Cześć! Wiedziałem, że nasze ścieżki się skrzyżują…

Cześć! Wiedziałem, że na pewno się spotkamy…

Rok temu Wojtek wracał z pracy i przypadkiem ją zobaczył. Gdy szukał skrętu, gdy zawracał, już zniknęła. Od tamtej pory, gdy nachodziła go nostalgia, przyjeżdżał tutaj, siadał w samochodzie i czekał, że znów ją zobaczy. Wyobrażał sobie, jak wysiada i mówi: „Cześć! Co za niespodzianka!..”

Chodzili do jednej klasy. Zwykła dziewczyna, nic szczególnego, może poza tym, że była prymuską. Nie zwracał na nią uwagi. Wtedy w ogóle żadna dziewczyna mu się nie podobała. Tak wiele lat razem się uczyli, dorastali, że wszystkie koleżanki z klasy stały się niemal jak siostry. Jak można się zakochać, powiedzmy, w siostrze? W żaden sposób. Są i już. Z chłopakami się przyjaźnił, ale to coś zupełnie innego. Oczywiście, z niektórymi dziewczynami rozmawiał więcej, z innymi mniej. A jej nie zauważał.

Przed nimi majaczyły matury. I jeśli wcześniej Wojtek podchodził do ocen spokojnie, teraz zaczął się martwić. Mama marzyła, że po szkole dostanie się na prawo, skończy studia i zostanie adwokatem, tak jak jego ojciec, który nagle zmarł dwa lata temu na zawał.

Adwokatem Wojtek być nie chciał. Chciał zajmować się programowaniem, poznawać nowoczesne technologie i sztuczną inteligencję. A do studiów i pracy potrzebna była matematyka.

Nauka strasznie go nudziła. Ale studia to nie szkoła. Rozumiesz, po co się uczysz, a nie po prostu zdobywasz wiedzę dla ogólnego rozwoju. I nie wszystko przyda się w życiu.

Pan Włodarek, nauczyciel matematyki, przypomniał na początku lekcji, że dziś będzie sprawdzian.

— Jaką ocenę dostaniecie ze sprawdzianu, taką wystawię na semestr. Przed wami egzaminy, przyzwyczajajcie się. I nieważne, jakie oceny mieliście wcześniej.

Ci, którzy uczyli się dobrze, spięli się, a ci, którzy słabo znali matematykę, ucieszyli się, bo mieli słabą, ale jednak szansę na dobrą ocenę.

Przykłady Wojtek rozwiązał szybko, ale przy zadaniu utknął. Ciągle nie mógł znaleźć rozwiązania. Zaczął się nerwowo rozglądać, kogo by przepytać. Z przodu siedział grubas Marek. Pewnie nie pomoże, ale Wojtek i tak stuknął końcówką długopisu w jego szerokie plecy. Tamten nawet się nie obejrzał.

Za Wojtkiem siedziała prymuska Kinga Nowak. Od niej pomocy można było nie oczekiwać. Nigdy nie podpowiadała.

Obok siedział przyjaciel Krzysiek. Też nie był mistrzem matematyki. Wojtek spróbował podsunąć mu swoją kartkę, ale ten machnął ręką, jakby mówił: „Nie przeszkadzaj, sam nie zdążę”.

W drugiej ławce siedziała Ewa i rozwiązywała ten sam wariant. Tylko że jej nie zapyta. Była w nim zakochana, potem nie dałaby mu spokoju.

Pan Włodarek przeszedł między ławkami, założywszy ręce za plecy. Wysoki i chudy, w szarym garniturze, lekko pochylał się nad biurkami, wyginając się w pasie, i przypominał Wojtkowi bociana. Zatrzymał się przy Marku. Zerknął na jego kartkę, pokiwał głową i poszedł dalej.

Do końca lekcji zostało już niewiele czasu. Nagle ktoś delikatnie stuknął go w plecy.

Wojtek odwrócił się i spotkał wzrokiem Kingę. „Dawaj” — powiedziała tylko ustami. Wojtek zrozumiał, podał jej niezrobione zadanie i czekał. Nauczyciel już szedł w ich stronę. Wojtek spocił się ze stresu. Co ta Kinga tak długo kombinuje?

— Kowalski, skup się. Znajdź błąd i popraw. Jeszcze masz czas. — Pan Włodarek zatrzymał się przy ławce obok i stuknął długim palcem w kartkę Tomka Kowalskiego.

W tym momencie na ramię Wojtka spadła lekka kartka. Chwycił ją i wpił się w nią wzrokiem. Na dole ołówkiem było napisane rozwiązanie. Szybko je przepisał, a potem gumką zatarł ślady ołówka. Cień nauczyciela padł na biurko. Serce Wojtka zamarło. Może widział? Ale wtedy rozległ się dzwonek.

— Koniec. Kartki na moje biurko. — Pan Włodarek skinął głową i wrócił na przód klasy.

Z ulgą Wojtek odłożył swoją pracę i wyszedł na korytarz.

— Dziękuję. Uratowałaś mnie — powiedział Kindze, gdy wyszła z sali.

— No co ty. Mieliśmy ten sam wariant, nie było trudno.

Nie spodziewał się, że cicha prymuska Kinga mu pomoże, nawet nie musiał prosić. Nigdy nie pomagała, a teraz… Minęła ich Ewa i zabiła go spojrzeniem. No i co z tego?

Po lekcjach Wojtek czekał na Kingę przed szkołą.

— Kinga, skąd wiedziałaś, że nie zrobiłem zadania? — Zapytał, idąc obok niej.

— Wierciłeś się i denerwowałeś, więc się domyśliłam.

— Bałem się, że będzie trója.

— Na prawo idziesz? — spytała Kinga.

— Skąd wiesz? Nie. Matka oczywiście marzy. Ale ja chcę na informatykę. To zawód przyszłości.

— Nasze mamy razem pracują. Nie wiedziałeś?

— Nie, moja nie mówiła…

Szli, wymieniając się nic nieznaczącymi zdaniami.

— Ewa za nami idzie, aż plecy mnie swędzą od jej wzroku. Zazdrosna. Kocha się w tobie — nagle powiedziała Kinga.

— Wiem. Daje mi spokój. A ty gdzie idziesz? — spytał Wojtek.

Przyzwyczaił się, że Ewa zawsze gdzieś kręci się w pobliżu, nie zwracał na to uwagi.

— Na medycynę.

— O, cholera. Będziesz ratować życie?

— Dzieci. Chcę być pediatrą — odparła krótko Kinga.

Zaskoczyła go. Nigdy by nie pomyślał, że poważna i cicha Kinga Nowak chce zostać pediatrą. A co on w ogóle o niej wiedział? O, jej dom. Zaraz wejdzie, a wtedy od razu podbiegnie Ewa.

— Słuchaj, wytłumacz mi to zadanie. Może trafi się podobne na maturze, tam mi nie pomożesz — wpadł na pomysł.

— Już. — Kinga postawiła plecak na ławce przed blokiem, wyjęła notatnik i ołówek i zaczęła tłumaczyć rozwiązanie.

Pochylili się nad kartką, niemal dotykając się głowami. Wojtek czuł oddech Ewy przy swoim uchu. Chciał się odsunąć, ale wtedy jego lewy policzek musnęła cienka kosmyk włosów Kingi, który wymknął się spod wełnianej czapki. Skóra na policzku jakby się sparzyła, oddech się zatrzymał, a w brzuchu coś zabI w końcu, po latach tęsknoty i żalu, Wojtek pochylił się, by pocałować Kingę, a jej syn Nikodem, śmiejąc się, wciągnął ich oboje w mocny uścisk, jakby od początku wiedział, że to jego nowa rodzina.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + 11 =

Cześć! Wiedziałem, że nasze ścieżki się skrzyżują…