Czarna wdowa Urocza i błyskotliwa Lila, tuż przed ukończeniem studiów na wydziale dziennikarstwa Un…

Czarna wdowa

Sympatyczna i inteligentna Kinga, tuż przed ukończeniem wydziału dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, poznała Władysława, który był od niej znacznie starszy. Oczywiście pierwszy zwrócił uwagę na jej szczupłą sylwetkę i delikatność właśnie Władysław Kowalski. W Warszawie był osobą rozpoznawalną pisał piosenki, które bardzo podobały się lokalnym mieszkańcom i często były puszczane w radiu.

Władek dla wszystkich był swoim chłopem, znał się z niemal każdym na stołecznym kanale telewizyjnym. Dlatego z łatwością załatwił Kingę na staż, a potem prace w telewizji, gdzie została prowadzącą jego programu. Niedługo później, wyemitowano jej autorski program Rozmowy przy kawie. Zaprosiła słynnego psychologa oraz kilkoro interesujących gości. Audycja prowadzona była w formie pytań i odpowiedzi, z przykładami z życia.

– Kinga, świetna robota! – pochwalił ją Władysław, oglądając program. – Musimy to uczcić.

Władysław Kowalski, lat czterdzieści pięć, trzykrotnie żonaty, miał niespożytą energię oraz mnóstwo znajomych, przez co zupełnie nie nadawał się do życia rodzinnego. Był typowym artystą – pisał teksty, uważał się za nieomal zasłużonego kompozytora. Uwielbiał stołowanie się w restauracjach i pubach, był zawsze otoczony ludźmi i często pił alkohol.

Minął czas. Kinga stała się rozpoznawalna w Warszawie, wyszła za Władka, jej program oglądało wiele osób. Zawsze wyglądała znakomicie, miała szyk, była uprzejma. Ludzie mówili: Ta śliczna prezenterka z telewizji, i nikt nie podejrzewał w niej żadnej złej cechy. Ale Kinga zrozumiała, że popełniła błąd, gdy wyszła za Władka on był ciągle pod wpływem.

– Władek, przestań już się popisywać rzucił kiedyś jego przyjaciel, Szymon. Jeszcze ta dziewczyna cię prześcignie, jeśli dalej będziesz ją tak traktował.

– Nie, Szymku. Ja sobie nigdy mądrej żony nie brałem uznawał tylko swoją własną inteligencję, po czym trącił żonę w policzek w kawiarni.

Kiedy zdobywał jej względy, był szarmancki i romantyczny: kwiaty, podarunki, nawet dwie piosenki napisał dla Kingi. Ale jak została żoną, wszystko się zmieniło. Przywiązanie do żony miał już tylko takie, jak do domowej kotki, zaczął ją lekceważyć.

– Naiwnie myślałam, że z jego pomocą osiągnę gwiazdorską karierę rozmyślała Kinga.

Ale okazało się zupełnie inaczej. Na studiach uczyła się francuskiego, który nie był szczególnie przydatny w podróżach. Władek naciskał:

– Ucz się angielskiego. Bo się zachowujesz jak wieśniaczka za granicą. Na siłownię nie chodź, szkoda czasu na bzdury, a na angielski żal ci czasu.

Po takich docinkach Kinga na przekór nie chciała uczyć się angielskiego. Jednak, gdy przyjaciel Szymon, bardzo elokwentny i oczytany, powiedział przy stole:

– Angielski u kobiety z klasą jest równie naturalny co szpilki Kinga następnego dnia zapisała się na kurs do sprawdzonej nauczycielki.

– Szymek, ale ty masz wpływ na moją żonę śmiał się Władek Zeszyty pokupowała, w aucie zamiast piosenek słucha dialogów po angielsku.

Mieszkali w dużym mieszkaniu, które odziedziczył Władek po dziadku profesorze medycyny. Mieli pomoc domową Weronikę, lat czterdzieści trzy, samotną, złośliwą i zawistną kobietę, choć doskonale to ukrywała. Nie było przed nią tajemnic spędzała całe dnie w ich domu, znała całą domową rutynę.

Rano Kinga budzi się męża nie ma obok, znowu zasnął pijany w swoim gabinecie. Przechodząc do kuchni widzi, jak Weronika trzyma pustą butelkę po koniaku:

– Wieczorem była pełna. Czym pan domu śniadanie je?

– Zalewajka, burknęła Kinga i poszła pod prysznic.

Po siedmiu latach wspólnego życia z Władkiem nie miała dzieci jemu nie zależało, miał już syna z pierwszego małżeństwa. Kinga sama też nie bardzo chciała, budowała karierę. Po śniadaniu poprosiła Weronikę, żeby zajrzała do Władka.

Ten leżał na brzuchu, a na poduszce widniała czerwona plama.

– Kinga, szybko, trzeba wezwać pogotowie!

– Co się stało?

– Nie wiem.

Piętnaście minut później Kinga siedziała w karetce jechali do szpitala. Władka od razu skierowano do intensywnej terapii. Lekarze stwierdzili:

– Sytuacja jest poważna. Nic nie możemy obiecać.

Wieczorem zadzwonili do Kingi:

– Pani mąż nie żyje.

– Po prostu… nie mogę uwierzyć mówiła przygnębiona. Przecież był jeszcze młody. Pogrzeb był godny przyjaciel Szymon wygłosił mowę, ludzie tłumnie przyszli pożegnać Władka. Podczas stypy powiedział:

– Nie zabierajmy rozpaczy. Władek przeżył pełne, ekscytujące życie i zasłużył na odpoczynek.

Gdzieś w tłumie Kinga usłyszała szept:

– Wszystko miał

Kinga długo nie mogła się przyzwyczaić do ciszy w domu. Weronika jej się przyglądała, czekając czy zostanie czy zostanie zwolniona. Koledzy pocieszali ją:

– Kinga, nie masz po co się martwić. Jesteś młoda, wolna i masz pieniądze.

Po Władku zostały dwa konta podzielili je między jego syna i Kingę. Ale ona też dobrze zarabiała. Szukała kontaktów ze znajomymi, nie chciała siedzieć sama w domu, zdarzało jej się zaglądać do kawiarni.

Pewnego dnia, po nagraniu programu, wstąpiła do kawiarni niedaleko domu. Piła delikatnie hiszpańskie wino. Podszedł do niej rosły mężczyzna.

– Czy mogę się przysiąść? spytał. Kinga skinęła głową. Ignacy przedstawił się. Dlaczego taka piękna kobieta ma smutny wyraz twarzy?

– Tak jakoś…

Ignacy, lat czterdzieści, nie był przystojny, miał rysy niedźwiedzia pluszowego co Kingę rozbawiło.

– Mogę pani coś zamówić? Wino, koktajl, ciastko… cokolwiek?

– Dziękuję, ciastko wystarczy do słodkiego miała dystans.

Ignacy był niepozorny, lecz wspaniale opowiadał anegdoty z humorem i natychmiast skupił na sobie jej uwagę. Kinga się śmiała, bawiła w jego towarzystwie, odprowadził ją do domu. Umówili się na spotkanie.

Rankiem powiedziała Weronice:

– Rezygnuję z twojej pomocy, sama dam sobie radę z domem.

– Ale jak to, Kingo, tyle lat z wami byłam, a ty mnie wyrzucasz? Gdzie ja pójdę?

– Znajdziesz inną rodzinę albo na portiernię.

– Wyrzucasz mnie płakała Weronika. A tak się przyzwyczaiłam.

– Przecież mnie nie zrujnuje twój etat. Przynajmniej nie muszę sama myć okien i toalet pomyślała Kinga.

Popatrzyła na Weronikę, ta wycierała łzy.

– Dobra, Weroniko, jeśli się tak upierasz możesz zostać. Weronika rozpromieniła się i pocałowała Kingę w policzek.

– U was z Władkiem poczułam się, jakbym miała rodzinę, a tu Władka nie ma, a ty chcesz się mnie pozbyć.

Tak żyły dalej, a w gości coraz częściej wpadał Ignacy Kinga zaczęła nazywać go pieszczotliwie Gieniu. Ignacy uwielbiał swoją piękną Kingę. Ożeniła się z nim trzy miesiące później. Ślub zorganizowała rzeczowo, bez rozgłosu, ale w podróż poślubną Ignacy zabrał żonę na Malediwy. Był przedsiębiorcą, mógł sobie na to pozwolić.

Kinga spodziewała się, że wyjazd będzie jak z Władkiem bez specjalnych niespodzianek. Lot bezpośredni, w miarę porządny hotel, klasyczne rozrywki dla turystów. Ale jej pluszowy miś miał inne plany. Lot pierwszą klasą, na miejscu przywitanie z fajerwerkami i tańcem, rejs własnym jachtem na wyspę, apartament z czterema pokojami, dwoma łazienkami, basenem i prywatną plażą.

– Boże, ileż ten mój Gieniu za to wszystko zapłacił? zastanawiała się Kinga.

Nigdy nie pytała, ile ma pieniędzy, wiedziała, że jest majętny. Był czuły, dbał o nią, codziennie przykrywał kołdrą, rano podawał solidne śniadania.

– Władek był złośliwy, umniejszał mnie, mówił, że tylko dzięki niemu coś znaczę. Gieniu kocha dla mnie, żyje dla mnie, zawsze mnie wysłucha. To mnie w nim najbardziej urzeka myślała.

Weronika także wychwalała Ignacego, cieszyła się, że mieszka za miastem w jego dużym domu. Jedyne, co ją zadziwiło, to moment kiedy zobaczyła, jak mąż robi sobie zastrzyk.

– Co to było? przestraszyła się Kinga.

– Tylko insulina, mam cukrzycę, ale żyję pełnią życia.

Będąc na Malediwach, Kinga rozmyślała:

– Może trafił mi się los szczęścia?

Wczasowy luksus bardzo jej odpowiadał. Jedynie martwiła się, że wypoczywa z puszystym, niezdarnym mężem, a nie z instruktorem surfingu czy tenisistą z niebieskimi oczami.

– Muszę namówić mojego misia, żeby trochę się wysilił, może schudnie, poćwiczy na siłowni.

Poruszyła temat w rozmowie, ale Ignacy posmutniał:

– Spróbuję, jeśli chcesz, ale mam problem z przemianą materii. Z Apollina nie będę jestem uzależniony od insuliny.

– Rozumiem, nie szkodzi zdecydowała Kinga.

Po powrocie zaangażowała się w pracę. Często dopadała ją melancholia. Czy dane mi będzie poznać prawdziwą miłość? Żyję bez uczucia do męża, pragnę znaleźć namiętność. Chciałabym, by obok mnie leżał przystojny mężczyzna, a nie pluszowy miś.

W pracy koleżanki żartowały:

– Nie wierzymy, że nigdy nie zdradzasz swojego Gienia jesteś święta czy co?

Kinga nie była święta po prostu nie chciała zranić dobrego człowieka. Na firmowej imprezie sylwestrowej zaszumiało jej w głowie, kolega Kacper sprowadził swojego kumpla Artura, by ją odwiózł do domu.

– Kinga, możemy cię zabrać, jeśli chcesz rzucił pijany Kacper. Kinga nie odmówiła.

Artur usadził Kingę obok siebie.

– Kacper, czemu mi Kingi nigdy nie przedstawiłeś? zażartował. Kinga nie mogła oderwać od niego wzroku.

Artur, mężczyzna o atrakcyjnej sylwetce i ekskluzywnym aucie, patrzył na nią z fascynacją. Po drodze poprosił o jej numer. Pod domem wysadził ją z samochodu, i nagle, przycisnął do auta, całując namiętnie. Nie odepchnęła go, podobał jej się jego energia i siła.

Artur okazał się idealnym kochankiem. W domu Kinga była czuła dla Gienia, a Artur traktował ją z męską stanowczością. Spotykali się u niego w kawalerce, było między nimi namiętnie. Gieniu wracał późno z pracy, początek roku, biznesowe sprawy, zupełnie nie zauważał zdrady.

Jednego dnia Kinga przyjechała do Artura, czekała już w łóżku, on wychodził właśnie z łazienki. Nagle ktoś natarczywie zadzwonił do drzwi.

– Zaraz kogoś uduszę mruknął Artur i poszedł otworzyć.

Kinga usłyszała dwa znane głosy: Artura i męża. Przerażona, szybko się ubierała. W progu stał Ignacy milczący. Byłoby lepiej, gdyby wykrzyczał jej coś prosto w twarz.

– GieniuIgnacy to nie tak

Artur milczał, mógłby nie wpuścić męża.

– Kto mnie wydał? zapytała Kinga.

– Nie ma znaczenia. Choć trudno mi było uwierzyć, postanowiłem sprawdzić.

Kinga widziała, że Ignacy wygląda źle zbielał, oblał się potem i upadł. Pospiesznie sprawdziła oddech, był ciężki.

– Szybko, dzwoń po karetkę!

Artur zadzwonił. Kinga sięgnęła po jego specjalną strzykawkę z insuliną mąż zawsze miał ją przy sobie. Wstrzyknęła.

– Może się uda go ocalić! Ale nie odzyskał przytomności. Przyjechało pogotowie, lekarz stwierdził:

– Zmarł.

Kinga w końcu doszła do siebie. Artur odwiózł ją do domu. Weronika ją powitała:

– Kingo, co się stało, wyglądasz jak cień.

Kinga pomyślała:

– To chyba Weronika sypnęła mnie Gieniowi. Nigdy nie lubiła Artura, pytała o niego dociekliwie ale nie odezwała się. I tak się nie przyzna.

Po pogrzebie długo dochodziła do siebie. Niedługo potem przyszła córka Ignacego z pierwszego małżeństwa wraz z mężem adwokatem. Bez ogródek wyrzucili Kingę z domu, grozili, że nawet jeśli pójdzie z nimi do sądu, nic nie wygra. Rzucili na stół gruby plik pieniędzy i dali jej trzy dni na wyprowadzkę.

Kinga nie chciała spraw sądowych zrezygnowała z majątku. Razem z Weroniką wróciły do dużego mieszkania, które odziedziczyła po Władysławie Kowalskim.

Czas płynął. Kinga doszła do siebie, pomógł jej Artur, spotykali się, ale nie proponował ślubu. Zdawała sobie sprawę, że nie nadaje się na męża, jednak spotykała się z nim. Pewnego razu zadzwonił jej kolega Kacper z informacją:

– Kinga, usiądź Artur zginął w wypadku, na miejscu

Wtedy Kinga zaczęła się zastanawiać:

– Dlaczego wszyscy moi mężczyźni giną? Jestem jak czarna wdowa. Z pewnością moja aura jest czarna.

Po pewnym czasie, do programu Kingi trafił młody mężczyzna Makar. Czuła, że nie spuszcza z niej wzroku. Po nagraniu zaprosił ją do kawiarni.

– Zgoda pomyślała Kinga już czas, by wrócić do życia.

Makar zdobył jej serce Kinga zakochała się, poczuła szczęście i nową nadzieję.

– Więc tak wygląda prawdziwa miłość nie mogę żyć bez Makara, nawet oddychać, ale tak bardzo się o niego boję.

Makar odwzajemnił uczucia, spędzali czas razem, Kinga czuła z nim lekkość i bezpieczeństwo. Nawet nie zastanawiała się kim naprawdę jest wiedziała, że nie ma rodzeństwa, tylko odległego ojca. Makar mieszkał u niej, wyjeżdżał do pracy, ona miała zajęcia dopiero po południu. Chciała dowiedzieć się trochę o nim sprawdziła w internecie.

Pierwsza z brzegu informacja dosłownie odebrała jej mowę Makar, prosty, bliski jej człowiek, figurował na liście tysiąca najbogatszych Polaków. Kinga była w szoku jego majątek był ogromny.

– Nie wierzę własnym oczom! wybuchła śmiechem. Niesamowite! Ale zaraz przestraszyła się a co jeśli jemu też coś się stanie?

Uspokoiła się. Pojechała do pracy. Wieczorem zadzwoniła do Makara nie odbierał, próbowała w biurze.

– Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z Makarem?

– Kto pyta?

– Tu Kinga

– Zabrano go do szpitala – podano, gdzie.

Kinga pognała do szpitala.

– Co się dzieje? spytała lekarza, roztrzęsiona.

Doktor ją uspokoił.

– Nie denerwuj się, nic poważnego, wszystko pod kontrolą. To atak serca, będzie żył.

– Czy mogę go zobaczyć? Chociaż na chwilę?

– Dobrze, dziesięć minut.

Cicho weszła do sali. Makar już na nią czekał, uśmiechnięty. Usiedli razem, wziął jej dłonie.

– Wszystko będzie dobrze. Kocham cię, jak tylko wyjdę ze szpitala, ożenię się z tobą. Zgodzisz się?

– Oczywiście ucałowała go. Przed nami prawdziwa przyszłość i szczęście.

W życiu nigdy nie wiadomo, co przyniesie los ale najważniejsze, by nie zamykać serca na miłość, ani nie przestawać wierzyć w swoje szczęście, nawet jeśli raz po raz spada na nas burza. Bez swoich prób i błędów nie nauczymy się doceniać tego, co naprawdę daje nam radość oraz sens życia. Nie warto osądzać siebie zbyt surowo zamiast tego, trzeba czerpać z życia odwagę, by iść dalej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 3 =

Czarna wdowa Urocza i błyskotliwa Lila, tuż przed ukończeniem studiów na wydziale dziennikarstwa Un…