Czas nakrywać do stołu!

Karolinka, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego popisowego mięsnego placka. Jest przepyszny… radośnie trajkotała przez telefon teściowa, Zofia Nowak.

Jednak Karolinie nie było do śmiechu. Odłożyła telefon i ciężko opadła na krzesło. Za kilka dni wypadała Wielkanoc, a cała rodzina męża, Marcina, miała spotkać się u nich w mieszkaniu.

Macie takie przestronne mieszkanie, wszyscy się zmieścimy. Dawniej cisnęliśmy się w naszych małych pokojach. A tutaj można się spotkać w szerszym gronie! To będzie miejsce dla naszej dużej rodziny orzekła dwa lata temu teściowa.

Teraz Karolina zaczynała nie cierpieć tego swojego wielkiego, trzy-pokojowego mieszkania w Warszawie, na które jeszcze długo musieli będą spłacać kredyt hipoteczny. Wyłącznie przez to mieszkanie cała rodzina zjeżdżała się do niej, robiąc bałagan i przeszkadzając jej odpocząć.

Do kuchni wszedł Marcin i pocałował ją w czubek głowy.

Wszystko obgadane z mamą? zapytał.

Tak, znowu świętujemy u nas. Marcinie poskarżyła się może byś porozmawiał z mamą?

Marcin zmarszczył brwi.

Karolina, już o tym gadaliśmy. Bardzo Cię lubi i uwielbia Twoje gotowanie! Jak mam jej powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? Poza tym mama już jest na emeryturze. Nie zmusisz jej do gotowania dla wszystkich, ona już nie ma takiej energii. Wychowała czwórkę dzieci, należy jej się odpoczynek.

Karolina za każdym razem dawała się przekonać. Ale w środku myślała: A kto zadba o mnie? Dlaczego ja mam na święta obsługiwać tłum i spędzać pół dnia w kuchni?

Ale skarżenie się nie miało sensu. Nie chciała kłócić się z mężem, psuć rodzinnej atmosfery. Następnego dnia poszła więc po zakupy spożywcze. W przeddzień Wielkanocy zabrała się intensywnie za gotowanie. Do późnej nocy Karolina krzątała się przy kuchence, żeby wszystko przygotować. Miała przyjść cała rodzina Marcina ponad dziesięć osób!

Dlaczego ja tu sama wszystko ogarniam? Czy nikt nie mógłby przyjść mi pomóc? No dobra, nie twoja mama, ale może któraś z żon braci? One też na zasłużonym odpoczynku? spytała męża, zagniatając ciasto na placek.

Marcin zdziwiony spojrzał na żonę.

Przecież wiesz, że bracia nie potrafią gotować, tak samo jak ja. A bratowe Mają dzieci albo pracują, nie mogę tak po prostu zerwać ich z miejsca. Karolina, to by było nie w porządku.

A ja mogę? Ja też pracuję, nawet jeśli z domu. To nie znaczy, że nie jestem zmęczona.

Nie denerwuj się przytulił ją. Będzie super. Spotkamy się wszyscy razem, poświętujemy, każdy będzie chwalił Twoje dania. Od razu poczujesz się lepiej.

Karolina znów odpuściła. Gdy już padła w nocy do łóżka, ze zmęczenia nie mogła zasnąć. Wydawało się, że po takim dniu powinna zasnąć od razu. Sen jednak nie przychodził, a myśli kotłowały się w głowie.

Na co mi te pochwały? Sama bym chciała raz przyjść na gotowe, nie marnować na to czasu, pieniędzy i sił

Nad ranem, gdy wreszcie głęboko zasnęła, obudził ją dźwięk telefonu. To teściowa zdecydowała się jako pierwsza złożyć życzenia rodzinie najstarszego syna. Następnie Zofia Nowak oznajmiła:

Za godzinę wszyscy będziemy u Was. Już wczoraj zadzwoniłam do dzieci, dlatego zacznij nakrywać do stołu głos teściowej był wesoły i energiczny.

Karolina nie miała siły wstać z łóżka. Myślami widziała już siebie w kuchni, biegającą po sto razy, układającą talerze i sprzątającą po wszystkich.

Nie chcę wymamrotała w poduszkę.

Karolina, jeszcze jesteś w łóżku? Mama zaraz będzie! I goście w drzwiach stanął Marcin z lekkim wyrzutem w głosie.

Już idę wysapała niechętnie Karolina i usiadła. Dasz radę, ogarniesz, jesteś twarda powtarzała sobie i powlokła się do łazienki.

Pocieszała samą siebie, jak mogła. Zdążyła w ostatniej chwili wszystko przygotować.

Przy stole panował gwar. Rodzina opowiadała historie, dzielili się planami, śmiali się. Obok Karoliny siedziała Zofia i nie przestawała ją wychwalać:

Jak nasza Karolinka pysznie gotuje! Wszystko takie dobre, córeczko. Ja bym nigdy takiego stołu nie przygotowała szeroko się uśmiechała, ściskała dłoń synowej i patrzyła z uznaniem w oczy.

Karolina niechętnie przyjmowała te słowa. Często wychodziła na balkon, żeby schować się od zgiełku i pytań o dzieci. Z Marcinem ustalili, że poczekają z potomstwem, ale krewnych to specjalnie nie wzruszało.

Karolinko! zawołała teściowa. Czas na deser! Gdzie się podziałaś?

Drzwi balkonowe się otworzyły i weszła Zofia.

Palisz? spytała zaskoczona.

Co? Oczywiście, że nie! obruszyła się Karolina. Tylko wyszłam na powietrze, duszno w mieszkaniu.

Tak, tak. Dzieci w środku, okien nie otworzysz. Już myślałam, że zaczęłaś Ale nie waż się, musisz mi jeszcze wnuki urodzić! zażartowała.

Karolina wymęczyła uśmiech. Ale teściowa tego nie zauważyła.

Chodź, trzeba posprzątać i podać deser.

Już idę

W salonie Zofia od razu usiadła na swoim miejscu. A Karolina została sama. Pozbierała brudne talerze, zaniosła do kuchni, potem rozłożyła na stole desery, rozdała sztućce. Wszystko sama.

Twój tort jest najlepszy na świecie znowu chwaliła teściowa.

Karolina szybko ulotniła się do kuchni. Zaczęła zmywać naczynia, zajmowała się czymkolwiek, byle nie siedzieć przy stole. Żałowała, że wciąż nie mają zmywarki planowana była na później.

Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.

Marcin, odwieźmiesz mnie do domu? spytała Zofia.

Jasne, mamo. Tylko wezmę klucze.

Kiedy Karolina została sama w domu, usiadła w salonie i bezsilnie opadła na kanapę. Rozgardiasz jak po bitwie goście i dzieci zrobili swoje. Po wczorajszych porządkach ani śladu.

Muszę wstać i dokończyć, powiedziała sobie. Jak zostawię, jutro będę mieć do siebie żal.

Westchnęła cicho, ale podniosła się z łóżka. Zgarnęła brudne naczynia, obrus i ręczniki wrzuciła do pralki. Stół wrócił na swoje miejsce. Najpierw pozmywała wszystkie talerze i szklanki. Jedzenie popakowała do pojemników. Potem odkurzyła i umyła podłogi.

Zasłużyłam na coś dobrego

Nalała sobie gorącej wody do wanny, wrzuciła ulubioną sól do kąpieli, włączyła muzykę. Woda przyjemnie rozluźniła zmęczone mięśnie. Po raz pierwszy od kilku godzin wzięła telefon do ręki. Czekała na nią wiadomość od męża:

Mama zaproponowała, żebym został. Wrócę jutro.

Tak myślałam. Jak zawsze

Marcin doskonale wiedział, że to ona będzie dziś wszystko ogarniać. I został u swojej matki, zamiast jej pomóc.

Skoro oni tak do mnie, ja też tak do nich. Dość tego! postanowiła.

Minął miesiąc, nawet się nie obejrzała. Nadchodziły kolejne święta. Telefon od teściowej nie kazał na siebie długo czekać:

Karolinko, szykuj stół! W piątek przyjedziemy na urodziny młodszego Marcina brata.

Oczywiście, stół jest. Tyle że gotować będzie musiał ktoś inny. Mam zawalony tydzień, muszę być w biurze. Nie wiem, o której wrócę Karolina westchnęła teatralnie smutnym głosem. Nie wiem nawet, czy będę na uroczystości

Co? Jak to?

Praca, nic na to nie poradzę.

No trudno, coś wymyślimy. Szkoda westchnęła teściowa.

Do zobaczenia Karolina się rozłączyła i uśmiechnęła.

Ten wieczór spędziła z przyjaciółką. A nazajutrz zmusiła Marcina, żeby to on sprzątał w końcu to urodziny jego brata.

Kiedy nadchodził jubileusz teściowej, Karolina wzięła urlop i pojechała do swoich rodziców do Łodzi. Prezent wręczyła wcześniej, za jednym zamachem przekazując nowinę:

Ach, a gdzie będziemy świętować?

Marcin was wpuści, ale mnie nie będzie w domu.

A gotowanie?

Możecie coś zamówić. Ewentualnie inne synowe ugotują. Na pewno sobie poradzicie!

Na następne uroczystości była już w domu, ale stół ograniczał się do wędlin i kupnego ciasta. Powtarzała za każdym razem:

Nie miałam czasu na gotowanie, mam urwanie głowy w pracy. Jak chcecie, możecie coś zamówić.

Ale nikt nie chciał otwierać portfela i wydawać pieniędzy. Przed Sylwestrem wszyscy zrozumieli, że bezinteresowne biesiady u Karoliny się skończyły. Od razu zgasł rodzinny zapał do wspólnych spotkań.

Tego Sylwestra spędzili z Marcinem we dwoje, co bardzo Karolinie odpowiadało. Jej plan zadziałał. Wznosząc kieliszek szampana, pomyślała z dumą, że naprawdę na to zasłużyła!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 4 =

Czas nakrywać do stołu!