Czy powinnam teraz wynieść twój bagaż? – zapytała żona

Czy już wyciągniesz walizkę z rzeczami? zaproponowała żona.

Zabieraj! odpowiedziała zaskoczona dziewczyna, przygotowująca się do długiego wypoczynku: Coś się dzieje za szybko

No właśnie! Czy już mam ci wyciągnąć walizkę? dodała Ania.

Jaką walizkę? Samodzielnie wołajcie swoje! pomyślała Zosia, stąpając po dywanie w przedpokoju, i wyszła. Wszystko zdawało się w porządku, ale w powietrzu pozostał lekki posmak niepokoju.

Wieczorem w domu rozległo się huczące skanowanie.

Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! oznajmiła z dumą Zosia, patrząc na Leona, licząc na reakcję. Czyż nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Zosia Kowalska przybyła na trzeci rok studiów medycznych w Warszawie. Razem z Wiktorem Ryczkiem przenieśli się z innego miasta.

Ojciec Wiktora żołnierz został oddelegowany do nowego posterunku, a rodzina przeprowadziła się. Dziewczyna, z którą młody człowiek miał romans, ruszyła w pogoń za ukochanym: Zosia okazała się prawdziwą wojowniczką przyjaźni.

Wiktor nie poszedł za nią. Dlatego, kiedy po przeprowadzce Zosia dowiedziała się, że wkrótce zostanie mamą, jej kochanek zniknął niczym duch.

Tak, zniknął z radarów: odjechał od rodziców dokąd, nie wiadomo. Zabrał dokumenty z ostatniego roku medycyny i stał się nieuchwytny telefonicznie.

Wtedy Zosia zauważyła, że sympatyczny wykładowca anatomii, Leonid Jurczewski, okazuje jej drobne gesty.

Zosia była bystra: jej kręcone włosy nie przestawały działać. A wrócić do domu z brzuchem i rodzicami nie wchodziło w grę nic dobrego to nie zwiastowało.

Dziewczynka była jedyną nadzieją rodziców. A jeśli życie zburzyło ich plan, mogło przyjść kolejny cios w tyłek.

W końcu przybyła nie tylko z nowym brzuchem, ale i z nieplanowanym ustnikiem w rodzinie wielodzietnej, co nie było mile widziane.

Wtedy pojawił się pomysł o trzydziestoletnim, stabilnym mężczyźnie. Nie było tajemnicą, że w rodzinie Leny nie było dzieci

Zosia wpadła w znajomość z zamężnym Leonidem. Z zaskoczenia zauważyła, że nie przywiązuje wielkiej wagi do antykoncepcji. Czyżby chciał ojcowsko objąć obowiązki?

No więc, Lenio pomyślała piękna Zosia spełnię twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym ojcem! i ruszyła do dzieła.

Po półtora miesiąca mogła przekazać ukochanemu radosną nowinę: Dziecko przyjdzie w siódmym miesiącu, a kto będzie opiekował się nim? Mądry nie powie, a głupi nie zauważy.

Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik najpierw lekki obiad w uroczystej atmosferze: Zosia wynajęła pokój od samotnej babci w zamian za symboliczną opłatę.

Starsza pani okazała się otwarta na intymne sprawy i nie przeszkadzała w spotkaniach młodej damy z kochankami, licząc jedynie na regularne rachunki i czasem słodkie przysmaki. Życie emeryta też nie jest łatwe.

Poza tym, nie tylko nie wiedziała, do którego wieku jest aktywna, ale i musiała coś jeść i leczyć się. Ceny w aptekach i marketach pozostawiały wiele do życzenia.

Kiedy Leonid wypił kieliszek wina, a Zosia tylko łyk, podała mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i wykrzyknęła: Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie podniósł jej w tańcu, nie wziął na ręce i nie zaproponował ślubu. Po chwilowym milczeniu rzekł:

Nie jestem gotowy!

Na co nie jesteś gotowy? zdziwiła się Zosia. Zawsze byłeś gotowy, niczym pionier!

Na dziecko!

Czyli na poczęcie byłeś gotowy, a dalej? zaśmiała się nieco ironicznie, pytając: Co, znowu podpadamy pod kłody?

Leonid zignorował pytanie i po prostu wyszedł.

No i pierdolę tego profesora! wykrzyknęła Zosia, nie szczędząc rosyjskich wulgaryzmów w swojej rodzinie, gdzie język nie zawsze był pełen obyczajowości.

Nie myślcie, że mężczyzna był bez serca i niewłaściwy po prostu Leonid był bezpłodny! A więc dziecko nie mogło być jego…

Dodatkowo, Leonid pamiętał, że Zosia kiedyś chodziła z zaginionym Wiktorem. Puzzle się układały!

Bezpłodność Leny wzięła się w dzieciństwie po przechorowaniu świnki lub odry choroba o wesołej nazwie, a skutki niestety nie były wesołe.

Po trzech latach małżeństwa badania wykazały, że u żony brak ciąży nawet w sprzyjających dniach.

Sperma Leonida była nie tylko niska w liczbie, ale i ledwo się poruszała!

Kiedy nie potrzeba, wystarczy jeden energiczny plemnik. A kiedy potrzebny jest cały sztos nie ma go.

Tylko oni i ich żona wiedzieli o tym sekretnie, udając, że intensywnie pracują nad problemem, bo tak było prostsze.

Później, może, przygarną dziecko z domu dziecka tak postanowili. A póki co żyli dla siebie, co i nie najgorsze.

O bezpłodności nie wiedział nawet ojciec: matka Leny już nie żyła.

Ojciec miał nowotwór. Litościwych ludzie chcieli go oszczędzić i nie rozpaczać mężczyzna żył w nadziei, że wkrótce dostanie wnuka!

Choroba postępowała, a Leon i Zofia słusznie zdecydowali, że niech ojciec odchodzi szczęśliwy: nadmiar wiedzy tylko potęguje ból

W związku wszystko układało się pięknie: Leon kochał Zofię tak, naprawdę! A Zofia kochała Leona i w pełni mu ufała.

Mała zdrada tylko wzmocniła małżeństwo czy nie słyszeliście takiej teorii?

Po wiadomości Zosi o ciąży, zainteresowanie ze strony wykładowcy spadło. Co wy na to, chłopaki? Kłamstwo w takiej formie nie ma szans przetrwać!

Leonid Jurczewski zaczął ignorować studentkę Anię Stepanovą. Ona, nie mając innej opcji, postanowiła wpaść do niego do domu.

Oczywiście, w jego nieobecności. I opowiedzieć żonie prawdę o ich czystej miłości: wtedy ona go wyrzuci!

Zofia była osobą zrównoważoną. Na słodkie słowa Zosi o wielkiej miłości, przyszłym macierzyństwie i propozycji wypuszczenia Leona, zareagowała krótko i bez emocji:

Zabieraj!

Co to? zdziwiła się dziewczyna, szykująca się do długiego odpoczynku: Coś się dzieje zbyt szybko

No właśnie! Czy mam wyciągnąć walizkę? zapytała Zofia.

Jaka walizka? Sam weźcie swoje! pomyślała Zosia, stąpając po dywaniku i wychodząc. Wszystko wydawało się w porządku, choć w powietrzu unosił się lekki posmak niepokoju.

Wieczorem w domu nagle rozległ się głośny szum.

Kogo wiesz, Zosiu? zapytał Leon szczerze oburzony. Nie ma miejsca na próbki! Czy mnie nie znasz? Jestem przecież przyzwoitym rodzinym człowiekiem!

Tak, Leon naprawdę był przyzwoitym rodzinym człowiekiem i nie miał skandali. Czy może nie został ich zauważony?

Zofia całkowicie ufała mężowi i po raz kolejny wierzyła w jego słowa. Nie było już wątpliwości, że nikt nie przyszedł z walizką.

Studentka Stepanova, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu, by oskarżać wykładowcę o molestowanie tak by się mogło wydawać. Zosia nie była głupią i doskonale rozumiała, że czasy partyjnych rozgrywek już minęły.

Pójdziemy inną drogą! mawiał niegdyś niezapomniany Iłich. Zosia postanowiła wykorzystać słowa przywódcy.

Zatem skierowała swe kroki ku Yurii Siergiejewiczowi potencjalnemu teściowi Leona: jego adres znalazła w internecie.

Ojciec był w pewnym odurzeniu spowodowanym lekami, ale spotkanie z piękną, ciężarną dziewczyną sprawiło, że poczuł radość: w końcu wnuk!

Nie zastanawiając się, od razu zaproponował jej wsparcie finansowe w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozsądnie pomyślał, że syn jeszcze się nie zdecydował, więc niech ma czas. Dziadek nie zostawi jej samej i będzie pomagał.

Jednocześnie ojciec Yurii lubił Zofię i nie chciał jej dokładać kłopotów, więc postanowił zachować wszystko w tajemnicy.

Zosia, pełna entuzjazmu, ruszyła do uczelni, choć mogła jeszcze studiować przed urlopem macierzyńskim, ale po co się męczyć, gdy co miesiąc spływała solidna kwota?

Dla niektórych to był smętek, lecz dla Zosi, wychowanej w niebogatej rodzinie, to poważny zastrzyk pieniędzy. Tak zaczęło się jej nowe, lepsze życie.

Ciąża przebiegała bezproblemowo praktycznie bez nudności. Zosia chodziła po sklepach i kupowała różowe drobiazgi dla maleństwa: USG wykazało, że będzie dziewczynka.

Od czasu do czasu odwiedzała dziadka Jurija, który radośnie witał przyszłą babcię i podsuwał smaczne owoce, na które Zosia nie mogła sobie pozwolić.

Kiedy nadszedł termin porodu, dziadek przyjechał odebrać ją ze szpitala! Towarzyszyła mu pielęgniarka, bo sam już nie mógł chodzić, ale obiecał nie zostawić jej po swoim odejściu.

Oczywiście nie zostawi! pomyślała gryząca czereśnia Zosia. A ten Lenio jeszcze się popłacze!

Yuri Siergiejewicz odszedł, gdy dziewczynce skończyło pół roku: choroba, jak to zwykle bywa, wygrała.

Zosia pojawiła się na pogrzebie! Sąsiadka zgodziła się opiekować małą córeczką: Nie wyciągnę jej z łóżeczka, ale zostawię w spokoju.

Po co ona to zrobiła? Kto to wie! Może myślała, że od razu ujawnią testament, w którym będzie wspomniana wnuczka Jurija: obiecał! A ona chciała wyjrzeć na twarze krewnych

Jednak testamentu nie było, a słowa Jurija nie zostały dotrzymane.

Krewna spojrzała na Zosię z niedowierzaniem, ale nie wpadła w furę, jak to bywa na pogrzebach: po prostu nie zaproszono jej na te uroczystości!

Wszystko ujawniła pielęgniarka, którą zatrudniła rodzina Jurija, więc kiedy Zosia próbowała wsiąść do autobusu jadącego na obiad po pogrzebie, kierowca, na prośbę małżonków, zamknął jej drzwi. Autobus ruszył, a Zosia biegła, stukając pięścią w drzwi…

Miała już trochę oszczędności: z tych trzydziestu tysięcy potrafiła odłożyć, dodała do tego kapitał macierzyński i zasiłek dla samotnej matki. Powinna wystarczyć na życie.

Postanowiła też podjąć pracę i później dokończyć studia na odległość tak dziś łatwo się da.

Na uczelni przyjęli ją do centrum medycznego, gdzie odbierała telefony. Wiedza medyczna była jej wystarczająca.

Siódmą miesiąc swoją córeczkę włożyła do żłobka.

Rok po pogrzebie Jurija Zofia zachodniła! Aktywny znowu wrócił płodny! A ich męski przyjaciel odzyskał moc wytwarzania nasienia.

Na słońcu ludzie wpadają w szał po pobudzeniu! Co z plemnikami, niech się budzą! Są przecież żywymi stworzeniami!

Para doczekała się cudownego chłopca, a radość nie znała granic!

Wszystko u nich było, jak zawsze, w porządku. Czasem Zofia wspominała wizytę Zosi, jakby była w ciąży od jej męża. Może dziewczyna nie kłamała

Zofia odgoniła te nieprzyjemne myśli: Boże, co już liczy się teraz? Dodatkowo, Leon okazał się wyjątkowym ojcem: troskliwym, kochającym i czułym dokładnie takim, jakim był w małżeństwie.

A reszty już nie trzeba było omawiać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 10 =

Czy powinnam teraz wynieść twój bagaż? – zapytała żona