**Czekaj na mnie, Agnieszko!**
Dzwonek rozbrzmiał, a szkolne korytarze powoli opustoszały. Nauczyciele rozchodzili się do klas, poganiając spóźnialskich uczniów. Za oknami szumiała młoda zieleń, a słońce kusiło, by wyjść na dwór. Agnieszka zatrzymała się przed drzwiami do klasy. Tak jak uczniom, i jej chciało się wszystko rzucić i wyjść na wiosenną przechadzkę po mieście. Westchnęła i weszła do środka. Uczniowie siódmej „B” z hałasem wstali.
— Dzień dobry. Usiądźcie proszę — powiedziała, kierując się w stronę biurka.
— Kogo dziś nie ma? — zapytała, szybko spoglądając po klasie.
Zerwała się blondwłosa Weronika Kowalska, zawsze pierwsza z odpowiedzią. — Majewskiej nie ma, choruje, i brakuje Tomka Nowaka — wyrecytowała po angielsku. W klasie rozległy się szepty.
— Kamil, co z Tomkiem? — spytała Agnieszka po polsku.
Kamil Wiśniewski mieszkał obok Tomka. Wszyscy w szkole wiedzieli, że ojciec chłopca rok temu wyszedł z więzienia, nie pracował, pił i bił żonę. Synowi też się dostawało, gdy stawał w jej obronie. Tomek często przychodził na lekcje z siniakami. Przed WF-em chował się w szatni, by koledzy nie widzieli śladów na jego ciele. Ale wszyscy wiedzieli, kto je zostawiał. Kamil czasem opowiadał.
Agnieszka współczuła Tomkowi. Był bystry, dojrzały jak na swój wiek. W trudnych rodzinach dzieci dorastają szybciej. Uczył się dobrze, wszystko łapał w lot. Tylko angielski sprawiał mu problemy, ale się starał.
Po studiach Agnieszka wróciła do swojej szkoły jako nauczycielka angielskiego. Nie chciała zostawić mamy samej, więc nie wyjechała do Warszawy, nie zatrudniła się w prywatnej szkole, jak wielu jej kolegów ze studiów.
Starsze klasy uczyła bardziej doświadczona nauczycielka. Agnieszce przypadły klasy średnie. Na początku oczywiście próbowali ją „sprawdzać”, ale z czasem polubili młodą nauczycielkę. Ubierała się skromnie, ale spod maski powagi często wyzierał ciepły uśmiech i błysk w oczach.
Dziewczyny podłapywały jej maniery, a chłopcy ukrywali zauroczenie za sztuczną szorstkością. W tym roku Agnieszka została wychowawczynią siódmej „B”.
— Pani Agnieszko, jego ojciec wczoraj znowu się upił i bił matkę Tomka. Krzyki słychać było w całym bloku. W nocy zabrali ją karetką. Tomek zadzwonił, gdy ojciec zasnął. Policja przyjechała, zabrali ojca, a Tomka też, dopóki nie znajdą krewnych.
— Co?! — Agnieszka spojrzała na klasę. Uczniowie czekali na jej reakcję. Co miała powiedzieć?
— Dobrze, po lekcjach pójdę na policję i się dowiem.
W klasie rozległy się ciche westchnienia ulgi.
Przed oczami Agnieszki stanęła twarz trzynastoletniego Tomka. Ile razy pytała, czy potrzebuje pomocy, a on tylko przestraszony kręcił głową. Na lekcjach często łapała jego przenikliwe spojrzenie, od którego się rumieniła i gubiła wątAgnieszka spojrzała na Kamila, wzięła głęboki oddech i powiedziała: „Dobrze, zaczynajmy lekcję”, choć myślami była już przy Tomku, który tak bardzo potrzebował, by ktoś w końcu go uratował.



