„Zaczekaj na mnie, Krystyno Andrzejewno!”
Dzwonek rozległ się po szkole, a korytarze powoli pustoszały. Nauczyciele rozchodzili się do swoich klas, poganiając spóźnialskich. Za oknami szumiała młoda zieleń, a słońce kusiło, by wyjść na zewnątrz. Krystyna Andrzejewna zatrzymała się przed drzwiami do klasy. Tak jak uczniom, i jej marzyło się, by rzucić wszystko i pójść na spacer po wiosennym Krakowie. Westchnęła i weszła. Uczniowie siódmej „B” z hałasem wstali.
„Dzień dobry. Proszę usiąść” – powiedziała, kierując się do biurka.
„Kogo dziś brakuje?” – rzuciła, rzucając szybkie spojrzenie po klasie.
Wstała wyróżniająca się uczennica, Ola Kowalska, i po angielsku oznajmiła, że Nowak jest chory, a brakuje też Tomka Wiśniewskiego. Zawsze reagowała szybko, bo najlepiej w klasie radziła sobie z językiem. Po sali przemknął pomruk.
„Piotrek, co z Tomkiem?” – zapytała Krystyna po polsku.
Piotrek Nowak był jego sąsiadem. Wszyscy w szkole wiedzieli, że ojciec Tomka przed rokiem wyszedł z więzienia, nie pracował, pił i pastwił się nad żoną. Syn też dostawał lanie, gdy stawał w jej obronie. Tomek często przychodził na lekcje z siniakami. Przed WF-em zostawał w szatni jako ostatni, by koledzy nie widzieli śladów na jego ciele. Ale wszyscy wiedzieli, że ojciec ma ciężką rękę. Sąsiad Piotrek opowiadał.
Krystyna współczuła Tomkowi. Chłopak był bystry, dojrzały jak na swój wiek. W takich rodzinach dzieci szybko dorastają. Uczył się dobrze, szybko chwytał materiał. Tylko angielski sprawiał mu trudność, ale się starał.
Po studiach wróciła do swojej szkoły jako anglistka. Nie chciała zostawiać samej matki, więc nie wyjechała do Warszawy ani nie zatrudniła się w prywatnej placówce, jak wielu jej kolegów.
Starsze klasy uczyła bardziej doświadczona nauczycielka. Krystyna dostała młodsze roczniki. Na początku oczywiście próbowali ją rozbijać, ale potem się przyzwyczaili i polubili. Ubierała się skromnie, ale spod maski powagi często przebijał ciepły uśmiech. Dziewczyny naśladowały jej sposób bycia, a chłopcy ukrywali zauroczenie pod warstwą chamstwa. Od tego roku miała wychowawstwo w siódmej „B”.
„Pani Krystyno, wczoraj jego ojciec znowu się upił i bił matkę Tomka. Krzyki słychać było w całym bloku. W nocy zabrali ją karetką. Tomek zadzwonił, gdy ojciec zasnął. Później wezwali policję. Ojca zabrali, a Tomka też, póki nie znajdą krewnych.”
„Co?!” – wykrzyknęła Krystyna, znów spoglądając po klasie. Uczniowie czekali na jej reakcję. Co miała powiedzieć?
„Dobrze, po lekcjach pójdę na komisariat i się wszystkiego dowiem.”
W klasie odetchnęli z ulgą.
Przed oczami Krystyny stanęła twarz trzynastoletniego Tomka. Ile razy pytała, czy potrzebuje pomocy, ale tylko przestraszony kręcił głową. Na lekcjach często łapała jego przenikliwe spojrzenie, od którego się rumieniła i gubiła wątki.
Klasa zastygła w oczekiwaniu.
„No dobrze, zaczynamy…” – powiedziała, udając energię.
Na przerwie poszła do dyrektora.
„Panie Janie, Wiśniewski…”
„Wiem, Krystyno. Dzwonili już z policji. Póki szukają rodziny. Jeśli nie znajdą, trafi do domu dziecka. Ojcu grozi więzienie, a matka… Oby przeżyła. Sam pani wie, dom dziecka to też nie cukierki. Nie wiadomo, co lepsze – bestia ojciec czy zgorzkniali wychowankowie.”
„Chcę iść na komisariat, wesprzeć go.”
„Jako wychowawczyni ma pani prawo. Spróbujmy. Ale nie radzę się w to angażować. W mojej karierze widziałem różne rzeczy.” – Oparł się na krześle, kończąc rozmowę.
Spotkanie z Tomkiem się udało. Weszła do pomieszczenia z jaskrawozielonymi ścianami i tanią plastikową kanapą.
„Co z mamą?” – od razu spytał Tomek.
Krystyna się zmieszała. Nie pomyślała, by spytać o stan matki.
„Jest w szpitalu. Nie można jej odwiedzać. Nie martw się, będzie dobrze.” – Starała się brzmieć przekonująco.
„Zamkną go? Oby.” – W oczach Tomka błysnął gniew. Krystyna zauważyła, jak naciąga rękaw bluzy, zasłaniając ślady po uścisku ojca.
„Masz krewnych? Ciotki, wujków?” – spytała z troską.
„Nie wiem. Nawet jeśli, to nikogo nie obchodzę. Dziękuję, że pani przyszła, pani Krystyno.” – Jego wzrok ją przejął. – „Mogę do pani pisać?”
„Tak, oczywiście.” – Zawahała się. – „Nie wiem, czy będziesz miał dostęp do komputera… Spiszę mój adres i numer.” – Włożyła kartkę w jego dłoń.
„Dziękuję. Jesteś dobra. Lubię cię. Bardzo. Wiem, że jestem za młody. Ale dorosnę i wrócę. Zaczekaj na mnie.” – Patrzył na nią z nadzieją i rozpaczą.
Krystynie zrobiło się śmieszno od tego dziecinnego wyznania, ale i strasznie żal. Chciała go przytulić, pogłaskać po niesfornych włosach. Ale się powstrzymała. Mógłby źle zrozumieć ten matczyny gest.
Do pokoju zajrzała policjantka.
„Przepraszam, obiad…”
Krystyna zrozumiała, że czas wyjść.
„Trzymaj się. Dzwonił albo pisz. Postaram się pomóc.” – Stała już w drzwiach.
„Pani Krystyno!” – Głos Tomka się załamał. – „Zaczekaj na mnie.”
Skinęła głową i wyszła.
Łzy napływały do oczu młodej nauczycielki. „Jak przestępca. Co z nim będzie? Jak mu pomóc?”
Dwa dni później dyrektor zatrzymał ją na korytarzu.
„Krystyno, proszę do mnie.”
Po tym, jak zwrócił się po imieniu, wiedziała, że coś jest nie tak.
„Matka Tomka nie żyje. Już pochowana. Psycholog nie pozwolił mu się pożegnać. Trumna była zamknięta. Ale jest dobra wiadomość – przyjechała babcia, matka ojca. Zgodziła się zabrać Tomka do siebie, do Łodzi. Dokumenty już przekazaliśmy. Więc ułożyło się lepiej, niż myśleliśmy.” – Zamilkł. – „Wiem, że jest pani młoda, ładna, dzieciPo latach, gdy spotkali się ponownie na krakowskim Ratuszu, wśród gwaru jarmarku bożonawierzeniowego, Krystyna zrozumiała, że czasem życie pisze najpiękniejsze historie tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa, a Tomek, teraz już dojrzały mężczyzna, trzymając jej rękę, przypomniał jej tamten dzień w szkole, gdy obiecał, że wróci.



