Dzień 22 marca, 2025
Znam już od miesiąca dziewczynkę o imieniu Jadzia, która trafia do naszego domu dziecka w Warszawie. Tragedia przyciągnęła ją tutaj zmarła jej babcia, przy której mieszkała od najmłodszych lat, a matki już nie pamiętała, jakby nigdy jej nie znała. Babcia przed odejściem powiedziała Jadzi, że matka wyjechała daleko i nie wróci. Dlatego Jadzia nazywała babcię mama i usilnie chciała dorosnąć, by móc jej pomagać, bo babcia powtarzała jej:
Gdy już będziesz duża, będziemy razem rządzić domem.
Dziewczynka więc włożyła całe serce w sprzątanie: myła naczynia, zamiatała podłogi. Miała pięć lat i czuła się już wielka. Kiedy nagle babcia zachorowała, przyjechał karetkowy, a obok nas przywędrowała nieznajoma ciotka, która zabrała Jadzię do domu dziecka.
Na początku nie podobało mi się to miejsce, ale po chwili przekonałem się, że jest tu wiele dzieci, czułe opiekunki i przyjazna atmosfera. Mimo to Jadzia tęskniła za domem, za kotem Basiem i psem Rudym, za zapachem pierogów i ciepłem babci. Marzyła o cudzie, że otworzy się drzwi do pokoju, a babcia wejdzie, uśmiechnie się i powie:
No to chodźmy, moja pomocniczko, bo Basiu już na ciebie czeka!
Lecz kiedy pani opiekunka Pasha wyjaśniła Jadzi, że babci już nie ma, że przeszła na niebo, dziewczynka po raz ostatni zrozumiała, że powrotu nie będzie.
Mimo to Jadzia wciąż wierzyła w cuda. Babcia zawsze mawiała, że cuda się spełniają, jeśli w nie naprawdę wierzyć. Zwykle przychodziła sąsiadka ciotka Basia, przynosząc Jadzi cukierki, bułeczki czy małe zabawki, a babcia dodawała:
Widzisz, Jadziu, to cud ludzka dobroć.
Jadzia zapamiętała te słowa. Kiedy dziś pani Pasha wyciągnęła z kieszeni karmelkę i podała ją dziewczynce, Jadzia uśmiechnęła się szeroko, pocałowała opiekunkę w policzek i rzekła:
Dziękuję, pani Pasho, za cud.
Pani Pasha odwzajemniła uśmiech i pocałował w czubek głowy:
Ty jesteś naszym cudem!
Minęło pół roku, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Jadzia z innymi dzieciakami wycinała płatki śniegu i ubrała choinkę. Wszyscy się śmiali, śpiewali kolędy. Pewnego dnia, podczas przygotowań, pani Pasha przyciągnęła Jadzię i szepnęła:
W Nowym Roku zdarzają się różne cuda. Napisz na kartce, co bardzo chcesz, i połóż pod poduszkę spełni się to!
Jadzia wzięła starą kartkę, którą zabrała ze starego domu babci wraz z zabawkami, i napisała: Chcę wrócić do domu. Nie marzyła o niczym innym. W domu dziecka było przyjemnie, ale brakowało jej własnego łóżka z babcinym kołdrą, kominka, w którym babcia piekła ciasta, i ciepła rodzinnego ogniska. Potrzebowała domu i to natychmiast!
Złożyła kartkę na pół, ale zamiast pod poduszkę włożyła ją do kieszonki swojego pluszowego misia, którego kiedyś podarowała ciotka Basia.
Najważniejsze, jak mówiła babcia, to mocne pragnienie i wiara powtarzała sobie Jadzia.
Wierzyła, aż w końcu nadszedł kwiecień. Słoneczny wiosenny dzień. Jadzia siedziała przy oknie i patrzyła na podwórko, gdzie dziadek Janek, miejscowy sprzątacz, zamiatał chodniki. Nagle do pokoju wbiegła nieco podekscytowana pani Pasha:
Jadzia, idźmy, dyrektorka wzywa cię do gabinetu.
Szybko wskoczyła z parapetu i podeszła do opiekunki:
Czy zrobiłam coś złego? zapytała z niepokojem.
Nie, kochana, po prostu przybyli! odparła Pasha, poprawiając jej warkocze. Jadzia zadrżała:
Kto?
Chodźmy zobaczyć odrzekła i wzięła dziewczynkę za rękę.
W gabinecie pani Anna Kowalska, dyrektor domu, już czekała, a przy drzwiach stała ciotka Basia. Jadzia krzyknęła:
Ciociu Basiu! i rzuciła się w jej ramiona.
Jadzia, słoneczko moje! przytuliła ją ciotka, ocierając łzy.
Czy jedziemy do domu? zapytała drżącymi głosami.
Oczywiście, jedziemy! I to na pewno! wycierała łzy, wpatrując się w dziewczynkę.
Usiadła Jadzię na kanapie i usiadła obok niej.
Jadzia powiedziała ciotka, drżąc ze wzruszenia będziemy teraz mieszkać razem. Wujek Wiktor też na ciebie czeka. Będziesz naszą córką. Czy się na to zgadzasz? spojrzała ją uważnie.
Jadzia natychmiast objęła ciotkę i przytuliła się do jej płaszcza. Oczywiście się zgadzała. Kochała zarówno ciocię Basię, jak i wujka Wiktora; traktowali ją jak własną rodzinę, tak jak babcia.
Następnego ranka razem z ciotką Basą wyruszyli w drogę do domu. Stały na progu domu dziecka i czekało taksówko. Wszyscy żegnali ich z uśmiechem. Pani Pasha wycierała łzy chusteczką i uśmiechała się.
Jadzia podziękowała cioci Basie, podniosła misia i pobiegła do pani Pashy:
Dziękuję, pani Pasho, że poradziłaś mi złożyć życzenie na Nowy Rok! wyciągnęła podwójnie złożoną kartkę.
Pasha otworzyła ją i w środku zobaczyła wielkimi literami: CHCĘ DOMU.
Pasha przytuliła Jadzię, pocałowała w czubek głowy i rzekła:
Widzisz? Mówiłam, że cuda się zdarzają, gdy w nie mocno wierzyć.
Patrząc w te szczęśliwe twarze, zrozumiałem jedną prawdę: najważniejsze w życiu nie jest, ile dóbr materialnych mamy, lecz jak mocno potrafimy wierzyć w dobro i w cud, i jak chętnie dzielimy się nim z innymi. Ten dzień nauczył mnie, że każdy z nas może stać się częścią cudów, jeśli tylko otworzy serce i nie przestanie marzyć.



