Czarna wdowa Piękna i inteligentna Lila tuż przed ukończeniem studiów dziennikarskich poznaje stars…

Czarna wdowa

Śniło mi się, że w mieście pełnym starych kamienic i wąskich uliczek żyła dziewczyna o imieniu Ludmiła, drobna i błyskotliwa. Kończyła właśnie studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim, kiedy jej droga przecięła się z Władysławem Różańskim. Władysław był znany chyba wszystkim w Krakowie pisał piosenki, występował w telewizji lokalnej, w kawiarniach nucili jego teksty.

Władysław natychmiast zwrócił uwagę na eteryczną Ludmiłę. Był o wiele starszy od niej mógłby być jej ojcem, a mimo to wprowadził ją do swojego świata bez cienia wahania. Było to oczywiście surrealistyczne: w jednej chwili krążyli oboje na obłokach; w następnej już Witold, dyrektor, dzwonił do Ludmiły z propozycją prowadzenia nowego programu Rozmowy od serca. Zaprosiła do telewizji sławnego krakowskiego psychologa i kilka innych postaci, a jej debiut odebrano entuzjastycznie.

Ludka, świetnie sobie poradziłaś! uśmiechnął się Władysław. Trzeba to uczcić.

Władysław, lat czterdzieści pięć, trzykrotnie żonaty, rozbijał się po krakowskich restauracjach, pił, śmiał się, pisał melodie. Nie umiał żyć rodzinnie. Uważał się za kompozytora wszech czasów. Pijatyki, spotkania, sauny wszędzie był u siebie.

Z czasem Ludmiła zdobyła popularność w mieście, a Władysław oświadczył się jej pod nocnym Wawelem. Pracowała w telewizji, dobrze zarabiała, elegancko się ubierała, była uprzejma i pogodna. W głowie ludzi była ikoną ta piękna prezenterka. Jednak w domu Władysław spędzał większość czasu podchmielony; zapach piwa unosił się nad dywanem.

Władek, nie wywyższaj się tak prychnął jego przyjaciel Szymon, gdy Władek próbował upokorzyć Ludmiłę w knajpie przy Plantach. Ta dziewczyna jeszcze cię zje na śniadanie śmiał się.

Szymek, ja nigdy nie wybierałem sobie zbyt mądrych żon stwierdził Władysław, szczypiąc Ludmiłę w policzek jakby była kotem.

Przed ślubem był szarmancki, obsypywał Ludmiłę kwiatami, napisał dla niej dwie piosenki. Ale gdy przestała być narzeczoną, zaczął traktować ją obojętnie. Z czasem Ludmiła zrozumiała, że nie ten wybranek da jej szczęście.

W czasie studiów uczyła się francuskiego, ale Władysław narzekał:

Ucz się angielskiego, Ludko. Po co ci francuski w podróży? Siłownia ci niepotrzebna, do angielskiego nie masz czasu?

Ze złości postanowiła zignorować angielski. Aż pewnego dnia, przy kolacji z Szymonem, ten rzucił:

Każda efektowna kobieta zna angielski jak worek ziemniaków.

Następnego dnia Ludmiła wykupiła cały stos podręczników; nagle w aucie grzmiały płyty do nauki angielskiego.

Szymek, przez ciebie moja żona cały dzień wkuwa mruczał Władysław.

Mieszkanie mieli wielkie, z piękną mozaiką na podłodze. Otrzymali je w spadku po dziadku Władysława, profesorze medycyny. W domu była też gosposia Wiera, samotna, nieprzyjemna, czasem złośliwa, ale zakamuflowana w uprzejmości. Wiera znosiła wszystko pod ich okiem, bez cienia tajemnicy.

Raz, rano, Ludmiła obudziła się sama; Władysław znowu zaległ pijany na starym kanapie. W kuchni Wiera trzymała pustą butelkę po koniaku:

Do wczoraj była pełna. Co mu dać, gdy wstanie?

Zalewaj go ogórkiem wymamrotała Ludmiła, znikając w łazience.

Po siedmiu latach małżeństwa nie doczekali się dzieci. Władysław miał syna z pierwszego małżeństwa i nie był zainteresowany. Ludmiła budowała karierę. Po śniadaniu wysłała Wierę do gabinetu; Władysław leżał na brzuchu, na poduszce krwista plama.

Ludmiła! krzyknęła Wiera. Trzeba dzwonić po karetkę!

Po kwadransie siedziała już w ambulansie. Lekarze nie obiecywali nic dobrego:

Sytuacja poważna rzucili.

Wieczorem zadzwonił telefon:

Pani mąż nie żyje.

To… to niemożliwe wybąkała. On przecież… nie był stary.

Pogrzeb był uroczysty. Szymon wygłosił mowę:

Nie smućmy się. Władek miał fascynujące życie, niech odpoczywa w spokoju.

Miał wszystko dosłyszała Ludmiła szepty.

W domu wiało pustką. Wiera kręciła się w kuchni niepewna, czy nie zostanie zwolniona. Koledzy z pracy pytali:

Nie masz powodu się smucić, Ludko. Zostałaś młoda, wolna i dobrze sytuowana. Po Władku zostały dwa solidne konta jedno dla syna, jedno dla niej. Ale i sama nie narzekała na finanse.

Czas płynął jak przezroczysty rosół. Pewnego wieczoru po nagraniu programu Ludmiła zawitała do kawiarni pod Wawelem. Sączyła powoli hiszpańskie wino, zagadana przez rosłego mężczyznę, który przedstawił się jako Ignacy.

Ignacy uśmiechnął się serdecznie. Czym się smucisz, Ludko? Taka piękna kobieta nie powinna być sama.

Tak po prostu, smutno.

Ignacy, lat czterdzieści, był masywny, mało atrakcyjny, ale przypominał jej pluszowego niedźwiedzia przez ten sen śmiała się z tego do rozpuku.

Pozwól, że cię poczęstuję: wino, koktajl, ciastka?

Skoro nalegasz, może tylko ciastko, dziękuję.

Ignacy miał dar bajkopisarza. Ludmiła spędziła z nim cudny wieczór, śmiejąc się aż do brzasku. Odwiózł ją do domu; umówili się na kolejne spotkanie.

Następnego dnia Ludmiła odesłała Wierę:

Zwalniam cię. Sama dam sobie radę, mogę gotować, sprzątać.

Wiera rozpłakała się:

Ludmiło, przecież byłam tu tyle lat… Co ja zrobię?

Ktoś cię jeszcze zatrudni, albo zostaniesz portierką.

To mnie wyrzucasz? łkała.

Ludmiła zawahała się:

W sumie… czemu nie, przynajmniej nie będę musiała myć okien i sedesu.

Wiera wytarła łzy. Zgodziła się zostać przytuliła Ludmiłę do policzka.

Kocham Was, Ludmiło, Wy i Władek byliście dla mnie jak rodzina. Straciłam Władka, a Ty chcesz się mnie pozbyć.

Tak trwały dalej: Ignacy nazywany pieszczotliwie Kubuś coraz częściej bywał gościnnie. Oświadczył się po trzech miesiącach. Skromny ślub, bajkowy miesiąc miodowy padło na Malediwy. Ignacy był majętnym biznesmenem.

Ludmiła spodziewała się zwykłego wyjazdu, ale z Kubusiem przestrzeń snu skrzywiła się jak sklepienie kościoła. Lot pierwszą klasą, katamaran, fajerwerki, taniec na plaży jakby Władysława nigdy nie było. Mieszkali w czteropokojowej willi, dwa baseny, własna plaża.

Ile Kubusiowy wydał na ten wyjazd? rozmyślała.

Nigdy nie interesowała się jego majątkiem. Był czuły: poprawiał jej koc, przekonywał, by jadła porządne śniadania.

Władek ciągle poniżał, był złośliwy. Kubuś pomimo braku urody żyje dla mnie rozmyślała.

Wiera zachwalała nowego pana domu, mieszkała z nimi w posiadłości pod miastem. Pewnego dnia Ludmiła zobaczyła, jak Ignacy wstrzykuje sobie insulinę.

Co to? przestraszyła się.

Tylko insulina. Mam cukrzycę, ale żyję pełnią życia.

Wylegując się na Malediwach zamyśliła się:

Może jednak trafiłam na szczęście?

Wszystko układało się doskonale, choć czasem czuła, że nie leży tu obok instruktora surfingu, lecz pluszowy miś.

Muszę Kubusia zagonić do siłowni, na dietę.

Zasugerowała to, ale Ignacy posmutniał:

Zajmę się ćwiczeniami, jeśli chcesz, ale nigdy nie będę Apollonem. Cukrzyca.

Nie szkodzi, nie musisz podsumowała.

Po powrocie do pracy zaczęła zamyślać się, nachodziła ją melancholia. Pragnęła miłości, pasji, kogoś, kto będzie z nią w nocy nie pluszowego Kubusia. W pracy koleżanki żartowały:

Ludka, nie zdradzasz swojego misiaczka, wydało by się, że taka z Ciebie święta?

Ale nie była taka porządna po prostu nie chciała ranić dobrego Kubusia. Wigilia w gazetce, dużo wina. Kolega Kostek wysłał ją z przyjacielem Arturem.

Ludko, odwieziemy Cię rzucił Kostek.

Artur, piękny brunet w luksusowym samochodzie, patrzył na nią zachwycony. Pomógł jej wysiąść, pożegnał ze śmiałym pocałunkiem przy samochodzie.

Artur był idealnym kochankiem. W domu była czuła wobec Kubusia, a Artur spotykał się z nią w kawalerce wszystko mocno, namiętnie, potem mruczał: Dobrze mi z Tobą. Ignacy był pochłonięty pracą, nawet nie dostrzegał niczego.

Pewnego dnia Ludmiła zadzwoniła do Artura, przyszła do niego, gdy w łazience rozlegał się dzwonek. Artur zaklął pod nosem:

Ktoś dzwonił uparcie. Okazało się, że pod drzwiami stanął Ignacy. Ludmiła w szoku wciągała ubranie.

Kubuś… to nie tak…

Artur stał w milczeniu.

Kto mnie sprzedał? spytała Ludmiła.

Dziś to już bez znaczenia. Przyszedłem sprawdzić.

Ignacy wyglądał koszmarnie, blady, zlany potem, osunął się. Ludmiła podbiegła, słuchała oddechu.

Dzwoń po karetkę!

Artur zadzwonił. Ludmiła przeszukała kieszenie Ignacego, znalazła insulinowy pen. Wstrzyknęła lek.

Chyba go uratowałam. Ale Ignacy nie odzyskał przytomności. Przyjechała karetka lekarz postawił diagnozę:

Zgon.

Ludmiła ocknęła się w domu. Wiera zapytała:

Ludko, co się stało? Jesteś blada jak ściana.

Ludmiła pomyślała nagle:

Może to Wiera mnie wydała? Zawsze pytała o Artura.

Ale nie powiedziała tego głośno.

Po pogrzebie długo dochodziła do siebie. Nieoczekiwanie zjawiła się córka Ignacego z pierwszego małżeństwa z mężem prawnikiem. Wyrzucili Ludmiłę z posiadłości, wręczyli plik pieniędzy w złotych, dali jej trzy dni na opuszczenie domu z Wierą.

Ludmiła zrezygnowała z walki o spadek. Wróciła wraz z Wierą do starego krakowskiego mieszkania po Władysławie.

Upływał czas, Ludmiła spotykała się z Arturem, choć nie myślała o ślubie z nim. Pewnego dnia kolega zadzwonił:

Ludka, usiądź Artur zginął w wypadku, na miejscu…

Ludmiła zawahała się:

Dlaczego umierają moi mężczyźni? Jestem jak czarna wdowa. To chyba jakaś klątwa.

Niebawem w jej programie gościł młody mężczyzna Makar. Od razu zdobył jej serce. Po nagraniu zaprosił ją do kawiarni; zgodziła się.

Makar podbił jej duszę, Ludmiła zakochała się jak dziecko. Było w tym coś tak doskonałego, że bała się o Makara.

Nie myślała o jego przeszłości, jedno tylko ustaliła: nie miał żony, dzieci, gdzieś daleko ojca. Zamieszkał z Ludmiłą. Pewnego dnia przejrzała laptop, przypadkiem znalazła notkę Makar figurował w pierwszej setce najbogatszych Polaków.

Nie wierzę! roześmiała się histerycznie. Może i on zginie…?

Wyciszyła się, ruszyła do telewizji. Wieczorem dzwoniła na komórkę Makara bez odpowiedzi. Do firmy sekretarka:

Proszę poczekać… Makara zabrali do szpitala.

Ludmiła popędziła tam we śnie.

Co z nim?! krzyknęła do lekarza.

Spokojnie, nic groźnego. Przeżyje, serce tylko trochę się zbuntowało.

Mogę go zobaczyć?

O dziesięć minut.

Weszła, Makaruś czekał uśmiechnięty. Usiadła, ujął jej dłonie:

Wszystko będzie dobrze, kocham Cię. Wychodzę stąd i się pobierzemy. Zgadzasz się?

Oczywiście pocałowała go. Przed nami prawdziwe szczęście.

Wszystko tonęło w nieprawdopodobnej mgiełce snu, a Ludmiła wiedziała już, że przebudzi się w zupełnie nowym świecie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście + pięć =

Czarna wdowa Piękna i inteligentna Lila tuż przed ukończeniem studiów dziennikarskich poznaje stars…