— Nie masz nic przeciwko, żebym założyła twoją suknię ślubną? Tobie już i tak nie będzie potrzebna — zaśmiała się przyjaciółka.
— Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Najlepsza z tych, które przymierzałaś — powiedziała Agnieszka, krytycznie przyglądając się koleżance.
— Pani przyjaciółka ma rację. Suknia bardzo pani pasuje. Wystarczy skrócić dół i lekko zwęzić w talii — dodała sprzedawczyni w salonie ślubnym. — Przywieźć welon?
— Chciałam bez welonu — zmieszała się Joanna.
— Niech pani przyniesie, tylko nie za długi — zdecydowała Agnieszka, spoglądając na przyjaciółkę, która kręciła się przed lustrem.
Puszysty tiul falował wokół jej nóg jak dzwon. Joanna już wyobrażała sobie zachwycone oczy Krzysztofa, gdy zobaczy ją w tej sukni.
Sprzedawczyni z powagą przyniosła koronkowy welon i jednym wprawnym ruchem przypięła go do włosów Joanny.
— Gotowa do USC. — Sprzedawczyni uśmiechnęła się do odbicia w lustrze. — No więc? Bierzemy?
— Co myślisz? — Joanna odwróciła się do Agnieszki.
— To ty wychodzisz za mąż, twoja decyzja — odparła przyjaciółka, nie potrafiąc ukryć błysku zazdrości w oczach.
— Tak, bierzemy. — Joanna uniosła tiul i chciała zejść z podestu, ale sprzedawczyni ją zatrzymała.
— Zaraz zawołam krawcową.
Joanna sztucznie westchnęła, ale w głębi duszy była rada, że jeszcze chwilę będzie mogła pozostać w tej sukni.
Wracały do domu przez park. Przyjaźniły się od szkoły. Agnieszka była wysoka, kanciasta, z ostrymi rysami twarzy i prostym, długim nosem. Zawsze zazdrościła Joannie jej drobnych rysów, malutkiego, lekko zadartego noska i dołeczków w pulchnych policzkach. A najbardziej temu, że Joanna miała normalnych rodziców — nie pili, nie kłócili się codziennie. Ojciec Agnieszki zmarł dwa lata wcześniej od podrobionej wódki. Myślała, że wreszcie odetchnie z mamą, ale ta stała się nerwowa i wiecznie spięta.
Joanna skończyła prestiżowy wydział na uniwersytecie i pracowała jako tłumaczka w dużej firmie. Agnieszka po zaocznych studiach biologicznych zatrudniła się w laboratorium środowiskowym. Nienawidziła swojej pracy — kolejny powód do zazdrości.
A teraz ta myszka wychodzi za mąż. Krzysztof był jej obojętny, ale sam fakt przyprawiał ją o wściekłość. Spotykała się z chłopakami, ale nigdy nie doszło do ślubu. A Agnieszka marzyła o białej sukni i ucieczce od matki. Dlaczego Joanna ma takie szczęście?
— W ogóle mnie nie słuchasz — Joanna szarpnęła przyjaciółkę za rękę.
— Co? Co powiedziałaś? — Agnieszka naprawdę była zamyślona.
— Że na weselu rzucę ci bukiet, i wkrótce też wyjdziesz za mąż. Tam jest ta kobieta z biżuterią — wczoraj ją zauważyłam, ale się spieszyłam. Chodź, podejdźmy. — Joanna pociągnęła Agnieszkę w stronę ławki.
— Po co ci ta tandeta? — Agnieszka opierała się, krzywiąc się na widok starszej kobiety, przy której na ławce leżała tania błyskotkowa biżuteria.
— Spójrz, jakie śliczne kolczyki. — Joanna obracała w palcach drobne kolczyki z białym kamykiem. — Mogę przymierzyć?
— Za przymiarkę nie wezmę pieniędzy. Ale nie sprzedam ci ich — odezwała się nagle kobieta.
— Dlaczego? — zdziwiła się Joanna.
— Wkrótce założysz obrączkę. Noszenie różnych metali to zły gust — pouczyła ją staruszka. — Lepiej spójrz na to… — sięgnęła po wisior w kształcie gładkiej, błyszczącej tarczy na cienkim łańcuszku.
— Jo, po co ci ta szmelc? — skrzywiła się Agnieszka.
— Jaki nietypowy — Joanna zignorowała komentarz. — Ile kosztuje?
— Ile dasz. Weź go, przyniesie ci szczęście.
— Ona już jest szczęśliwa — wtrąciła Agnieszka.
— A ty jej zazdrościsz — spojrzała na nią surowo staruszka.
Joanna wyjęła z torebki trzydzieści złotych.
— Więcej nie mam — powiedziała zawstydzona.
— I nie trzeba. Noś na zdrowie.
Gdy odeszły, Joanna natychmiast założyła łańcuszek.
— No i jak? — spytała przyjaciółki.
— Oryginalne — odparła sucho Agnieszka, choć i jej się podobał.
Minął tydzień. W przerwie obiadowej Joanna wpadła po odbiór sukni. Upewniła się, że leży idealnie. Gdy się przebierała, sprzedawczyni zapakowała welon i suknię do wielkiego pudełka.
— Takie ogromne… Nie mogę przecież z tym iść do pracy.
— Weź taksówkę albo zostaw do wieczora.
Joanna zostawiła pudełko i pobiegła do biura. Próbowała dodzwonić się do Krzysztofa, ale ten nie odbierał. Zawsze miał włączony telefon — klienci często dzwonili.
Zaniepokojona wcześniej wyszła z pracy i pojechała do niego. Drzwi otworzyła Agnieszka, ubrana w jego koszulę. Na jej szyi błyszczał znajomy wisior.
— Co ty tu robisz? Gdzie Krzysztof?
— Zmęczony, śpi — uśmiechnęła się.
Joanna przepchnęła ją i wbiegła do pokoju. Krzysztof leż— Wstań! — krzyknęła, potrząsając nim, ale gdy tylko zobaczyła puste opakowanie po tabletkach nasennych obok szklanki, zrozumiała, że to Agnieszka wszystkiemu winna, a teraz stała w drzwiach z triumfalnym uśmiechem, trzymając w ręku naszyjnik, który miał przynieść Joannie szczęście.



