrakcyjną dziewczyną.
W końcu jej się znudziło i też zaczęła się na niego gapić, wprawiając go w zakłopotanie. WygI wtedy zrozumiała, że prawdziwe szczęście nie polega na szukaniu nowych uniesień, ale na docenianiu tego, co już ma – zwykłej, codziennej miłości, która przetrwała nawet jej własne wątpliwości.



