Czy to tylko mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem?

**Dziennik osobisty**

Czy to tylko mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem? – Wiola przytuliła się do Tadeusza.

„No jak? Wyglądam przyzwoicie?” – Magda kręciła się przed lustrem, przymierzając spodnie. – „Wiolu, dosyć już tego cierpienia. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, oderwij się, w końcu się zakochaj”.

Magda włożyła ręce do kieszeni i wygięła nogę w kolanie. – „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie żal, to je wezmę. Dzięki”. Podskoczyła do Wioli, usiadła obok niej na kanapie, objęła ją i cmoknęła w policzek.

Wiola westchnęła, wstała i podeszła do lustra.

„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. To ja zerwałam, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napiszę podanie o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższą datę, a potem urlop”. Po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęła się.

„Brawo, w końcu rozsądna decyzja” – pochwaliła ją Magda.

Uśmiech odmienił Wiolę. Nie tylko usta się poruszyły, ale i oczy – zrobiły się wąskie jak szparki, a w ich głębi zapaliły się iskry radości. „Wesoła diabełeczka” – mawiała Magda. Szkoda tylko, że ostatnio Wiola uśmiechała się tak rzadko.

To właśnie ten śmiech sprawił, że Tadeusz się zakochał. Ona i Magda siedziały na ławce w parku obok biura, jadły lody i śmiały się z jakiegoś głupstwa. Przechodził obok chłopak, rzucił okiem na dziewczyny i odwrócił się, by popatrzeć dłużej. One wybuchnęły jeszcze głośniejszym, zaraźliwym śmiechem.

Dwa dni później znów były na tej samej ławce. Tym razem chłopak podszedł celowo. Stanął naprzeciw Wioli i przywitał się.

„A ty kto?” – spytala bezceremonialnie Magda, i znów parsknęły śmiechem.

„Jestem Tadeusz. Przychodziłem tu codziennie, licząc, że was znów spotkam. Dwa dni temu też tu byłyście… Wasz śmiech…” – Nie spuszczał z Wioli wzroku.

Nagle zrozumiała, że mówi poważnie, że mu się podoba, że boi się jej ostrej odprawy. Uśmiechnęła się, a gdy on otworzył usta z zachwytem, roześmiała się beztrosko. Nie drwiąco, ale szczerze, bo nikt wcześniej nie patrzył na nią w ten sposób. Z przymrużonych oczu trysnęły figlarne iskry. Później tłumaczył, dlaczego zakochał się w niej, a nie w Magdzie, która była przecież bardziej efektowna.

Zdobył ją tym zachwytem, uwagą, miłością. Zamieszkali razem i byli ze sobą dwa lata. A potem… Czas było się oświadczyć albo rozejść. Ich związek stał się zbyt codzienny, przewidywalny.

Tadeusz zamilkł, jej śmiech już na niego nie działał. Wiola uznała, że jego uczucie minęło – nie czekała, aż jej to powie. Sama zaproponowała rozstanie.

Sprzeciwiał się, ale słabo. W końcu spakował rzeczy i wyszedł. Po dwóch tygodniach Wiola zrozumiała swój błąd. Bez niego było jeszcze gorzej. Po miesiącu wściekała się z tęsknoty, a po dwóch uznała, że nie może bez niego żyć.

I wtedy przyszła Magda, narzekając, że chłopak zaprosił ją na koncert. Kupiła piękną bluzkę, ale nie pasowały do niej żadne spodnie. Wiola zaproponowała, że odda swoje – były za duże po przejściach z Tadeuszem.

„Więc odzyskaj go, zanim znajdzie sobie inną” – poradziła Magda.

„Nie. Będzie myślał, że jestem od niego zależna. Jakbym mu się podporządkowała” – odpowiedziała zamyślona Wiola.

„To przecież wspaniałe – podporządkować się ukochanemu”.

„A jeśli znów się zejdziemy i znów poczuję nudę i chłód?”

„Zbyt dużo analizujesz. Otwieraj laptop i szukajmy biletów”.

Bilety znalazły się niespodziewanie – tanie, w dobrym terminie, na wymarzone miejsce. Za dwa tygodnie.

Wiola przekonała szefa, by podpisał jej urlop, tłumacząc, że zwariuje, jeśli nie wyjedzie z miasta. Trochę się bała jechać sama na południe. Wcześniej podróżowała z rodzicami, z Tadeuszem, z Magdą i jej chłopakiem – nigdy samotnie.

„Jesteś dorosłą, rozsądną dziewczyną, ale uważaj na siebie” – instruowała ją Magda na peronie.

Z samolotu od razu zrezygnowała. Leciałoby się tylko do Zakopanego – tam drogo i gwarno, a ona chciała spokoju. Lepiej pociągiem. Leżeć na półce, wpatrywać się w migające za oknem krajobrazy. Albo drzemać przy stukocie kół, marząc o morzu. A kiedy wysiądzie z zakurzonego wagonu, wdychać ten niepowtarzalny, ciepły, południowy powietrze, rzucić się prosto w fale…

Nie chciała już poważnych związków. Miłość często przynosi ból, rozczarowanie i strach, że za jakiś czas wszystko się skończy i trzeba zaczynać od nowa…

„Masz prawie trzydziestkę. To nie te czasy, gdy wszystko było przed tobą. Czas zrozumieć, że relacje się zmieniają, że nie mogą być idealne, tak jak ludzie. Wzajemna miłość to rzadkość. Trzeba wybrać – kochać czy być kochaną. Żyj i ciesz się tym, co masz. Nie myśl, co będzie dalej…” – mówiła Magda, a Wiola wciąż wypatrywała Tadeusza.

W przedziale trafiła na starsze małżeństwo z nastoletnim wnukiem. Pryszczaty chłopak gapił się na nią bez przerwy. Z początku udawała, że nie widzi. Może po raz pierwszy był w tak bliskiej przestrzeni z młodą dziewczyną.

W końcu się zirytowała i zaczęła mu się przyglądać, wprawiając go w zakłopotanie. Wygrała – chłopak już się tak nie patrzył.

Dziadek spał albo rozwiązywał krzyżówki. Babcia narzekała, że syn się rozwiódł, oboje zajęci są nowymi związkami, a wnuka podrzucili im. „A my już starzy – co mu możemy dać? I jeszcze wysłali nas nad morze…”

Dojechali bez problemów. Wiola długo szukała pokoju – żeby dom stał nad brzegiem, żeby z okna widać było morze, żeby budzić się przy szumie fal i krzykach mew.

Znalazła taki, choć daleko od głównej plaży. I dobrze. Kąpać się i opalać w samotności to coś lepszego niż wśród opalonych ciał i wrzasków dzieci. Całe dnie spacerowałaW końcu zrozumiała, że szczęście nie przyszło z daleka – zawsze było obok, w wiernym spojrzeniu Tadeusza, który znów trzymał ją za rękę, jakby nigdy się nie rozstali.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − 2 =

Czy to tylko mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem?