Czarujący Charlie: Tajemnice i przygody w sercu Polski

Cześć, nazywam się Charlie. Jestem labradoremkłapkiem, który podbije serca każdego, kto go spotka. Czasem jednak wszystkie te kochają mnie potrafią denerwować wtedy przychodzi czas na małe gryzienie. Dbajcie o swoje tyłki! Mam też właścicielkę, którą kocham bez względu na to, co wymyśla i jak się zachowuje. To już nie podlega dyskusji. Kocham ją i tyle!

Kupiła mnie, gdy byłem szczeniakiem. Miałem miesiąc, a ona 408 miesięcy. Nie potrzebujcie kalkulatora, to 34 lata. Już kolejnego wieczoru siedziała na podłodze naszej dwupokojowej kamienicy, popijała czwarty kieliszek czerwonego trunku, gładziła mnie i łkała:

No i jedź sobie w chuć. Mam teraz psa, który nigdy mnie nie zdradzi. Powiedz, Charlie, co ze mną nie tak? przyznała, że jej gotowanie zostawia wiele do życzenia, i poszła na kurs francuskiego. Od tego przestała gadolić do mnie o jedzeniu. Potem zaczęła narzekać na mój strój: Chodzisz w jakimś nieforemnym płaszczu, jak worek po ziemniakach, żenujesz mnie przy sąsiadach. Wymieniła całą garderobę, a mama i babcia podarowały mi masę ubrań. W końcu przestała na mnie patrzeć.

Następnie podsunęła temat seksu, mówiąc, że życie jest nudne, a w kinie ludzie podchodzą do tego z pasją i profesjonalizmem. Jakie kino? zapytałem. Przez dwa miesiące oglądałem tutoriale na YouTube o technikach ustnych, przy bananach ledwo nie zbankrutowałem. Babcia znów pomogła i przyniosła dwa wiadra kukurydzy. Wszystko dla niego. A on odszedł, cholera. Charlie, jesteś jedyny. Nie zostawiaj mnie nigdy, dobra?

Spojrzałem jej w zamglone oczy i polizałem policzek. Co innego miałem zrobić? Mogłem pożreć wszystko, łącznie z kapeluszem i butami, a z małym szczeniakiem nie ma co liczyć. Objęła mnie, zasnęliśmy. To wina czerwonego trunku.

W miarę jak rosły moje plamy na podłodze, rosła i ja. Włożyła w to całą energię. Zobaczyłem w telewizji program o pięciogwiazdkowych hotelach all inclusive i w tym okresie żyłem jak w ultraallinclusive. Jedliśmy do syta, w soboty podawano awokado, a ja nie miałem obowiązków rano odprowadzałem ją do pracy i czekałem, aż wróci. Czekałem (szczerze mówiąc, spałem na łokciach). Kiedy wracała, całowała mnie i karmiła mięsnym puree. Byliśmy szczęśliwi. Kocham ją całym sercem.

Pewnego wieczoru do mieszkania wpadł jakiś koleś, kolega z pracy. Wypili razem w kuchni czerwony trunk i zacięli się w sypialni. Słyszałem ich odgłosy, ona była wniebowzięta. Rano po raz pierwszy w całym naszym wspólnym życiu zapomniała mnie nakarmić. Odpowiedział na to jej buty po prostu zniknęły. Chciałem go ukarać, ale patrzyła na niego z taką miłością, że się poddałem.

Okazało się, że koleś był normalnym facetem, przynosił mi mięso, a buty chował w lodówce. Odwiedzał nas tylko w porze obiadu i czasem zostawał na noc. Wieczorami właścicielka nie odrywała się od telefonu, pisała do niego, a nastrój w mieszkaniu stawał się coraz smutniejszy. W weekendy siedziała przy ekranie, a on nie dzwonił, a kot się rozrabiał. Podczas jednego wieczornego spotkania przy czerwonym trunku gładząc mnie, mówiła:

Och, Charlie, po co wszystko to? On ma żonę, ale to normalny, rozumiejący facet, a ja wciąż czuję się lepsza od jego żony. Patrz na moje piersi to dar losu. Zbliża się Nowy Rok, znów będziemy sami.

Wypłakała się cicho. Masakra, ten koleś, pomyślała. Objęła mnie, a ja ryczałem z nienawiści.

Następnego dnia koleś przybył na obiad w garniturze, ale po chwili zniknął z garderoby. Gdy tylko odszedł do swojej sypialni, zabrałem się do roboty. Za każdą jej łzę miałem plan zemsty. Zostały tylko rogi i nóżki z jego kostiumu. Na podłodze znalazłem dwa telefony jego i jej. Zgniotłem oba. Nie warto patrzeć w te szkiełka i płakać nocą.

Koleś wyszedł ze sypialni w szlafroku, zobaczył, że nie ma już nic do założenia i telefonu, i zaczął mnie szarpać smyczą. Ona krzyknęła, próbując mnie bronić. On ją odsunął, złapał mnie w jedną rękę, włożył do bagażnika samochodu i zamilkł. Myślałem, że mnie przewiezie na śmietnik, ale zamiast tego wciągnął mnie do jakiejś kliniki. Wsadzili mnie do klatki, wstrzykli coś i moje siły zgasły. Kiedy otworzyły się oczy, obca ciocia głaskała mnie przez pręty i rozmawiała w telefonie:

Co za ludzie, przyjadą, pobawią się psem i już nie będą go potrzebować. Zaślijmy mu tysiąc złotych uśpimy go, kochanie. Zadzwonię później.

Ciocia usiadła bliżej, jedną ręką gładziła, a drugą trzymała strzykawkę. Zrozumiałem wszystko. Tylko biedna właścicielka co z nią będzie? Trzykrotnie szczeknę, szczek, szczek! Do zobaczenia, świecie.

Nagle drzwi otworzyły się i wpadła właścicielka, cała przerażona.

Stań! Nie! Nie! Znalazłam cię! krzyknęła. Ciocia jęknęła, że i tak nie zwróci tysiąca, ale nie mieliśmy czasu na dyskusje. Właścicielka rzuciła się na mnie, a ja na nią.

Charlie, przejechałam wszystkie kliniki! Przepraszam, wybacz mi! Słyszysz?

Mówią, że psy nie płaczą. A ja płakałem raz. Nie mówcie nikomu. Wróciliśmy do domu i zasnęliśmy.

***

Właścicielkę zwolnili to ten koleś miał w tym swój udział. Z mojego jadłospisu zniknęło mięso, przesiadłem się na kaszę. Stałem się pasywnym wegetarianinem. Ale ona się nie poddała. Zaczęliśmy biegać rano ja biegłem, ona podziwiała brzozy. Po kilku miesiącach przyspieszyła, przestała pić czerwoną trunek, a jedynie babcia przynosiła kukurydzę i stare spódnice.

Właścicielka postanowiła pójść na studia tam, gdzie zawsze chciała, zbierać bukiety kwiatów. Ja jej podpowiadałem, że lepszy jest bukiet mięsny to przecież najwspanialszy dar ziemi. A skoro woli kwiaty, i ja się poddałem. Naszą kamienicę wypełniłem bukietami i powiedziałam:

Jeśli nikt nie da mi kwiatów, sama je zrobię i podaruję innym.

Zrozumiała mój znak i na kolejnej biegówce przyniosłam wyrywany z korzenią mniszek wielki i zielony. Właścicielka go doceniła, przytuliła i pocałowała.

Wkrótce dostała pracę w kwiaciarni, co ją ucieszyło, a mnie jeszcze bardziej. Po pierwsze, wszystkie kwiatowe graty przeniosły się do miejsca jej pracy, więc nasza kamienica znów stała się mieszkaniem, nie stogiem siana. Po drugie, mięso wróciło do mojego jadłospisu.

Po dwóch latach wpadł do nas Siergiej naprawiał lodówkę, a potem został. Siergiej to super facet, nie krzywdzi jej, a ona śmieje się przy nim całą drogę. Niedawno pojawił się jeszcze jeden mały Siergiej. Właścicielka poprosiła mnie, żebym go też chronił i kochał. Zrobię to w końcu jestem psem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 4 =

Czarujący Charlie: Tajemnice i przygody w sercu Polski