Jadwiga Nowak siedziała przy kuchennym stole, przewijając zdjęcia w telefonie. Czterdzieści lat – okrągła rocznica. Chciała urządzić prawdziwą uroczystość, zaprosić przyjaciół, kolegów z pracy, może nawet zamówić tort w cukierni. Po raz pierwszy od dawna miała ochotę świętować urodziny z rozmachem.
— Jadziu, ty zupełnie straciłaś rozum? — głos Bronisławy Wójcik przeciął ciszę mieszkania jak nóż. Teściowa stanęła w drzwiach kuchni, trzymając w rękach swój nieodłączny bukiet z przydomowego ogródka.
— Dzień dobry, Bronisławo — Jadwiga nie podniosła wzroku znad telefonu. — Proszę wejść, herbata jest na kuchence.
— Jaką herbatę! Wytłumacz mi, co za bzdury opowiadałaś Jackowi o tych urodzinach? Czterdziestka to zła wróżba!
Jadwiga powoli odłożyła telefon i spojrzała na teściową. Bronisława stała w swoim zwykłym szarym kardiganie, który nosiła od dziesięciu lat, i patrzyła na synową, jakby ta zaproponowała tańczenie nago na Rynku Głównym.
— To moje urodziny i mam prawo decydować, jak je spędzę — powiedziała spokojnie.
— Masz prawo! — Bronisława załamała ręce. — Czterdziestki się nie świętuje! To pech, wszyscy o tym wiedzą. Moja babcia mówiła: kto czterdziestkę obchodzi, ten życie pod górkę będzie miał.
Jadwiga uśmiechnęła się:
— Pani babcia pewnie wiele rzeczy mówiła. Czasy się zmieniły.
— Czasy, czasy… — Bronisława podeszła do kuchenki, nalała sobie herbatę do ulubionego kubka — tego samego, którego Jadwiga nie znosiła, bo teściowa przyniosła go z własnego domu i postawiła w ich kuchennej szafce bez pytania. — A wiesz, że sąsiadka Halina w zeszłym roku czterdziestkę obchodziła? Miesiąc później męża straciła.
— Bronisławo — Jadwiga wstała i podeszła do okna — Halina straciła męża, bo pił jak świnia przez dwadzieścia lat. A nie dlatego, że świętowała urodziny.
— Zawsze musisz być mądrzejsza! — głos teściowej się zaostrzył. — Nie po to syna wychowywałam, żeby trafił na taką… na taką nowoczesną.
Słowo „nowoczesna” Bronisława wypowiedziała tak, jakby było przekleństwem.
Jadwiga odwróciła się do niej:
— A co właściwie złego w tym, że jestem nowoczesna? Pracuję, zarabiam, dbam o dom…
— Dbasz o dom! — prychnęła teściowa. — Wczoraj przyszłam — kurz na półkach, koszula Jacka nie wyprasowana, a ty siedzisz przy komputerze i coś tam stękasz.
— Pracowałam. Zdalnie. To się nazywa kariera.
— Kariera… — Bronisława pociągnęła łyk herbaty. — A rodzina? A dom? A wnuki gdzie?
To pytanie o wnuki pojawiało się za każdym razem, gdy teściowa wpadała z wizytą. A wpadała często — prawie codziennie. Miała swój klucz do ich mieszkania, który Jacek dał jej „na wszelki wypadek” jeszcze w pierwszym roku małżeństwa. Wypadek, jak się okazało, trwał już na dobre.
— Bronisławo, próbujemy — Jadwiga usiadła z powrotem przy stole. — Ale na razie nam tak dobrze.
— Dobrze! W twoim wieku już czas pomyśleć. Czterdziestka na karku, a ty się tylko bawisz.
— Właśnie dlatego chcę te urodziny dobrze spędzić. Elegancko, z przyjaciółmi, z dobrym jedzeniem.
Bronisława postawiła kubek z taką siłą, że herbata rozchlapJadwiga wzięła głęboki oddech i podeszła do kalendarza, by zacząć nowy rozdział swojego życia – bez przepraszania za to, kim jest.



