— Dlaczego siedzisz na mrozie? — zapytała Anna Kowalska, krzywiąc się z zimna.
Dziewczyna podniosła na nią oczy i smutno spojrzała. Wyglądała na jakieś czterdzieści pięć lat, może trochę mniej. Była pięknie ubrana i zadbana, ale w jej spojrzeniu krył się cień smutku.
— Przepraszam, odejdę, jeśli przeszkadzam! — odparła jedynie.
— Ależ nie przeganiam cię, po prostu ciekawa jestem, co robisz na tej ławce w taką pogodę? Zima w pełni! — dodała łagodniejszym tonem kobieta.
Tego dnia było wyjątkowo zimno, a wiatr hulał niestrudzenie. Niefortunna pora na siedzenie na ławkach bez konkretnego celu.
— Nie mam dokąd pójść! — odpowiedziała dziewczyna, wybuchając płaczem.
Jej imię to Katarzyna. Rzeczywiście, nie miała schronienia. Kilka dni temu ojciec wygnał ją z domu. Przyjechała do tego miasta, licząc na schronienie u ciotki ze strony matki.
Matka Katarzyny zmarła przed trzema laty. Po tym ojciec zaczął pić. Ich relacje z każdym dniem pogarszały się, aż w końcu stały się nie do zniesienia.
Jej ojciec, Jakub, coraz częściej sprowadzał do domu swoich dziwnych znajomych. Ich zachowanie bywało uciążliwe, a prośby o pomoc ojciec ignorował. Po kolejnej kłótni z jego towarzyszami po prostu ją wyrzucił.
— Znikaj! Nikt cię tu nie potrzebuje! — krzyknął w stronę drzwi.
Katarzyna liczyła, że ciocia Maria ją przyjmie, lecz w jej mieszkaniu nie było już miejsca. Mieszkała z trzema własnymi dziećmi oraz teściową i szwagierką z dzieckiem w trzypokojowym mieszkaniu.
Nie pozostawało jej nic innego, jak odesłać Katarzynę do ojca.
— Wracaj do domu, ojciec cię przyjmie. Poproś o wybaczenie, jeśli trzeba. Widziałaś, że nie mam miejsca. Przykro mi, kochana. Masz prawo zamieszkać w ojcowskim mieszkaniu, on musi to zaakceptować! — powiedziała ciocia, nawet nie zapraszając jej do herbaty.
Katarzyna odeszła. Czuła się dotknięta, ale powrót do ojca nie wchodził w grę. Nic dobrego tam ją nie czekało.
Chodziła długo po zaśnieżonych ulicach miasta, aż opadła z sił. Usiadła na ławce, kiedy podeszła do niej tamta nieznajoma.
— Jak to, nie masz dokąd pójść? Jesteś jeszcze taka młoda! Nie masz rodziców?
Katarzyna miała już osiemnaście lat. Uczyła się w technikum, teraz były ferie. Nie zdążyła przemyśleć wszystkiego dobrze, gdy w pośpiechu opuszczała dom. Dopiero podczas tej długiej wędrówki zdawała sobie sprawę, jak teraz będzie trudno.
— Nie ma już, — odparła cicho dziewczyna, zagłębiając twarz w kolanach.
Siedziała na ławce, podciągając nogi pod siebie, aby się rozgrzać. Ręce miała sine od zimna. Z nosa ciekły jej smarki. Na rzęsy osiadały śnieżynki.
Anna Kowalska poczuła litość dla dziewczynki. Miała syna niewiele starszego. Nie sposób zostawiać dzieci w potrzebie, choćby były obce.
— Chodź do mnie. Przynajmniej herbaty się napijesz, bo trzęsiesz się z zimna! — zaproponowała.
Katarzyna się zgodziła. Wspólnie weszły na drugie piętro, gdzie mieszkała Anna. Jej mieszkanie było przestronne, ale co ważniejsze, bardzo ciepłe. Dziewczyna wreszcie mogła się ogrzać.
— Zjesz barszcz? — zaproponowała gospodyni.
Katarzyna pokiwała głową z wdzięcznością. Ostatni raz jadła wczoraj wieczorem. Kiedy przed nią postawiono talerz gorącego barszczu, natarła na niego, jakby nie jadła przez rok.
Po posiłku opowiedziała swojej nowej znajomej, co się wydarzyło. Anna Kowalska pokręciła głową z niezadowoleniem.
— To smutna historia. Wiesz, możesz zostać u mnie. Miejsca mamy dość. Mój syn służy teraz w wojsku, wróci za dwa miesiące. Mamy trzy pokoje. Zostań, dopóki nie ustalisz, co dalej.
— A gdzie jest pani mąż? — zapytała gościni.
— Zmarł pięć lat temu. Wciąż za nim tęsknię. Czasem jest samotnie, rozumiesz? Razem weselej. Możesz się u nas zatrzymać. Będę zadowolona z towarzystwa. I Stefan też — powiedziała, zwracając się do rudego kota, który siedział przy stole i się mył.
Katarzyna poczuła się nieco skrępowana, ale przystała na to. Nie miała się gdzie podziać, była nikomu niepotrzebna. Tak zamieszkały we dwie.
Anna od razu polubiła dziewczynę. Była uprzejma i dobrze wychowana. Widać było, że matka dobrze ją wychowała, mimo trzech lat w domu z ojcem alkoholikiem.
Katarzyna była schludna, nie bała się zajęć domowych. Sprzątała starannie, zmywała naczynia, chętnie uczyła się gotować.
Musiała przerwać naukę w technikum, ale planowała za rok rozpocząć edukację w innej szkole.
Anna Kowalska pomogła jej znaleźć pracę na czas, kiedy nie uczyła się. W sklepie blisko domu pracowała jej dobra znajoma. Zaryzykowała, zatrudniając młodą dziewczynę bez doświadczenia, ale później nawet podziękowała jej na ulicy.
— Dobrze się u mnie spisuje! Pracowita, skromna, niegłupia.
Katarzyna była bardzo wdzięczna Annie za schronienie. Wiele razy mówiła jej to. Próbowała pomagać, jak tylko mogła, aby nie czuć się jak niepotrzebny lokator. Szybko się zaprzyjaźniły.
Nawet kot Stefan przywiązał się do młodej przyjaciółki gospodyni. Lubił spać z nią w jednym łóżku, ganiał za nią jak cień.
Po dwóch miesiącach z wojska wrócił syn Anny. Kiedy przyszedł do domu w mundurze, z bukietem dla matki, Katarzyna pierwszy raz go zobaczyła. Wcześniej znała go tylko z fotografii stojących na kredensie, głównie z czasów, gdy był małym chłopcem. Był bardzo przystojny.
Po przywitaniu się z matką, Michał w końcu zauważył gościa.
— Cześć, a ty kim jesteś? — zapytał zaskoczony, patrząc na szczupłą blondynkę w domowej sukience.
— Och, synku, to nasza gościni, Katarzyna. To długa historia. Zamieszka z nami. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie! Tylko pamiętaj, nie można jej krzywdzić. Jest bardzo dobrą dziewczyną!
— Nie miałem takiego zamiaru! Myślałem, że dorobiłaś mi siostrę podczas mojej nieobecności! Gdybym wiedział, wziąłbym jeszcze jeden bukiet! — powiedział, uśmiechając się do niej. — Miło cię poznać!
Katarzyna nie mogła nic odpowiedzieć. Stała i patrzyła na niego. Bardzo ją oczarował. Po chwili opanowała się i spuściła wzrok.
Po powrocie z wojska Michał wyraźnie zmężniał. Nawet matka była zaskoczona, jak przystojny i krzepki się stał, a Katarzyna widziała w nim swój ideał. Prawda, że wojsko robi z chłopców mężczyzn.
Po tygodniu odpoczynku Michał również zaczął szukać pracy. Jesienią planował rozpocząć studia, ale zanim to nastąpi, nie chciał być ciężarem dla matki.
I tak wszyscy razem żyli, spotykając się głównie rano i wieczorem, a resztę dnia spędzając w pracy.
Michał i Katarzyna szybko się zaprzyjaźnili. Prawie równolatkowie, mieli wiele wspólnych zainteresowań. Często wieczorami rozmawiali o niczym lub oglądali filmy. Nie zauważyli nawet, jak bardzo się do siebie przywiązali, ale bynajmniej nie jak brat i siostra.
Katarzyna nie potrafiła zrobić pierwszego kroku, bo bała się urazić Annę Kowalską. Michał również nie był pewny wzajemności uczuć. Matka jednak wszystko widziała. Dostrzegała, że między nimi rośnie coś więcej niż tylko przyjaźń, ale nie ingerowała.
Pewnego wieczoru Anna siedziała, rozmyślając o tej sytuacji. Zastanawiała się, czy Katarzyna przypadłaby jej do gustu jako synowa? Tak, miała cechy, które ceniłaby jako przyszła teściowa. Wtedy zdecydowała się delikatnie popchnąć młodych ku sobie.
Gdy nadeszło lato, kupiła dwa bilety nad morze. Planując wyjazd z synem, w ostatniej chwili oświadczyła, że ma ważne sprawy w pracy i nie może się wybrać. Pod tym pretekstem wysłała Michała z Katarzyną na wakacje.
— Nie trać czasu! Bo cię ubiegną! — powiedziała synowi z uśmiechem, kiedy wyruszali.
Michał wszystko zrozumiał. Matka się nie pomyliła. Wrócili do domu jako zakochana para. Miesiąc później ogłosili, że chcą się pobrać.
Choć wielu mogło sądzić, że to była zbyt pochopna decyzja, Anna nie sprzeciwiała się.
W końcu dobre synowe się nie trafiają na każdym rogu. Czasem można je znaleźć na ławce przy mroźnej klatce schodowej, ale to raczej rzadkie szczęście. Miała szczęście. I syn miał szczęście.
Sąsiedzi, co prawda, szeptali za plecami. Niektórzy znajomi mówili wprost, że związała syna z biedną sierotą. Zarzucali jej, że postąpiła nierozważnie, ale ona wiedziała swoje – postąpiła słusznie.
Mimo wielu lat, Anna nigdy nie żałowała, że podjęła pod swoją opiekę zmarzniętą dziewczynę z ulicy, ogrzała ją i zaprosiła do domu, bo Katarzyna stała się dobrą i wierną żoną jej jedynego syna, kochając go całą duszą. Podarowała jej trójkę pięknych wnuków i mnóstwo ciepłych wspomnień.



