Czy to mój syn?

Katarzyna weszła na drugie piętro biura, nie spotykając po drodze żadnych kolegów, i była temu rada. Nie chciała widzieć współczujących spojrzeń ani odpowiadać na pytania. Szybko schowała się w swoim gabinecie.

„Kasiu, nareszcie!” – ucieszyła się Halina Janówna, która pracowała razem z Katarzyną. „U nas tu się dzieje! Jan Kowalski poszedł na emeryturę, a na jego miejsce przyszedł nowy dyrektor. Młody, ale surowy. Wszystkich emerytów wypycha. Boję się, że i na mnie przyjdzie kolej. Jak Szymon, mam nadzieję, że lepiej?”

Katarzyna usiadła za biurkiem, rozglądając się po gabinecie. Czuła, że Halina Janówna wpatruje się w nią, czekając.

„Daj spokój, Halino Janówno. Jak wszystkich zwolni, kto będzie pracował? Wcześniej mnie wyrzuci, bo ciągle jestem na zwolnieniach przez Szymona. Potrzebuje przeszczepu szpiku. Operacja kosztuje, a mnie nie stać. Zgłosiłam się do fundacji, ale tam też kolejka. A lekarze mówią, że trzeba działać szybko. Do tego potrzebny jest dawca. Ja nie pasuję, a mama już w takim wieku…”

„Boże, za co temu biednemu chłopcu taka próba?” – szczerze współczuła Halina Janówna. „A ojca Szymona nie próbowałaś znaleźć?”

„Znajdę, i co? Nie wiem, czy zgodziłby się zostać dawcą. To nie jest prosta operacja. No i nie uwierzyłby, że Szymon…”

W tym momencie drzwi się otworzyły, i do gabinetu weszła Alicja z kadr. Obie kobiety odwróciły głowy, ich twarze zamarły w niepokoju.

„Mówili, że wróciłaś do pracy. Kasiu, wiem, że i tak masz ciężko, ale rozkaz…” – zawahała się.

„Mów” – powiedziała Katarzyna, myśląc w duchu: „No proszę, sama sobie nawróżyłam.”

Alicja spuściła wzrok, spojrzała na Halinę Janównę, jakby szukała u niej wsparcia.

„Co, nowy dyrektor postanowił i mnie zwolnić? O, nie.” – Katarzyna zerwała się tak gwałtownie, że omal nie potrąciła Alicji, która nie zdążyła się odsunąć, i ruszyła do drzwi.

Alicja coś krzyknęła za nią, ale stukot obcasów Katarzyny już cichł na korytarzu. Mijający ją spóźnieni pracownicy witali się, ale ona nikogo nie zauważała. „Nie ma mowy. Niech tylko spróbuje. Nie ma prawa…” – powtarzała w myślach ze złością.

Weszła do sekretariatu i zatrzymała się, widząc za biurkiem młodą dziewczynę, jakby żywcem wyjętą z okładki magazynu modowego. Świeża, promienna, z kokieteryjnie rozpiętym pierwszym guzikiem białej bluzki.

„A gdzie Irena Bronisławówna?” – zapytała Katarzyna.

Dziewczyna otworzyła usta, ukazując idealnie białe zęby. Ale Katarzyna nie czekała na odpowiedź, podeszła do drzwi i sięgnęła po klamkę.

„Pani dokąd? Tam nie wolno! Trwa narada!” – Sekretarka z zadziwiającą zwinnością znalazła się obok Katarzyny, ale ta już otworzyła drzwi.

Katarzyna pierwsza przekroczyła próg gabinetu dyrektora i zastygła w miejscu. Glamourowa sekretarka natychmiast wcisnęła się przed nią.

„To nie moja wina, panie Piotrze! Ona wdarła się…” – zaczęła terkotać cienkim głosikiem.

„Dobrze, Aniu, może pani wyjść” – przerwał jej dyrektor. I błyskawicznie zniknęła za drzwiami. „Słucham panią.” – Dyrektor zmierzył Katarzynę oceniającym spojrzeniem.

Poznała go, choć minęło ponad dwanaście lat od ich ostatniego spotkania. I od razu zrozumiała, że on jej nie pamięta. Na początku poczuła urazę, zakłopotanie. A potem pomyślała, że może to i lepiej.

„Proszę wejść, usiąść. Słucham.” – Piotr wskazał ręką na rząd krzeseł przy stole.
Katarzyna podeszła do stołu, ale nie usiadła.

„Jestem Katarzyna Andrzejewska Nowak z działu marketingu.” – Przedstawiła się pełnym imieniem i nazwiskiem, mając nadzieję, że zapamięta. „Jakim prawem chce mnie pan zwolnić? Mój syn jest chory, muszę z nim często być w szpitalu. Jan Kowalski to rozumiał, nawet pomagał finansowo. Pracowałam zdalnie…”

Nowy dyrektor bezceremonialnie przyglądał się Katarzynie, opierając się o oparcie skórzanego fotela. Zaczęła się denerwować, zacinając się i milknąc. „A Jan Kowalski miał zwykłe krzesło” – pomyślała ze złością na siebie.

„Mówiono mi, że córka pani choruje. Współczuję, ale pani ciągle nie ma w pracy. Ktoś musi za panią pracować. Czy to sprawiedliwe?” – powiedział dyrektor tonem mentora, jakby pouczał niesforną uczennicę.

„Syn” – poprawiła go Katarzyna.

„Słucham?”

„Mam syna, nie córkę” – powtórzyła. „Jest bardzo chory. Jeśli mnie pan zwolni, nie będziemy mieli z czego żyć.” – Choć się powstrzymywała, głos jej zadrżał od ledwo powstrzymywanych łez. Brzmiał błagalnie.

„Ma pan dzieci? Matkę? Gdyby zachorowali, pan spokojnie chodziłby do pracy, czy starał się pomóc?” – Katarzyna wzięła się w garść i spojrzała dyrektorowi prosto w oczy.

„A co mu dolega?” – zapytał bez zainteresowania.

„Białaczka. Wie pan, co to jest?” – rzuciła wyzywająco, i znów głos jej się załamał.

„Powiedz mi, czy my się już nie znaliśmy? Wydaje mi się, że twarz pani jest znajoma.” – Patrzył, czekając na odpowiedź.
Katarzyna nie była gotowa na takie pytanie. Gorączkowo myślała, czy powiedzieć prawdę, ale milczenie przeciągało się niebezpiecznie. Mógł po prostu wyrzucić ją z gabinetu.

„Ja… Studiowaliśmy razem, tylko w równoległych grupach. Pamięta pan, Sylwester? Byłam w akademiku u koleżanki… Grał pan na gitarze, potem…” – Katarzyna zaczerwieniła się i spuściła wzrok.

„Kasia?”

„W końcu. Chyba mnie pamięta. A co było potem…?” – pomyślała z goryczą.

„Nie poznałem, wybacz.” – Dyrektor przeszedł na „ty”. „Jak mogę ci pomóc?”

„Nie zwalniaj mnie. Syn potrzebuje przeszczepu szpiku. Po prostu nie wiem, co robić.” – Katarzyna zakryła twarz dłońmi, starając się ukryć łzy, których nie chciała pokazać.

**”Tak, Kasiu, to nasz syn,” powiedział cicho Piotr, biorąc ją za rękę, a w jego oczach malowało się zarówno zdumienie, jak i determinacja, by naprawić to, co przez lata było tylko bolesną tajemnicą.**

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × cztery =

Czy to mój syn?