Czekam na ciszę, dostaję hałas

Czekam na ciszę, a dostaję hałas.

Kasia, prosiłam tylko my, rodzinnie! Anna, stojąc przy kuchence, odwróciła się do córki, ściskając w dłoni drewnianą łyżkę. Głos jej drżał z irytacji, ale starała się mówić spokojnie.

Kasia, siedząc przy stole, przeglądała telefon, nie podnosząc wzroku. Jej ciemne włosy były związane w niedbały kok, a na twarzy malowało się lekkie rozdrażnienie.

Mamo, to tylko jedna impreza prychnęła, nie odrywając oczu od ekranu. Pięćdziesiąt lat to jubileusz! Nie można przecież napić się herbaty i rozejść. Już wszystkich zaprosiłam.

Kogo wszystkich? Anna zastygła, łyżka w jej dłoni zachwiała się. Kasiu, prosiłam: ty, Piotr, dzieci. No może ciocia Irena. Kogo jeszcze?

Kasia w końcu podniosła głowę, przewracając oczami.

No wszyscy, mamo! Ciocia Irena z wujkiem Markiem, ich syn z żoną, babcia Maria, moje koleżanki z mężami, paru sąsiadów. Ach, i jeszcze dawni koledzy ze szkoły, z twojej pracy. Sami się napraszali, jak się dowiedzieli.

Anna poczuła, jak krew napływa jej do skroni. Położyła łyżkę na stole i wytarła ręce w fartuch.

Kasia, ty poważnie? Pół roku prosiłam o jeden dzień spokoju! Jeden! A ty mi tu wesele organizujesz?

Mamo, nie dramatyzuj Kasia wstała, poprawiając dżinsy. Ludzie chcą cię pozdrowić. Co, wyrzucisz ich? Odpręż się, ja wszystko ogarnę. Ty tylko upiecz tort, dobrze? Ten twój, z kremem. A ja zajmę się sałatkami.

Anna otworzyła usta, by zaprotestować, ale Kasia już wychodziła z kuchni, rzucając na odchodne:

I nie marudź, mamo. To twój dzień!

Drzwi zatrzasnęły się i Anna została sama. Spojrzała na garnek z bulionem, na stertę brudnych naczyń w zlewie i poczuła, jak wszystko w niej się zaciska. Pięćdziesiąt lat. Marzyła o cichym wieczorze: kolacja z córką, zięciem i wnukami, ciepły koc, stare zdjęcia. A zamiast tego tłum, harmider, zamieszanie. I, jak zwykle, cała praca na niej.

Anna kochała swój dom. Małe dwupokojowe mieszkanie w starej blokowisku było jej twierdzą. Tu wychowała Kasię, tu przetrwała rozwód, tu nauczyła się być silna. Kuchnia była jej dumą: jasne firanki, drewniany stół, półka z porcelanowymi filiżankami, które zbierała latami. Co roku na urodziny piekła tort swój, z kremem i jagodami. To była tradycja, jej mały rytuał. Ale w tym roku wszystko poszło nie tak.

Kasia ogłosiła wielki jubileusz dwa tygodnie wcześniej. Anna próbowała ją odwieść od tego pomysłu, ale córka była nieugięta. Mamo, zasługujesz na świętowanie! Dość się chować! powtarzała. Anna, jak zawsze, ustąpiła. Nie umiała się sprzeczać z Kasią córką, która odziedziczyła jej upór, ale nie cierpliwość. I teraz, na dzień przed uroczystością, stała przy kuchence, gotując jedzenie dla tłumu, którego nawet nie zapraszała.

Wieczorem mieszkanie zamieniło się w magazyn. Kasia wniosła kartony z napojami, torby z zakąskami i ogromny bukwiat, który natychmiast zajął połowę kuchni. Anna, ugniatając ciasto na tort, starała się nie myśleć o tym, jak to wszystko pomieści w swoim małym domu.

Mamo, gdzie jesteś? krzyknęła Kasia, wpadając do kuchni z dwoma koleżankami. O, pachnie pysznie! To tort, tak?

Tak burknęła Anna, nie odwracając się. Tylko nie dotykajcie, jeszcze nie gotowy.

Koleżanki Kasi Ola i Monika zachichotały, siadając przy stole. Ola, z jaskrawą szminką, sięgnęła po miskę z kremem.

Aniu, mogę spróbować? Uwielbiam twój krem!

Lepiej nie Anna odwróciła się, próbując się uśmiechnąć. Jeszcze nie skończyłam.

Oj, daj spokój Ola nabrała łyżkę kremu i polizała. Boże, jakie pyszne! Kasia, twoja mama to geniusz!

Anna zaciAnna zamknęła oczy, wdychając zapach własnoręcznie upieczonego ciasta, i w tej ciszy, która wreszcie nastała, poczuła, że po raz pierwszy od lat naprawdę świętuje.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + dwadzieścia =

Czekam na ciszę, dostaję hałas