Czas naprawić błąd
Weronika nie miała ochoty opowiadać mamie, co wydarzyło się nad jeziorem. Wróciwszy do domu, próbowała przemknąć niepostrzeżenie do swojego pokoju, ale mama usłyszała szelest w przedpokoju i wyszła z kuchni.
— Co się stało? Wyglądasz, jakbyś załatwiła się w portki — mama przycisnęła ręce do piersi, wpatrując się w córkę z niepokojem.
— Wszystko w porządku. Po prostu za długo się kąpałam — Weronika minęła matkę i zamknęła się w swoim pokoju.
Nazajutrz przyszedł Teodor, żeby spytać, jak się czuje.
— A dlaczego miałaby się źle czuć? — zdziwiła się mama.
— No jak to? Wczoraj o mało nie utonęła w jeziorze — odparł niczego nieświadomy Teodor.
— Nie wygłupiaj się, tylko nałykałam się wody — Weronika rzuciła mu wymowne spojrzenie.
— Ja… przyszedłem zaprosić cię do kina — Teodor szybko zrozumiał swój błąd i postanowił go naprawić.
— Weronika, oczywiście, idź. Po co siedzieć w domu? Pogoda piękna — powiedziała mama, uśmiechając się do Tezika nieco służalczo.
Bo Teodor był synem wpływowego i dość majętnego człowieka, a jego zainteresowanie córką napawało mamę nadzieją na dostatnią przyszłość.
Od tamtej pory Teodor często wpadał do Weroniki, proponując różne atrakcje: kąpiele, przejażdżki motorem, kawiarnię… Nie żeby była w nim zakochana, ale pochlebiało jej, że spośród wszystkich dziewczyn wybrał właśnie ją. Każda uznałaby za szczęście wyjść z nim choćby na lody.
Wieczorem mama zbeształa Weronikę, że taki chłopak się nią interesuje, a ona nosem kręci, jakby nie była zadowolona.
— Z dobrego domu. Niedoli nie zaznasz. A jak na ciebie patrzy? Solidny, nie zostawił cię w potrzebie. Mogę mu zaufać w najcenniejszej kwestii — z moją jedyną córką. A jeśli cię poprosi o rękę, nie bądź niewdzięczną gęsią — zakończyła mama swoją przemowę.
— Ale ja go nie kocham, mamo — spróbowała zaprotestować Weronika.
— Ani sekundy nie uwierzę, że taki przystojniak ci się nie podoba. Ja wyszłam za mąż z wielkiej, namiętnej miłości, i gdzie ona jest teraz?
Gdy Teodor oświadczył się Weronice, ta się zgodziła. Argumenty matki zrobiły swoje. W przedślubnej gorączce czasem wydawało jej się, że gra w jakiejś sztuce, że to wszystko nieprawdziwe i zaraz się skończy. A mama była w siódmym niebie.
Weronika szybko zrozumiała, że ani teściowa, ani starsza siostra Teodora jej nie lubią. Dziwiła się, jak w ogóle pozwolili mu się z nią ożenić. Pewnie był oczkiem w głowie matki, ukochanym pierworodnym synkiem, więc nie stawiała oporu, by go nie stracić.
Mieszkali nie w rodzinnym pałacyku, lecz w mieszkaniu po dziadku Teodora, co niezmiernie cieszyło Weronikę. Teściową się trochę bała.
I toczyłoby się jakoś, tylko lata mijały, a Weronika nie zachodziła w ciążę. Teściowa obwiniała ją o wszystko, kierowała do najlepszych lekarzy, którzy wystawili nieprawomyślne diagnozy. Weronika przeżywała to strasznie, czuła się winna.
Teodor otwarcie nie wyrzucał jej tego, ale widziała, że też cierpi. Zaczął się oddalać, spędzając coraz więcej czasu w firmie ojca, którą odziedziczył wraz z siostrą. Rodzic zmarł trzy lata wcześniej na zawał. Do matki też chodził bez Weroniki, co jej pasowało. Mogła się tylko domyślać, co o niej mówiono.
Gdy jej cierpliwość pękła i była gotowa poważnie porozmawiać o rozwodzie, zmarła jego matka. Okazało się, że od dawna poważnie chorowała, ale nikt nie uznał za stosowne poinformować Weroniki.
Teodor całymi dniami zajmował się przygotowaniami do pogrzebu, wracając do domu tylko spać.
***
Weronika obudziła się, lecz przez chwilę leżała w łóżku, wsłuchując się w dźwięk lejącej się z łazienki wody. Niepostrzeżenie znowu zasnęła.
— Czemu jeszcze nie wstałaś? — Teodor wszedł do sypialni, roznosząc wokół zapach żelu pod prysznic i wody po goleniu.
— Może nie pójdę? Twoja matka nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że nie jestem cię godna. Myślę, że miała rację — powiedziała Weronika, otwierając oczy i patrząc na męża.
— W czym? — Teodor zrzucił szlafrok na łóżko, otworzył szafę i zaczął wybierać ubranie.
Weronika przywykła już do jego atletycznego ciała, a jego czary dawno na nią nie działały.
— Że nie jestem z twojego świata. Teodor, rozumiem wszystko, ale mojej nieobecności nikt nawet nie zarejestruje — usiadła na łóżku.
— Na pogrzeb zjedzie cała rodzina. A ty, nawiasem mówiąc, jesteś jej częścią. Nie chcę słuchać. Wstawaj i ubieraj się, bo się spóźnimy — Teodor zaczął się ubierać, nie patrząc na nią.
— Nigdy nie stanę się częścią twojej rodziny. I sam to wiesz. Czy na cmentarz można się spóźnić? — westchnęła Weronika, ale wstała.
Gdy wyszła z łazienki, w nos uderzył ją zapach świeżo zaparzonej kawy.
— Pij i szybko się ogarnij — Teodor przysunął do niej parującą filiżankę i demonstracyjnie patrzył naWeronika wzięła głęboki oddech, spojrzała na czekającego Dima i zrozumiała, że czas naprawdę odważyć się na zmianę.



