Czy będziesz na mnie czekać?

Ej, czekasz na mnie?

Jak ten czas leci. Nie zdążyłam się obejrzeć, a już prawie pięćdziesiątka. A wydawało się, że wiecznie będę młoda. Danuta spojrzała w lustro. To odwróci głowę w jedną stronę, to w drugą. Same zmartwienia. Ale, jak to mówią, trzeba siebie kochać taką, jaka jest. No dobra. A co tu kochać? Podkrążone oczy, opadające kąciki ust, zmarszczki na twarzy, smutne spojrzenie. Oj, lepiej nie patrzeć na taką urodę.

A przecież nie cegły nosiłam, nie harowałam w fabryce, całe życie spędziłam w ciepłym, jasnym biurze, przekładając papiery. A na twarzy i tak lata zostawiły swój ślad.

Danuta westchnęła. *„I czego się martwię? Kto na mnie patrzy? Młodych dziewcząt jest pełno. No już, uspokój się. Oddychaj równo”*, nakazała sobie. I rzeczywiście wzięła głęboki oddech, potem jeszcze jeden. *„Co za problem, że Marek wrócił. Dawno o mnie zapomniał. Tyle wody upłynęło…”*

***

– Danuś, chodźmy do kina? – zaproponował Marek, czerwieniąc się tak, że uszy mu płonęły.

– A na jaki film? – zapytała Danusia z udawanym spokojem, choć serce podskakiwało jej z radości.

– Zapomniałem tytuł, ale koledzy oglądali, mówili, że fajny.

– Ja lubię albo o miłości, albo przygody – powiedziała z marzeniem w głosie i zauważyła, jak twarz Marka się wydłużyła. – No dobra, chodźmy. A kiedy?

– Możemy teraz – ucieszył się Marek.

Danusia pomyślała. Mama nie dała jej dziś żadnych zadań. A lekcje może odrobić później. Mama w pracy, nie trzeba pytać o pozwolenie.

– Chodźmy – zgodziła się.

W kinie było mało ludzi, dzień roboczy. Światła zgasły, zaczął się film ze strzelaniną i wyścigami samochodowymi. Danusia spojrzała ukradkiem na profil Marka. Wpatrywał się w ekran. Pod koniec strzelaniny bohater uratował dziewczynę z rąk bandytów i zaczęli się całować. Danusia zesztywniała i poczerwieniała, bo przecież obok siedział Marek i też widział ten pocałunek.

Nagle przysunął się do niej, na ile pozwalało oparcie fotela, i wziął jej dłoń w swoją. Serce podskoczyło jej w piersi, Danusia zamarła, bojąc się poruszyć. *„Zaraz pocałuje mnie w policzek…”* Ale nie. Bohaterowie znów uciekali przed pościgiem, a Marek znów wlepił wzrok w ekran. A Danusia tak przesiedziała do końca seansu, wstrzymując oddech.

Film się skończył, światła zapaliły się, a Marek wypuścił jej rękę. Danusi od razu zrobiło się zimno. W drodze do wyjścia zapięła płaszcz i naciągnęła czapkę, żałując, że film tak szybko minął.

Na dworze już zapadał wczesny zimowy zmierzch. Szli do domu pieszo, a Marek z przejęciem opowiadał najciekawsze sceny z filmu, jakby nie siedziała obok niego. Kiedy milkł, zapadała niezręczna cisza. Danusia pytała o coś, a on znów zaczynał. Czekała, aż weźmie ją za rękę. Ale on niósł jej torbę w jednej dłoni, a drugą wymachiwał, komentując film.

Pod domem Danusia zatrzymała się i spuściła wzrok. Marek też milczał.

– To już pójdę? – wzięła od niego torbę i otworzyła furtkę.

– Danuś, a jeszcze pójdziemy do kina? – zawołał Marek.

Obejrzała się. W półmroku nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że boi się odmowy.

– Pójdziemy! – odpowiedziała wesoło i pobiegła do domu.

Chodzili jeszcze kilka razy do kina. I Marek od razu, gdy gasły światła, brał ją za rękę i trzymał do końca filmu. Czasem po prostu spacerowali. Marek skończył szkołę rok wcześniej, na wiosnę miał iść do wojska. Nie poszedł na studia, pracował z ojcem w warsztacie samochodowym.

Pewnego razu pocałował ją nawet w kącik ust. A ona bała się, że nigdy się nie odważy. Jakże była wtedy szczęśliwa!

Na wiosnę poszedł do wojska. W przeddzień wyjazdu Marek wywołał ją na dwór, rzucając kamykiem w okno. Danusia narzuciła płaszcz i wyszła. Był podpity.

– Jutro rano wyjeżdżam. Będziesz na mnie czekać?

– Tak – ochrypłym głosem odpowiedziała Danusia. – Oczywiście, że będę.
*„Jak on może wątpić? Dla mnie nie ma na świecie nikogo poza nim.”*

Wtedy mama zauważyła, że Danusi długo nie ma, wychyliła się przez okno i zawołała ją do domu. Stanęła na palcach, cmoknęła Marka w rozgrzany policzek i pobiegła.

Ojciec Danusi pił i zeszłej zimy zamarzł w zaspie. Matka związała się z innym mężczyzną. Danusia czuła się nieswojo, wstydziła się nawet wyjść do kuchni. Po skończeniu szkoły wyjechała do wojewódzkiego miasta. Niedaleko – tylko półtorej godziny autobusem. Mama nie protestowała. Danusi nawet wydawało się, że odetchnęła z ulgą. Dała trochę pieniędzy na początek i pomachała córce, gdy ta wysiadała z małą walizką na przystanku.

Pierwszy czas mieszkała u krewnych koleżanki, którzy też przyjechali do miasta. Skończyła kurs księgowych i z pierwszej wypłaty wynajęła pokój.

Marek nie obiecywał, że będzie pisać. Nie domyślił się czy nie zdążył – ale co za różnica? I tak na niego czekała. Do domu wracała rzadko. A podczas jednej z wizyt zauważyła, że mama ma zaokrąglony brzuch. Zrobiło jej się trochę przykro, że mama pokocha inne dziecko, a ona, Danusia, jest jak oderwany kawałek.

Nie postrzegała mamy jako młodej kobiety, choć ta miała tylko czterdziestkę. Danusia nie widziała, żeby mamy jej koleżanek rodziły w tym wieku. Było jej wstyd i niezręcznie, przestała więc jeździć do rodzinnej miejscowości.

Ale na powrót Marka przyjechała. Koleżanka napisała, że rodzice spodziewają się go w weekend. Braciszek już dreptał po domu na pulchnych nóżkach. Mama nazwała go Markiem, Markiemkiem. Gdy Danusia wołała braciszka po imieniu, od razu przypominał jej się Marek.

Co chwilę wybiegała na ulicę, patrząc, czy nie idzie. Ale Marek nie przyjechał. W sklepie usłyszała, jak jego matka narzeka, że się spóźnia, że przywozi ze sobą narzAle gdy Danusia wracała do domu, w zaułku stanął przed nią Marek, z tą samą nieśmiałą uśmiechem co lata temu, i wyszeptał: *”Czekałaś?”*, a ona, patrząc mu w oczy, zrozumiała, że nigdy tak naprawdę nie przestała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − sześć =

Czy będziesz na mnie czekać?