Czas na zmianę!

**Czarna seria**

Jak wszystkie dziewczyny w jej wieku, Kinga marzyła. Chciała po liceum dostać się na medycynę, zostać lekarzem. Śniła o wielkiej, pięknej miłości na całe życie. A któż nie marzy w siedemnastą wiosnę? Ale nie wszystkim dane jest spełnić marzenia. Od czego to zależy? Gdyby tylko wiedziała.

Mama wychowywała ją sama. Tak jak Kinga, ona też w młodości wierzyła w księcia z bajki. Zakochała się w przystojnym chłopaku i myślała – oto jest szczęście. Lecz on okazał się hazardzistą. Rzadko wygrywał, a małe wygrane tylko podsycały apetyt. Przegrywał za to grubo. Wszystko topniało przy kartach, brał pożyczki, tonął w długach.

Aby spłacić dług, związał się z półświatkiem. Na pierwszej akcji wpadł i trafił za kratki, gdzie albo sam umarł, albo mu „pomogli”. Pewnego dnia do Ewy przyszli dwaj ogoleni na zero typy, oznajmili, że teraz dług męża spada na nią, grozili. Co miała robić? Oddała mieszkanie z całym dobytkiem i uciekła z dwuletnią Kingą, gdzie oczy poniosą. Może bandyci zrozumieli, że więcej z niej nie wycisną, a może mieszkanie pokryło większość długu – dość, że zostawili ją w spokoju.

Ewa z córką osiadły w małym miasteczku pod Krakowem. Liczyła, że żyzne ziemie i praca na roli ich wyżywią. Wynajęła pokój u starszego Ukraińca w domku na przedmieściu. Nie brał od nich pieniędzy. Prosił tylko o pomoc w domu i ogrodzie w zamian za dach nad głową. Żona mu umarła dwa lata wcześniej, dzieci dawno wyprowadziły się do swoich rodzin.

Ewa się zgodziła. Sprzątała, gotowała, zbierała plony, kopała grządki… W domu z ogrodem pracy nie brakowało. Ukrainiec sprzedawał warzywa na targu, z tego żyli. W lepsze dni dawał Ewie trochę grosza na ubrania dla niej i Kingi. Czasem sam kupował im podarunki. Ewa wiedziała, do czego to zmierza. Gdy zaproponował małżeństwo, nie była zaskoczona. Był niski, łysy, z brzuchem i dwadzieścia lat od niej starszy. Nie podobał się jej, ale co miała robić? Nie miała nic, nie było dokąd uciekać.

Obiecał, że po jego śmierci domek z ogrodem przejdzie na nią i Kingę. Ewa przystała. Życie z nim nie było radością, te kilka lat ciągnęły się jak wieczność, lecz wyboru nie miała.

Gdy Ukrainiec umarł, Ewa odetchnęła. Wreszcie czuła się wolna i gospodynią we własnym domu. Czego więcej pragnąć?

Kinga wyrosła na prawdziwą piękność. Śniada cera, szare oczy, pełne usta, prosty nosek, ciemne gęste loki. Figura jak marzenie. Chłopcy i mężczyźni za nią oglądali się, aż karki trzaskały. Jak tu nie drżeć o córkę?

Ewa trzymała Kingę krótko. Bała się, że powtórzy jej los, więc powtarzała: „Nie szukaj w mężczyźnie urody, ale solidności i stanu”.

„Z taką urodą masz wszystkie atuty w ręku” – mawiała. (Przeszłość z mężem hazardzistą zostawiła ślad).

Codziennie przypominała, by nie ważyła się wdawać z wczasowiczami. Użyją i pojadą, a ona zostanie sama, nie daj Boże z dzieckiem. Ale któż w siedemnaście lat o tym myśli?

Przyjechał z Warszawy student w odwiedziny do rodziny. Zobaczył Kingę i rozum stracił. Przyszedł do Ewy się swatać. Chwalił się dużym domem w stolicy, że ojciec ma firmę i kiedyś przejmie interes.

Ewa nie była głupia, nie dała się złapać na przechwałki.

„Chcesz się żenić? Dobrze. Kinga musi skończyć szkołę. Przyjedź za rok, wtedy pogadamy. A do tego czasu – ani palcem!” – odcięła stanowczo.

A w duchu cieszyła się, że córce trafiła się taka okazja. Jeśli mówił prawdę i nie wyparKinga spojrzała w dal, gdzie czerwone słońce zachodziło za horyzont, i zrozumiała, że jej życie dopiero się zaczyna, pełne nowych nadziei i drugich szans.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × pięć =

Czas na zmianę!