Dzisiaj zapisuję w pamiętniku historię, która na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
„Czy mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem?” – Zosia przytuliła się do Krzysia.
„No jak? W porządku, prawda?” – Magda kręciła się przed lustrem, przymierzając spodnie. – „Zosiu, dość już tego cierpienia. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, odetchnij, zakochaj się w końcu.” Magda wsunęła ręce do kieszeni i zgięła jedną nogę w kolanie. – „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie żal, wezmę je. Dzięki.” Podskoczyła do Zosi, usiadła obok na kanapie, objęła ją i cmoknęła w policzek.
Zosia westchnęła, wstała z kanapy i podeszła do lustra.
„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. To ja sama zaproponowałam rozstanie, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napisę podanie o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższą datę, a potem podanie.” Po raz pierwszy tego wieczoru Zosia się uśmiechnęła.
„No i dobrze, tak trzymać” – pochwaliła ją Magda.
Uśmiech przemienił Zosię. Uśmiechały się nie tylko usta, ale i oczy, które zmieniały się w wąskie szparki, iskrzące radością. „Wesoła diablica” – mówiła Magda. Tylko że Zosia ostatnio rzadko się uśmiechała.
To właśnie przez ten śmiech Krzyś się w niej zakochał. Ona z Magdą siedziały na ławce w parku przy biurze i jadły lody. Śmiały się z czegoś. Obok przechodził chłopak, rzucił okiem na dziewczyny i długo się oglądał. A one wybuchnęły jeszcze głośniejszym, zaraźliwym śmiechem.
Dwa dni później Zosia z Magdą znów siedziały na tej samej ławce i jadły lody. Chłopak podszedł do nich celowo. Zatrzymał się naprzeciw Zosi i przywitał.
„A pan kto?” – zapytała bezceremonialna Magda, i dziewczyny znów parsknęły śmiechem.
„Jestem Krzysztof. Przychodziłem tu codziennie, licząc, że was znów spotkam. Siedziałyście tu dwa dni temu… Wasz śmiech…” – Nie spuszczał z Zosi wzroku.
Nagle zrozumiała, że mówi poważnie, że mu się podoba, że boi się jej ostrej odprawy. Uśmiechnęła się, a gdy on otworzył usta z zachwytem, roześmiała się figlarnie. Nie drwiąco, nie, ale radośnie, bo nikt nigdy nie patrzył na nią w ten sposób. Z przymrużonych oczu trysnęły psotne iskry. To on potem tłumaczył, dlaczego zakochał się w niej, a nie w Magdzie, która była efektowniejsza, bardziej atrakcyjna.
Krzyś podbił ją swoim zachwytem, uwagą, miłością. Zamieszkali razem i byli razem dwa lata. A potem… Czas było się oświadczyć albo rozstać, pójść każdy swoją drogą. Ich relacja stała się zbyt codzienna, zwyczajna.
Krzyś zamilkł, jej śmiech już na niego nie działał tak magicznie. I Zosia uznała, że jego miłość minęła, nie czekała, aż jej to powie, sama zaproponowała rozstanie.
Sprzeciwiał się, ale jakoś słabo, po czym spakował swoje rzeczy i wyszedł. Po dwóch tygodniach Zosia zrozumiała swój błąd. Bez Krzysia było jeszcze gorzej. Po miesiącu wariowała z tęsknoty i samotności, a po kolejnych dwóch zdała sobie sprawę, że bez niego nie potrafi żyć.
Wtedy przyszła Magda, poskarżyła się, że chłopak zaprosił ją na koncert. Kupiła elegancką bluzkę, ale żadne spodnie do niej nie pasowały. Wtedy Zosia zaproponowała, żeby oddała swoje. Stały się na nią za duże po cierpieniach z powodu Krzysia.
„To wróć do niego, zanim znajdzie sobie jakąś…” – zasugerowała Magda.
„Nie. Wtedy pomyśli, że jestem od niego zależna, od jego miłości. Jakbym mu się podporządkowała” – zamyślona odpowiedziała Zosia.
„No i super – podporządkować się ukochanemu.”
„A jeśli znów się zejdziemy i znów poczuję nudę i chłód?”
„Za dużo kombinujesz. Otwieraj laptop i szukajmy biletów” – powiedziała Magda.
Bilety znalazły się niespodziewanie, tanie, tam, gdzie trzeba, i w dobrym terminie – za dwa tygodnie.
Zosia przekonała szefa, żeby podpisał jej urlop, mówiąc, że oszaleje, jeśli nie wyjedzie na jakiś czas z miasta. Trochę się bała jechać sama na południe. Wcześniej jeździła z rodzicami, z Krzysiem, z Magdą i jej chłopakiem, ale sama nigdy nie podróżowała.
„Jesteś dorosłą, mądrą dziewczyną, ale uważaj na siebie” – instruowała ją Magda przy wagonie.
Z samolotu Zosia zrezygnowała od razu. Samolotem – tylko do Zakopanego. A tam drogo i gwarno, a ona chciała spokoju. Lepiej jechać pociągiem. Leżeć na półce i gapić się na przemijające za oknem krajobrazy. Albo drzemać przy stukocie kół, marząc o morzu. A po wyjściu z zakurzonego wagonu wdychać niepowtarzalne, południowe powietrze, rzucić się prosto w fale…
Zosia nie chciała już poważnych, długotrwałych związków. Miłość często przynosi ból, rozczarowanie i strach, że za jakiś czas się skończy i trzeba będzie zaczynać od nowa…
„Za chwilę trzydziestka. Minął czas, gdy wszystko jest przed tobą. Czas zrozumieć, że relacje się zmieniają, że nie mogą być idealne, tak jak ludzie. Wzajemna miłość zdarza się rzadko. I trzeba wybrać, co jest dla ciebie ważniejsze – kochać czy być kochaną. Więc bierz, co życie daje, i ciesz się. Po prostu żyj, nie myśl, co będzie dalej…” – mówiła Magda, a Zosia wciąż wypatrywała Krzysia.
Sąsiadami w przedziale okazali się starsze małżeństwo z wnukiem-nastolatkiem. Pryszczaty, chuderlawy chłopak gapił się na Zosię bez mrugnięcia. Ona najpierw odwracała wzrok, udając, że nie widzi. No cóż, niech sobie patrzy. Może po raz pierwszy w życiu siedzi tak blisko młodej, ładnej dziewczyny.
A potem znudziło jej się to i też zaczęła się na niego gapić, wpędzając go w rumieniec i zakłopotanie. WygZosia zamknęła oczy i poczuła, jak Krzyś delikatnie gładzi jej włosy, a w sercu zrozumiała, że prawdziwe szczęście nie polega na szukaniu miłości gdzieś daleko, ale na docenieniu tej, która trwa przy nas mimo wszystko.



