CZY ORCHIDEA NAPRAWDĘ JEST WINNA? – Polina, zabierz tę orchideę, bo inaczej ją wyrzucę – powiedzia…

Ola, zabierz tę storczyka, bo inaczej wyląduje w koszu Kasia bezceremonialnie zdjęła z parapetu przezroczystą doniczkę z kwiatem i wręczyła mi ją do rąk.
Dzięki, kochana! Tylko powiedz mi, czemu ten storczyk tak bardzo ci zawinił? nie ukrywałam zdziwienia. Przecież na parapecie Kasia miała jeszcze trzy piękne, zadbane storczyki.
Ten kwiat dostał na ślub mój syn. A wiesz przecież, jak to wszystko się skończyło Kasia westchnęła ciężko.
Wiem, że Twój Dawid rozwiódł się przed upływem nawet roku po ślubie. O powody nie pytam, domyślam się, że miały wagę. Dawid kochał Anetę do szaleństwa nie chciałam rozdrapywać świeżej rany.
Może kiedyś ci wszystko opowiem, Oliwka. Na razie jeszcze za bardzo boli zamyśliła się Kasia i uroniła łzę.

Zabrałam tego wyrzutka i odrzuconego storczyka do naszego mieszkania. Mój mąż popatrzył ze współczuciem na nieszczęsnego kwiatka:
Po co ci ten trup? Nic z niego nie będzie, nawet ja to widzę. Szkoda czasu.
Mam plan. Dam mu trochę serca i pielęgnacji. Zobaczysz, jeszcze będziesz mi go zazdrościł uparłam się, że ożywię ten smutny, więdnący storczyk.
Mąż zażartował i puścił oczko:
Komu by zaszkodziła odrobina miłości?

Mija tydzień i dzwoni Kasia:
Ola, wpadnę do ciebie? Muszę się wygadać, nie wytrzymuję tego w sobie. Opowiem ci wszystko o tym nieudanym małżeństwie Dawida.
Kasiu, nawet się nie zastanawiaj, wpadaj, czekam. Nie mogłam jej odmówić. Przecież kiedy sama przechodziłam rozwody, zarówno z pierwszym, jak i drugim mężem, Kasia zawsze ratowała mnie dobrym słowem Nasza przyjaźń trwa już tyle lat!

Godzinę później już siedziałyśmy w mojej kuchni. Usiadła wygodnie, przed nią lampka wytrawnego wina, mój świeżo mielony kawowy aromat i gorzka czekolada. Rozpoczęłyśmy tę naszą wieczorną spowiedź
Nigdy się nie spodziewałam, że moja była synowa do czegoś takiego zdolna Dawid z Anetą byli razem siedem lat. Długo się jej przyglądał. Dla niej zostawił Zosię, pamiętasz ją? Ja Zosię traktowałam jak córkę, taka swojska, ciepła dziewczyna. No ale pojawiła się Aneta, piękność jak z okładki. Dawid wpadł jak śliwka w kompot, latał wokół niej, nosił na rękach, świata poza nią nie widział. Dla niego najważniejsze było, żeby koledzy podziwiali taką kobietę u boku. Ludzi też się za nią oglądali na ulicy.

Zadziwiające, ale przez te siedem lat nie doczekaliśmy się wnuka czy wnuczki. Myślałam, że może Dawid chce jakoś po bożemu najpierw ślub, potem dzieci. Do jego spraw nie wtrącamy się z mężem za bardzo.
Aż pewnego dnia postawił nas przed faktem:
Mamo, tato, żenię się z Anetką, złożyliśmy już dokumenty w USC. Zorganizuję wesele na bogato. Nie będę żałował złotówki.
Ucieszyliśmy się. Czas najwyższy, Dawid miał przecież już trzydziestkę.

Wyobraź sobie, Ola, datę ślubu przekładali dwa razy. Najpierw Dawid się pochorował, potem ja utknęłam w delegacji. Miałam złe przeczucia. Ale widzę, jak Dawid chodził uśmiechnięty od ucha do ucha, nie chciałam mu burzyć nastroju. Sam chciał ślubu kościelnego, ale i tam się pokręciło ksiądz Sławomir wyjechał na dłużej do rodziny i Dawid uparł się, że tylko on może ich pobłogosławić. Słowem, wszystko się sypało już od początku

Na weselu było mnóstwo ludzi. Zobacz te zdjęcia, tu akurat stoi storczyk, ten sam. Jaki był piękny, rozkwitnięty! Liście jak żołnierze w szeregu. A teraz z tych liści kawałki szmatki
Dawid i Aneta mieli lecieć w podróż poślubną do Paryża. Ale los znowu spłatał figla. Anety nie wypuścili z kraju, bo zalegała z jakąś gigantyczną grzywną. Prosto na lotnisku musieli się wycofać. Dawid nie przejmował się tym, chciał być tylko szczęśliwy.
Aż nagle ciężko zachorował, trafił do szpitala. Lekarze bali się cokolwiek obiecać.

Aneta odwiedzała go przez tydzień, aż w końcu oznajmiła:
Przepraszam, ale nie poradzę sobie z mężem kaleką. Składam pozew o rozwód.
Wyobrażasz sobie, Ola, co czuł mój Dawid, leżąc przykuty do łóżka? A on jej na to spokojnie:
Rozumiem cię, Anetka. Nie będę cię zatrzymywał.
No i się rozwiedli.

Na szczęście znaleźliśmy mu świetnego lekarza, doktora Piotra Bogdanowicza. Postawił Dawida na nogi w pół roku. Organizm młody, da radę, mówił. My się z rodziną Piotra zaprzyjaźniliśmy. On ma córkę, dwudziestoletnią Marysię. Dawid na początku kręcił nosem:
Jakaś niziutka. Wcale nie w moim typie.
Synu, patrz sercem, nie oczami. Woda z twarzy to nie wszystko. Po cudzie już miałeś żonę modelkę, a szczęścia z tego nie było. Czasem lepiej pić zwykłą wodę w radości niż najsłodszy miód w smutku…

Długo nie mógł zapomnieć Anety, ale zdrada bolała go bardzo. Marysia zakochała się w nim po uszy, wydzwaniała, chodziła za nim krok w krok.
Postanowiliśmy trochę im pomóc, razem pojechaliśmy na działkę. Dawid chodził smutny jak chmura burzowa. Nie cieszył się ani grillem, ani naszym śmiechem, ani uroczym towarzystwem. Marysia nie spuszczała z niego wzroku, a on ani razu nie spojrzał na zakochaną dziewczynę.
Mówię do męża:
Bez sensu to nasze swatanie. Dawid ciągle ma Anetę w głowie. Tkwi mu w sercu jak zadra

Minęły jakieś trzy, może cztery miesiące. Pewnego dnia dzwonek do drzwi, na progu Dawid z tym słynnym storczykiem w ręce:
Mamo, przynoszę ci resztki dawnego szczęścia. Rób z nim, co chcesz, nie chcę już patrzeć na tego egzotyka.
Przyjęłam kwiat niechętnie i schowałam głęboko, jakby cała wina za nieszczęścia mojego syna leżała w tym biednym storczyku. Przestałam go podlewać, nie dbałam o niego.

Niedługo potem spotkałam sąsiadkę:
Kasiu, widziałam Dawida z taką maleńką dziewczyną. Aneta była znacznie piękniejsza i wyższa
Nie dowierzałam, czyżby jednak coś go łączyło z Marysią?

I wtedy Dawid przyprowadził Marysię do domu:
Przedstawiam żonę! powiedział z uśmiechem, trzymając ją delikatnie za rękę.
Popatrzyliśmy na nich z mężem zdziwieni:
Jak to, bez wesela i gości?
Nam to już niepotrzebne, mamo. Cicho podpisaliśmy papiery, ksiądz Sławomir nas pobłogosławił, jesteśmy szczęśliwi.

Wzięłam syna na stronę:
Dawid, ty naprawdę ją kochasz? Nie skrzywdzisz Marysi? Nie jest to z zemsty wobec Anety?
Nie, mamo, wszystko już przerobiłem. Nawet nie mówię jej imienia… Z Marysią czuję się dobrze. Nasze światy się uzupełniają.
I tyle.

Od tej szczerej rozmowy z Kasią nie widziałyśmy się dwa lata. Życie, codzienność sama rozumiesz…
A storczyk? Zakwitł jak nigdy! Kwiaty naprawdę potrafią się odwdzięczyć za opiekę.

Spotkałyśmy się znowu w szpitalu.
Ola, co ty tu robisz?
Marysia urodziła bliźniaki! Dzisiaj wracają do domu uśmiechnęła się szeroko Kasia.
W korytarzu czekali na nas Dawid z mężem Kasi, z bukietem czerwonych róż w ręce.
Na progu pojawiła się zmęczona, ale szczęśliwa Marysia, a za nią pielęgniarka z dwojgiem malutkich, śpiących zawiniątek.
Za nimi szła moja córka z moją wnuczką na ręku.
A Aneta? Dzwoni, prosi Dawida o wybaczenie, błaga, by zaczęli jeszcze raz

Ale wiesz, Ola, filiżankę można skleić, ale pić z niej już się nie daW chwili, gdy drzwi windy cicho się zamknęły, zobaczyłam ją przemykającą przez korytarz Aneta w szpilkach, z błyszczącą torebką przewieszoną przez ramię, poprawiając włosy przed lustrem. Przez sekundę nasze spojrzenia się spotkały. Dawid nawet jej nie zauważył, zapatrzony w maleństwa i Marysię tulił nową rodzinę z dumą na twarzy, której nigdy nie miał przy poprzedniej żonie.

Aneta, stojąc z boku, odwróciła się na pięcie i znikła za zakrętem, zostawiając za sobą zapach perfum i ciszę minionych złudzeń. Pomyślałam wtedy, że czasem dopiero z oddali widać to, co naprawdę cenne.

Kasia delikatnie wzięła na ręce jednego z wnuków, wtuliła się w niego, jej oczy błyszczały szczęściem i wdzięcznością. Podniosłam wzrok na parapet szpitalnej poczekalni w szklanej doniczce stał nowy storczyk, rozkwitnięty jak nigdy, dumny i silny, jakby potwierdzał, że każde poranione serce można uratować miłością, jeśli tylko da mu się drugą szansę.

A życie zatoczyło koło, znów przynosząc radość, zapach kawy w domowym zaciszu, śmiech dzieci i śpiewne babciu po cichu. I już nikt nie pamiętał o przeklętym storczyku, który stał się symbolem tego, że nawet pozornie zwiędłe nadzieje mogą rozkwitnąć, jeśli otoczy się je czułością bo przecież każdemu, bez wyjątku, należy się nowy początek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × dwa =

CZY ORCHIDEA NAPRAWDĘ JEST WINNA? – Polina, zabierz tę orchideę, bo inaczej ją wyrzucę – powiedzia…