Czarna wdowa Piękna i inteligentna Lila, tuż przed ukończeniem wydziału dziennikarstwa na Uniwersyt…

Czarna wdowa

Było to jak sen rozciągnięty, mglisty, niesamowity. Ładna i bystra Mirella, tuż przed końcem studiów na dziennikarstwie w Warszawie, poznała Władysława mężczyznę o wiele starszego, otulonego aurą artysty. To on, Władysław Romanowicz, pierwszy zwrócił uwagę na jej eteryczną sylwetkę. Osoba znana pisał piosenki, które wybrzmiewały w stacjach radiowych i w klubach na Pradze-Północ, dokąd często zaglądano.

Władek był ulubieńcem wszystkich, wszędzie swojak, od znajomych w Telewizji Mazowieckiej po kelnerów w kawiarni na Nowym Świecie. Dla niego załatwienie Mirelli pracy jako prowadzącej własny program było jak podanie ręki w windzie. Niedługo później wyemitowano jej pierwszy odcinek Rozmowy od serca: zaprosiła psychologa z Saskiej Kępy i jeszcze parę ciekawych osób. Program był pytaniem splecionym ze zwierzeniem, jakby sny śniły się na jawie.

Świetnie, Mirello pochwalił Władek po emisji trzeba to opić!

Władysław Romanowicz, lat czterdzieści pięć, trzykrotnie żonaty. Energia go rozsiewała, miał tłumy znajomych zupełnie nie pasował do domowych pieleszy. Typ twórcy, komponował utwory, uważał się za Mazowieckiego Mistrza. Wieczory spędzał w restauracjach na Placu Zbawiciela, w saunie przy Grochowskiej, dużo pił wódki i Żubrówki.

Minęło trochę czasu. Mirella stała się rozpoznawalną twarzą stolicy, wyszła za Władka, jej program śledziło pół Warszawy. Ubierała się z klasą, zawsze uprzejma. Ani śladu demoniczności ot, gwiazdka z telewizji. Jednak zrozumiała szybko, że żoną została niewłaściwą dla niego. Władek ciągle pijany i nieprzyjemny.

Na jednym z przyjęć jego przyjaciel Szymon powiedział:

Władek, nie szarżuj! Dziewczyna jeszcze pokaże ci, gdzie raki zimują.

Władek roześmiał się złośliwie, uznając, że nigdy nie żenił się z mądrą kobietą. Machał ręką, szczypał Mirellę po policzku siedzieli w barze na Hożej.

Dopóki Mirellę zdobywał, zachowywał się jak dżentelmen. Kwiaty, prezenty, dedykacje dwie piosenki, słuchał jej z uwagą. Gdy została jego żoną, traktował ją jak domowego kota, czasem obsztorcował.

Naiwna byłam, myślałam, że będę z nim gwiazdą rozmyślała Mirella.

Na studiach uczyła się francuskiego, niezbyt przydatnego w podróżach. Władek wiercił jej dziurę w brzuchu:

Ucz się angielskiego. Po świecie łazisz jak wiejska dziewucha! W sport klubie tracić czas? Lepiej byś się właściwego języka nauczyła!

Wbrew niemu angielskiego nie chciała tykać. Aż kiedy podczas kolacji Szymon stwierdził:

Dla kobiety z klasą angielski jak szpilki konieczny!

Nazajutrz Mirella zapisała się do szkoły językowej, słuchała lekcji w samochodzie zamiast muzyki.

Szymek, no, podziałałeś śmiał się Władek Ona teraz tylko uczy się, ha!

Mieszkali w wielkim mieszkaniu na Powiślu, odziedziczonym po dziadku, profesorze medycyny. Pomagała im pani do sprzątania, Weronika, samotna, czterdziestka na karku, zawiści skrywała jak zimowe śniegi. Weronika znała ich na wylot, była cieniem rodziny.

Rano Mirella obudziła się w łóżku sama Władek spał w gabinecie, wrócił pijany w nocy. W kuchni Weronika obracała próżną butelkę koniaku:

Wieczorem była pełna. Co on na śniadanie dostanie?

Zostaw mu żurek! mruknęła Mirella, idąc pod prysznic.

Po siedmiu latach małżeństwa dzieci nie było Władek nie chciał, syn miał z pierwszą żoną. Mirella nie zapragnęła rodzić, goniła za karierą. Po śniadaniu posłała Weronikę do gabinetu Władka. Ten leżał na brzuchu, poduszka nabiegła krwią.

Mirella! wykrzyknęła Weronika Karetkę trzeba!

Co mu jest?

Nie wiem!

Po piętnastu minutach siedziała w ambulansie, pędziła do szpitala. Władka zabrano od razu na oddział intensywnej terapii.

Ciężko Nic nie możemy obiecać stwierdzili lekarze.

Wieczorem zadzwonili:

Pani mąż nie żyje.

Niemożliwe głos miała przygaszony Przecież on nie był stary Pogrzeb był piękny. Szymon wygłosił mowę, przyszło tłum ludzi z miasta.

Nie żałujmy. Władek miał barwne życie, zasłużył na odpoczynek przemawiał Szymon po żałobie.

Wszystko miał, szepnęli pod nosem.

Przez jakiś czas Mirella nie mogła przywyknąć do ciszy w domu na Powiślu. Weronika patrzyła wyczekująco, czy zostanie zwolniona. Koledzy w pracy mówili:

Mirella, nie masz się czym martwić. Jesteś młoda i wolna, a do tego z pieniędzmi.

Zostały po Władku dwa duże rachunki, podzielili z jego synem. Mirella jednak sama dobrze zarabiała. Szukała spotkań, nie chciała samotności, zaglądała do kawiarni na Tamce.

Po nagraniu kolejnego programu zajrzała do bistro blisko domu, popijając hiszpańskie wino i błądząc w myślach. Nagle podszedł rosły mężczyzna z uśmiechem:

Mogę? kiwnęła głową. Imię, mam na imię Ignacy przedstawił się. Zatańczy pani ze mną smutek?

Smutno mi.

Ignacy czterdzieści i coś, brunet, nie typ ładniaczka, przypominał jej pluszowego niedźwiedzia, co rozbawiło Mirellę.

Może panią poczęstuję czymś? Wino, koktajl, szarlotka co sobie pani życzy?

Szarlotka powiedziała, słodkości akurat lubiła.

Ignacy, choć niepozorny, okazał się pełen uroku jak miś polarowy z pluszu. Znał mnóstwo ciekawych historii, miał celny dowcip, zdobył ją natychmiast. Mirella śmiała się, potem odprowadził ją do domu, umówili się na kolejne spotkanie.

Rano postanowiła powiedzieć Weronice:

Od dziś rezygnuję z twojej pomocy. Poradzę sobie będę gotować, prać.

Jak to, Mirellko, tyle lat służyłam! A ty mnie na bruk?

Znajdziesz inną pracę, może rodzinę lub portiera w bloku.

Weronika rozpłakała się, przywykła już. Po chwili Mirella przemknęła myśl: „Nie będę się zamęczać, okna i sedes posprzątam sama”.

Ustąpiła Weronice ta się ucieszyła, nawet uściskała Mirellę w policzek.

Wy byliście mi bliscy, a tu Władek w jednej chwili odszedł, ty mnie wyganiasz.

Tak żyły dalej. Ignacy pieszczotliwie Kubuś coraz częściej wpadał w odwiedziny. Uwielbiał Mirellę, po trzech miesiącach wzięli cichy ślub w urzędzie. Na podróż poślubną zabrał ją na Mazury, luksusowe domki, promy między jeziorami, prywatna plaża.

Mirella spodziewała się standardowej podróży lot samolotem, hotel w Giżycku, czasem grill, kajak, rower wodny. Kubuś miał jednak inną wizję jechali pierwszą klasą pociągu, na stacji przywitał ich przewodnik i zabrał śliczną motorówką. W domku czekał basen, cztery pokoje i prywatny pomost.

Czy mój miś pluszowy jest naprawdę taki majętny? myślała, śniąc o złotych gęsiach.

Nie pytała o pieniądze. Ignacy był czuły, opiekował się nią, poprawiał poduszkę, głaskał po głowie. Dbał, żeby przed pracą jadła porządne śniadanie, a nie tylko słabą kawę.

Władek tylko gnębił, udowadniał, że jestem poniżej niego. Kubuś, choć nie jest Apollem, żyje dla mnie. I to lubię.

Weronika rozpromieniona chwaliła męża Mirelli. Była wdzięczna mieszkała z nimi w pokaźnym domu pod Warszawą. Jednak pewnego dnia Mirella zobaczyła, jak Ignacy wstrzykuje sobie insulinę.

Co robisz?! przestraszyła się.

Nic groźnego, cukrzycę mam. Ale nie martw się, żyję pełnią życia.

Leniwie rozmyślała na plaży:

Może jednak wygrałam los na loterii?

Podobał się jej odpoczynek, ale w głowie krążyły obrazy marzyła, by spędzała tu czas z trenerem surfingu, wysportowanym nieznajomym, a nie z pulchnym mężem.

Czas posłać mojego Kubusia do siłowni!

Podjęła temat z Ignacym. Ten posmutniał:

Będę ćwiczyć, jeśli chcesz, ale mój metabolizm zwariowany. Nigdy nie będę Apollem. Insulinodependentny

Rozumiem, nie szkodzi zaakceptowała Mirella.

Po powrocie do pracy znowu przyszła zaduma. Czy dane mi będzie poznać prawdziwą miłość? Pragnę poczuć, czym jest namiętność. Chciałabym, aby nocą obok mnie leżał atlet, nie miś.

W pracy żartowali:

Mirella, nie zdradzasz swojego misia? Nie jesteś aż tak cnotliwa!

Nie była święta, lecz nie chciała ranić dobrotliwego męża. Na Nowy Rok zaszła mocno pod wpływem, kolega Kacper zadzwonił po przyjaciela Artura, by odwieźć ją do domu.

Mirella, mogę cię zabrać zaproponował Artur, a ona z bijącym sercem usiadła obok niego.

Przystojniak w czarnej skodzie, zatrzymał oczy na niej, dowiózł kolegę, potem Mirellę, poprosił o telefon, a przy domu objął ją i namiętnie pocałował na klatce. Ona nie odepchnęła go spodobał się jej ten silny, nieokrzesany Artur.

Jako kochanek był doskonały. W domu Mirella była czuła dla Kubusia, Artur zaś nie tracił czasu na czułości szybkie spotkania w garsonierze, gwałtowne, pełne drapieżnej namiętności.

Ignacy długo nic nie zauważał, pracował intensywnie. Jednak pewnego dnia Mirella wpadła do Artura, gdy ten wychodził z łazienki, a ktoś uporczywie dzwonił do drzwi. Artur przeklął:

Zaraz kogoś uduszę!

W drzwiach stanął Ignacy, milczący jak posąg. Byłoby łatwiej, gdyby krzyczał.

Kubuś… to nie to…

Artur nie zareagował. Ignacy westchnął:

Nie chciałem wierzyć, ale musiałem sprawdzić.

Wyglądał okropnie, poczerwieniał, potem zbladł i padł na podłogę. Mirella natychmiast pospieszyła do niego, był zimny, ciężko oddychał.

Szybko, dzwoń po karetkę! zawołała.

Artur zadzwonił, Mirella przeszukała kieszenie Ignacego, znalazła strzykawkę z insuliną wiedziała, że zawsze ją zabiera. Wstrzyknęła.

Może to go ocali. Ale nie wracał do siebie. Ratownicy zabrali go, lekarz stwierdził zgon.

Mirella była otępiała z żalu. Artur odprowadził ją do domu, Weronika zapytała:

Mirellko, co się stało, wyglądasz jak cienista zjawa!

Mirella domyśliła się:

Pewnie Weronika mnie wpuściła. Nie znosiła Artura, wiecznie o niego wypytywała, ale nie powiedziała jej nic.

Po pogrzebie długo nie mogła się otrząsnąć. Wkrótce pojawiła się córka Ignacego z pierwszego małżeństwa, przyjechała z mężem-prawnikiem, wyrzuciła Mirellę z ich domu, podrzuciła gruby plik pieniędzy i dała trzy dni na wyniesienie się z Weroniką.

Mirella nie chciała walczyć o spadek, wróciła z Weroniką do ogromnego mieszkania na Powiślu, odziedziczonego po Władku.

Czas płynął. Mirelli pomógł Artur spotykali się, ale o ślubie nie mówił. Ona wiedziała, że męża z niego nie będzie.

Pewnego dnia, zadzwonił Kacper:

Mirella, usiądź Artur zginął wypadek samochodowy.

Wtedy pomyślała:

Dlaczego wszyscy moi mężczyźni umierają? Jak czarna wdowa. Może noszę w sobie cień śmierci?

Z czasem zaproszono ją do programu z młodym mężczyzną Makarem. Patrzył na nią intensywnie, po nagraniu zaprosił do kawiarni zgodziła się, marząc o powrocie do życia.

Makary podbił jej serce, zakochała się, emocje oszałamiające, szczęście bulgoczące jak źródła w Tatrach.

To jest miłość. Nie oddycham bez niego myślała. Ale bała się o jego los.

Makary też się zakochał, spędzali razem radosny czas, był oczytany, lecz nigdy nie pytała, kim naprawdę jest. Wiedziała tylko, że żyje samotnie, kontakty z ojcem zerwał. Mieszkał z nią, a gdy pojechał do pracy, Mirella zerknęła do internetu. Wpisała imię i nazwisko Makarego pierwszy link ją sparaliżował. Makary skromny, domowy, ukochany był w rankingu najbogatszych w Polsce. Przestraszyła się czy i jego spotka los?

Uspokoiła się, pojechała do pracy. Wieczorem próbowała dzwonić, nie odebrał. Zadzwoniła do jego biura.

Dzień dobry, proszę Makarego.

Kto pyta?

Mirella

Makary trafił do szpitala odpowiedziała sekretarka.

Pędziła do szpitala. Gdy weszła, lekarz uspokoił:

Spokojnie, nic groźnego, będzie zdrowy, tylko serce mu wysiadło, wszystko pod kontrolą.

Mogę go zobaczyć, błagam!

Lekarz pozwolił na dziesięć minut. Weszła cicho, Makary już czekał, uśmiechał się, wziął jej dłonie.

Wszystko będzie dobrze, kocham cię. Po wyjściu żenię się z tobą. Zgadzasz się?

Oczywiście! pocałowała go na znak, że czeka ich prawdziwa przyszłość.

Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i obecność. Szczęścia w życiu!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + 10 =

Czarna wdowa Piękna i inteligentna Lila, tuż przed ukończeniem wydziału dziennikarstwa na Uniwersyt…