Czy rodzice chrzestni dziecka, mogą być postrzegani jako sponsorzy? Bohaterka tej historii szczerze żałowała, że zgodziła się być chrzestną cudzego dziecka.
Od pierwszej klasy, przyjaźniłam się z pewną dziewczyną ze szkoły, byłyśmy sobie bardzo bliskie. Po 9 latach, ona odeszła ze szkoły, a ja zostałam na studiach i kontynuowałyśmy naszą przyjaźń.
Po szkole, dalej uczyłam się w stolicy, a moja przyjaciółka wyszła za mąż, gdy osiągnęła pełnoletność. Bardzo szybko, urodziła się koleżance i jej mężowi córka. Poproszono mnie, żebym została matką chrzestną i sama nie wiem dlaczego, ale się zgodziłam.
W niedługim czasie, skończyłam studia, znalazłam pracę i wyszłam za mąż.
Za każdym razem, gdy przyjeżdżałam w odwiedziny, przynosiłam prezenty dla mojej chrześniaczki, zabierałam ją na zabawy, a gdy nie mogłam przyjechać, wysyłałam jej pieniądze na święta.
Dziewczynka jest teraz nastolatką. Nasza komunikacja zamieniła się w sporadyczne rozmowy telefoniczne, podczas których zawsze o coś prosi – o pieniądze na nowy telefon, nowe ubrania czy opłacenie wycieczki szkolnej.
Ja i matka mojej chrześniaczki, również od dawna nie jesteśmy przyjaciółkami. Im jesteśmy starsze, tym mniej mamy ze sobą wspólnego, a chęć komunikowania się już dawno zanikła. Koleżanka co kilka lat, jeździ do szpitala położniczego, aby urodzić nowe dziecko, a jest ich już czworo. Nie mam jeszcze dzieci, moja kariera jest najważniejsza, a urlop macierzyński planuję dopiero za kilka lat.
Niedawno okazało się, że moja chrześniaczka wybiera się na studia do stolicy, a ja miałam jej w tym pomóc. Oczywiście dowiedziałam się, że dziewczynka zamieszka ze mną i moim mężem.
Nie jestem gotowa, by być odpowiedzialna za dziecko, jeśli zgodnie z tradycją rodzinną, zaraz po szkole pójdzie na urlop macierzyński. Mogę ją oprowadzić po mieście i zabrać na uczelnie, może też mieszkać w akademiku – sama spędziłam tam 6 lat.
Okazało się, że jestem niemiła, bo chcę wysłać dziewczynkę do akademika. Jednak jej rodzice, rozważali również możliwość wynajęcia mieszkania pod warunkiem, że ja i mój mąż, będziemy za nie płacić. Byłam zdumiona tą bezczelnością, a kiedy zapytałam, dlaczego zdecydowali się powierzyć mi wydatki, moja przyjaciółka odpowiedziała, że to obowiązek matki chrzestnej.
Ostatnia i ostateczna kłótnia między nami, miała miejsce w październiku. Miesiąc wcześniej, spędziliśmy z mężem kilka tygodni w Turcji. Był to długo oczekiwany urlop, zwłaszcza że w ostatnich latach, wyjazdy z kraju nie były łatwe.
Jak tylko wróciliśmy do domu, moja koleżanka się wściekła. Okazało się, że jej córka nigdy nie widziała morza, więc powinnam zabrać ją ze sobą na wakacje. Była urażona i rozczarowana, obwiniając mnie za moją chciwość. Okazało się, że przez te wszystkie lata, byłam złą matką chrzestną i że nie powinnam mieć własnych dzieci.
Nie wdawałam się w kłótnię, poprosiłam tylko, żeby więcej do mnie nie dzwoniła i nie prosiła o pomoc.



