Czarna passa

**Czarna seria**

Jak większość dziewczyn w jej wieku, Kinga miała plany. Chciała po szkole dostać się na studia medyczne, zostać lekarzem. Marzyła o wielkiej, pięknej miłości na całe życie. A kto nie marzy w wieku siedemnastu lat? Ale nie wszystkim udaje się spełnić marzenia. Od czego to zależy? Gdyby tylko można było wiedzieć.

Mama wychowywała ją sama. Tak jak Kinga, ona też kiedyś marzyła o księciu. Zakochała się w przystojnym chłopaku i myślała, że to właśnie szczęście. Niestety, okazał się hazardzistą. Wygrywał rzadko, a niewielkie wygrane tylko podsycają jego chęć do gry. Ale przegrywał na potęgę. Wszystkie pieniądze przepuszczał przy stole, brał kredyty, wpadał w długi.

Aby spłacić ogromny dług, wszedł w układy z przestępcami. Na pierwszej robocie wpadł i trafił do więzienia, gdzie albo sam umarł, albo mu „pomogli”. Pewnego dnia do Agaty przyszło dwóch golonych bandytów, powiedzieli, że teraz dług męża spada na nią, grozili. Co miała robić? Oddała za długi mieszkanie ze wszystkim, co w nim było, i uciekła z dwuletnią Kingą, gdzie oczy poniosą. Może bandyci uznali, że więcej z niej nie wyciągną, a może mieszkanie pokryło większość długu – w każdym razie więcej nie nachodzili.

Agata z córką zamieszkały w małym miasteczku pod Poznaniem. Liczyła, że gościnna i żyzna Wielkopolska ich wykarmi. Wynajęły pokój u starszego mężczyzny, który stracił żonę dwa lata wcześniej. Dzieci mieszkały osobno, więc miał w domu tylko pustkę. Nie brał od nich pieniędzy – za miejsce kazał pomagać w domu i ogrodzie.

Agata zgodziła się. Sprzątała, gotowała, zbierała plony, kopała grządki. W prywatnym domu z ogrodem zawsze było co robić. On sprzedawał warzywa na targu, z tego żył. W lepsze dni dawał Agacie trochę grosza na ubrania dla córki, czasem sam coś kupił. Agata wiedziała, dokąd to zmierza. Dlatego gdy zaproponował małżeństwo, nie była zaskoczona. Był niski, łysy, z brzuchem i dwadzieścia lat starszy od niej. Nie podobał się jej, ale co miała robić? Nie miała nic. Obiecał, że po jego śmierci dom z ogrodem będzie należał do niej i Kingi. Przystała. Życie z nim nie było łatwe, kilka lat wydawało się wiecznością, ale wyboru nie miała.

Gdy umarł, Agata odetchnęła się. Wreszcie była wolna i miała swój dach nad głową. Czego więcej chcieć?

Kinga wyrosła na prawdziwą piękność. Jasna cera, szare oczy, pełne usta, proste nos, ciemne, gęste i kręcone włosy. Figura jak marzenie. Chłopcy, a nawet mężczyźni, za nią przepadali, łamali szyje, gdy przechodziła. Jak tu nie martwić się o córkę?

Agata wychowywała Kingę w surowości. Bała się, że powtórzy jej los, więc w kółko powtarzała:

— Z taką urodą masz wszystkie atuty. Nie wybieraj mężczyzny po urodzie, tylko po tym, czy jest solidny i zaradny.

***(Przeszłość z hazardzistą zostawiła ślad.)***

Codziennie mówiła, żeby nie wiązała się z letnikami. Będą się nią bawić, wyjadą, a ona zostanie sama, a nie daj Boże z dzieckiem. Ale którą siedemnastolatkę to obchodzi?

Pewnego lata przyjechał z Warszawy student w odwiedziny do rodziny. Zobaczył Kingę i stracił głowę. Przyszedł do Agaty się swatać. Chwalił się dużym domem w stolicy, że ojciec ma firmę i kiedyś przejmie ją on.

Agata nie była głupia. Nie uwierzyła w przechwałki.

— Chcesz się ożenić? Dobrze. Kinga jeszcze szkołę kończy. Przyjedź za rok, wtedy pogadamy. A do tego czasu ręce przy sobie trzymaj — powiedziała twardo.

A w duchu cieszyła się, że córce trafiła się taka szansa. Jeśli mówi prawdę i nie zapomni o miłości, Kinga będzie się mieć jak pączek w maśle.

Chłopak był tak zakochany, że na wszystko przystał. Wyjechał, pisał, dzwonił. Na kilka dni wrócił w ferie. Ostatni rok studiów – wkrótce zacznie pracę z ojcem, zdobędzie doświadczenie, będzie mógł utrzymać rodzinę.

Kinga na nikogo nie patrzyła, czekała. Rok później chłopak przyjechał z rodzicami. Ci od razu zrozumieli, że Kinga, choć piękna, nie jest odpowiednią partią dla ich jedynego syna. Ale uznali, że skoro taka miłość, niech się żeni. Taką piękną narzeczoną można pokazać znajomym. Nic, w Warszawie zrobią z niej człowieka. Potem zobaczymy.

Ślub był huczny. Agata cieszyła się dla córki. Przed wyjazdem prosiła tylko, żeby nie spieszyć się z dziećmi.

Młodzi żyli szczęśliwie, kochali się. Kinga złożyła papiery na medycynę…

Ale jej teść nie mógł oderwać wzroku od jej urody. Patrzył tak, że Kinga czuła się jak pod mikroskopem.

Pewnego dnia matka zadzwoniła do syna, prosząc, żeby przyjechał – źle się czuła. Kamil od razu pojechał. A w tym czasie jego ojciec stał pod drzwiami ich mieszkania. Był upalny sierpień. Kinga chodziła po domu w krótkich spodenkach i koszulce. Otworzyła drzwi, myśląc, że to Kamil.

Teść rzucił się na nią. Jak miała się bronić przed silnym mężczyzną? Krzyczeć? W dzień sąsiedzi pracowali lub wyjechali. I tak nikt by nie przyszedł. Wiedzieli, kto kupił młodym mieszkanie.

Przy kanapie, na którą ją rzucił, stała ciężka waza. Kinga złapała ją i z całej siły uderzyła w głowę napastnika.

Ledwo wydostała się spod jego ciała. Zobaczyła krew, przestraszyła się, wezwała pogotowie. Gdy Kamil wrócił, ojca już zabrano do szpitala, a Kingę przesłuchiwał prokurator.

OpowiedziałAle gdy po latach spotkała Kamila na ulicy i zobaczyła, jak bardzo upadł, zamiast nienawiści poczuła tylko smutek, bo zrozumiała, że prawdziwe wyzwolenie nie polega na zemście, ale na przebaczeniu i pokoju w sercu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × trzy =

Czarna passa