Czekając na powrót, bezradność w czterech ścianach

Barbara chodziła tam i z powrotem po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Już któryś dzień z rzędu Krzysztof wracał do domu późno. A wczoraj dopiero nad ranem się zjawił. Wymyślała mu, że mógłby zadzwonić, uprzedzić, żeby się nie martwić. Pokłócili się. I teraz znów czeka, mierzy krokami pokój, co chwilę spogląda na zegarek.

„Kocha go. Ale mógłby zadzwonić. Prędzej czy później się ożeni. Trzeba się przyzwyczaić. Jeszcze nie wiadomo, jaka mu się żona trafi, zmartwień przybędzie. Ojej, lepiej o tym nie myśleć. On wprawdzie dorosły, ale serce i tak boli.” Barbara nie potrafiła przestać się nakręcać.

Dawniej śmiała się z takich matek, które nadmiernie opiekują się dorosłymi synami, a teraz sama stała się nie lepsza od nich. Wszystkie dziewczyny, z którymi syn się spotykał, jeśli ją z nimi poznawał, uważała za niegodne jego. I jak każda matka myślała, że syn powinien ją przepytać w tak ważnej sprawie jak wybranie żony. Ona przecież lepiej wie, czego mu trzeba. Myśli cisnęły się do głowy bez końca. Żeby już tylko syn wrócił.

W drzwiach zaskoczył zamek, a Barbara drgnęła, choć nasłuchiwała. „Nareszcie!” Rzuciła się do przedpokoju, ale w połowie drogi się zatrzymała, weszła do kuchni i usiadła przy stole, składając ręce przed sobą.

– Mamo, czemu nie śpisz? – Krzysztof stanął w drzwiach.

– Wiesz przecież, że się martwię. Mogłeś zadzwonić – powiedziała z wyrzutem.

– Mamo, jestem dorosły i nie zamierzam się tłumaczyć z każdego kroku przed tobą.

– A gdzie byłeś? – Barbara spojrzała wyzywająco.

– U Kingi. – Głos Krzysztofa stał się wtedy łagodny i o ton niższy.

– Masz kolejną dziewczynę i pewnie nie ostatnią. A mama tylko jedna. – Barbara nie potrafiła ukryć zazdrości.

– Dlaczego kolejną? Ona jest wyjątkowa, tak jak ty, mamo. – Krzysztof podszedł, pochylił się i pocałował Barbarę w policzek. – I nie mów o niej źle. Pokłócimy się, a potem będziesz żałować. Poza tym, jak miałbym wybrać żonę, gdybym nie spotykał się z dziewczynami? Sama mówiłaś, że nie można żenić się z byle kim. Mówiłaś?

– Mówiłam – potwierdziła Barbara. – Wnioskuję, że już wybrałeś żonę?

Krzysztof przysiadł obok Barbary, zajrzał jej w twarz. Serce Barbary zalała czułość. Jakże podobny do swojego ojca! To samo spojrzenie, ten sam uśmiech.

– Wybrałem, mamo. – Krzysztof pokornie wtulił głowę w jej kolana.

– No to poznałbyś mnie z nią – powiedziała już łagodniej Barbara.

– Na pewno, tylko… – Krzysztof podniósł głowę.

– Co? Coś z nią nie tak? – Barbara chciała zapytać, czy nie zamierza przyprowadzić do domu jakiejś włóczęgi, jak w dzieciństwie zbierał z ulicy koty i psy.

Współczucie dla zwierząt to dobra cecha. Ale nie wszystkich da się przygarnąć i nakarmić. Wtedy udawała, że ma alergię, zaczynała kichać. Krzysztof wynosił znalezione szczeniaki i gdzieś je oddawał, nie zostawiał na ulicy. Teraz ta sztuczka by nie przeszła.

Słowa już miały jej się wyrwać, ale zobaczyła ostrzegawcze spojrzenie syna i zamilkła.

– Z nią wszystko w porządku, mamo. Jest piękna i dobrze gotuje. Mi przynajmniej smakuje. Ale nie jest sama.

– Zakochałeś się w mężatce?

Widocznie na jej twarzy odbił się strach, bo Krzysztof od razu powiedział:

– Nie, oczywiście. Ale ma syna. Ma pięć lat.

– Pięć? – wykrzyknęła Barbara. – To w jakim wieku go urodziła?

– Mamo, nie krzycz. Tak, jest ode mnie starsza.

– Rozumiem. – Barbara omal nie udusiła się z wściekłości.

Jej syn, jej słoneczko, które tak bardzo kochała, dla którego mogła góry przenosić i życie oddać, zakochał się w starszej od siebie kobiecie, do tego z dzieckiem!

– Co rozumiesz, mamo? Ja ją kocham. Człowiek ma prawo do błędów. Sama tak mówiłaś.

– Tak. Tyle że ten błąd będzie na całe życie, nie da się go naprawić. A wolne, młode dziewczyny już cię nie interesują? – warknęła Barbara.

– Właśnie dlatego nie mówiłem i nie przyprowadziłem jej do ciebie. – Krzysztof zerwał się na nogi. – Wiedziałem, że mnie nie zrozumiesz. Pamiętasz, opowiadałaś o tej dziewczynie z twojej pracy, którą uwiódł i porzucił jakiś facet? Jak bardzo ją żałowałaś. Mówiłaś, że ma wszystko przed sobą, że na pewno spotka dobrego człowieka, który zostanie ojcem jej córeczki. Dlaczego tym dobrym człowiekiem ma być ktoś inny, a nie twój syn?

– Synku, miłość przychodzi i odchodzi. Ja też twojego ojca szaleńczo kochałam, a on zostawił nas i odszedł do innej.

– Właśnie, mamo. Nie ma gwarancji, że z wolną i młodą będzie nam dane spędzić razem życie. Kingę kocham. I jej syna. To wspaniały chłopak. Zobaczyłabyś go. Nawet jeśli będziesz przeciw, nie porzucę jej. Rozumiesz? Zakończmy tę rozmowę.

– Krzysztof, wychowywałam cię i marzyłam, że będziesz szczęśliwy…

– Dość. To moje życie, mamo. Jeśli będziesz się w nie wtrącać, odejdę. – Krzysztof odwrócił się i wyszedł do swojego pokoju.

– Synku…

Nazajutrz wyszedł do pracy, nawet nie zjadł śniadania. Nie rozmawiali. Krzysztof wracał późno, od razu szedł do siebie. Barbara nie wiedziała, co robić, jak naprawić zepsutą relację z synem.

Wydawało się, że wczoraj jeszcze kołysała go na rękach, śpiewała kołysanki, leczyła rozbite kolana, a dziś ma swoje dorosłe życie. Niełatwo to zaakceptować.

– Krzysztof, porozmawiajmy – zaczęła kiedyś.

– Porozmawiamy, kiedy będziesz gotowa mnie wysłuchać i zrozumieć.

– Widocznie naprawdę ją kocha. Zobaczysz, odejdzie do niej i stracisz syna, Barbaro – upomniała ją Kowalska, najstarsza z kobiet w pracy.

Barbara nie mogła długo dusić w sobie bólu po kłótni z synem, podzieliła się nim w przerwie obiadowej.Barbara postanowiła w końcu otworzyć swoje serce, zrozumiała bowiem, że prawdziwa miłość nie dzieli, ale łączy – nawet gdy przychodzi w sposób, jakiego się nie spodziewała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + dwa =

Czekając na powrót, bezradność w czterech ścianach