„Dzień dobry. Jestem żoną Jacka. Mogę wejść?”
Instytut Medyczny w Warszawie od tygodnia huczał przed nadchodzącym turniejem siatkówki. Drużyna medyków miała grać przeciwko politechnice. Koleżanka od rana namawiała Kasię, żeby poszła zobaczyć mecz.
„Nie znoszę siatkówki, sportu w ogóle nie lubię. Nic w tym nie rozumiem” – broniła się Kasia.
„Co tu rozumieć? Będziemy kibicować naszym, żeby wygrali. No proszę, zrób to dla mnie” – błagała Agnieszka.
„Nie chodzi ci o wygraną, tylko o Tomka” – westchnęła Kasia i w końcu się zgodziła.
W hali było tłoczno, wszystkie ławki zajęte. Gra wciągnęła nawet Kasię. Wkrótce krzyczała razem z innymi, wymachując flagami. Medycy mieli czerwone, politechnika – niebieskie. Ostatecznie wygrali medycy. Przyjaciółki cieszyły się, jakby to one zdobyły punkty.
„Idziemy do domu?” – spytała Kasia, gdy wyszły z budynku.
Było już ciemno, zapalono latarnie.
„Poczekajmy na Tomka, pogratulujemy. Przybędzie za chwilę” – prosiła Agnieszka ochrypłym od krzyków głosem.
Czekały niedługo. Wkrótce Tomek wyszedł z jakimś chłopakiem. Zauważył dziewczyny, podszedł, przedstawił im Jacka – swojego rywala z boiska. Okazało się, że znali się od podstawówki. Szli we czwórkę, dyskutując o meczu. Potem rozdzielili się: Tomek odprowadził Agnieszkę, a Jacek – Kasię. Od tego dnia zaczęli się spotykać.
Rok później, gdy Kasia skończyła studia, pobrali się. Jacek ukończył naukę wcześniej, już pracował. Rodzice obojga dołożyli się do wkładu własnego, a młodzi wzięli kredyt na dwupokojowe mieszkanie, z myślą o przyszłych dzieciach.
Trzy lata po ślubie urodził się im syn, a sześć lat później – córka.
Między urlopami macierzyńskimi Kasia pracowała w przychodni stomatologicznej, lecząc rodzinę i znajomych. Jacek był inżynierem w dużej firmie. Teraz grał w siatkówkę głównie latem na plaży. Ale formę zachował – wciąż był wysportowany i przystojny. Za każdym razem, gdy na niego patrzyła, Kasia wspominała ich pierwsze spotkanie. Teraz trudno było uwierzyć, że mogli się nigdy nie poznać – ona wcale nie chciała iść na te zawody.
Miłość nie była już tak gorąca jak na początku, ale żyli w zgodzie. Zapraszali gości na święta, jeździli na grilla do przyjaciół, odpoczywali nad morzem. Dwa razy byli w Grecji. Raz we dwoje, raz z synem – wtedy Zosia była jeszcze „w planach”. Wśród znajomych uchodzili za idealną parę. Jedną z niewielu, która przetrwała do dziś.
Agnieszka zazdrościła przyjaciółce w dobrym tego słowa znaczeniu. Uważała, że Kasia i Jacek zawdzięczają swe szczęście właśnie jej. Gdyby nie namówiła Kasi na mecz, nigdy by się nie spotkali. Ale u Agnieszki z Tomkiem nie wyszło. Wyszła za mąż, rozwiodła się po dwóch latach i wciąż szukała swojej drugiej połówki.
Pewnego wieczoru Kasia odrabiała lekcje z synem, który był w piątej klasie. Córka rysowała obok, z językiem przyciśniętym do podniebienia od wysiłku.
„Mamo, chyba dzwoni telefon” – powiedział Maciek, odrywając wzrok od zeszytu.
Kasia wsłuchała się. Faktycznie, telefon wibrował. Zwykle wyłączała dźwięk w domu. Dzwonili często – ktoś z bólem zęba pytał, co wziąć, by dotrwać do rana, inni błagali o wizytę dla „ważnego” znajomego. Choć wyłączała dzwonek, zawsze odbierała. Była lekarzem, nie mogła odmówić pomocy.
Tym razem dzwoniła Agnieszka. Kasia odebrała, mówiąc, że jest zajęta z synem, i poprosiła, by zadzwoniła później.
„Później będzie za późno” – odparła Agnieszka. „Jacka nie ma w domu, prawda?”
„Jeszcze nie wrócił z pracy. Mówił, że się spóźni. O co chodzi?”
„Nie jest w pracy. Właśnie widziałam go w restauracji z jakąś ładną dziewczyną. Wyszłam, żeby do ciebie zadzwonić. Wsiedli do jego samochodu i odjechali. Pewnie do niej. Wybacz, ale to nie przypadek. Między nimi coś jest. Słyszysz?”
„Słyszę” – odpowiedziała Kasia.
Wiedziała, że Jacek podoba się kobietom. Ale nigdy nie dał powodu, by wątpić w jego wierność. Agnieszka mogła coś sobie uroić po drinku. Albo Kasia przeoczyła oznaki nadchodzącej katastrofy?
„Prawie nie piłam” – dodała Agnieszka, jakby czytała w myślach. Głos miała trzeźwy. „Nie myśl, że dzwonię z zazdrości. Zależy mi na tobie i Jacku. Nigdy nie próbowałam go odbić. Ale nie mogłam milczeć.”
Jej znajomy z restauracji pracował w policji. Zaproponowała, że może dowiedzieć się więcej o tej „lalce”.
„Chcesz, żeby jej włosy pospadały bez znieczulenia? Ale decyzja należy do ciebie. Tylko pamiętaj, że masz dwoje dzieci.”
Kasia zawierzyła Agnieszce. Ta nie kłamałaby bez powodu.
„Dowiedz się” – powiedziała cicho i odrzuciła telefon, jakby to on był winny.
„Mamo!” – zawołał Maciek.
„Już idę.”
Kasia wyszła do kuchni, stanęła przy oknie. Trzęsła się. Jacek… z inną… Przypomniał jej się stary film: „To nie może być prawda!”. Ale Agnieszka znała Jacka lata – nie mogła się pomylić.
Zimne palce splotła w kość. Serce bolało, twarz płonęła, a w środku rozlewał się wstrętny chłód. „Może jednak pomyłka? Spotkanie służbowe? Ale Agnieszka mówiła o związku. Faceci to przewidywalne istoty – mógł się zafascynować młodą, ładną kobietą. I co teraz? Awantura? Przez dzieci? Histeria tylko go odepchnie. A ta druga będzie cierpliwa, słodka… Co będzie dalej?”
„Mamo, nie umiem rozwiązać zadania” – Maciek zajrzał do kuchni.
„Dobrze, zaraz przyjdę.”
Wróciła, ledwie rozumiejąc treść zadania. Gdy Jacek wrócił, już się opanowała. Przywitała go uśmiechem.
„Podgrzać kolację?”
„Nie, piłem kawę w pracy. Zmęczony jestem. WykąpKasia położyła się obok niego tej nocy, wstrzymując oddech, ale gdy tylko usłyszała jego ciche chrapanie, otuliła się kołdrą i postanowiła – nie odda go bez walki, bo ich miłość warta była każdej łzy i każdego trudu.



