Gdy nasza młodsza córka skończyła dwadzieścia pięć lat, oświadczyła, że ma dość biedy i nie zamierza tak dłużej żyć. Wraz z mężem byliśmy bardzo zdezorientowani jej słowami, bo oczywiście, nie byliśmy bogaci, ale raczej żyliśmy na średnim poziomie. No na pewno nie można nas było nazwać biedakami. Ot, prowadziliśmy normalne życie. Nie chodzimy głodni, w połatanych ciuchach i dziurawych butach, mamy za co żyć.
Adrianna jednak zawsze marzyła o innym życiu i chciała więcej. Któregoś dnia postawiła nas przed faktem dokonanym i powiedziała, że kolejnego dnia wyjeżdża do Londynu, aby zarobić trochę pieniędzy i żyć tak, jak chce. Miała tam jakąś koleżankę, która załatwiła jej już pracę.
Przyjęliśmy z mężem tę wiadomość spokojnie i postanowiliśmy się nie wtrącać. W końcu jest dorosłą kobietą i może decydować o sobie sama. Cieszyliśmy się nawet, bo myśleliśmy, że potem i nam pomoże finansowo. W końcu remont naszego mieszkania na pewno by się przydał, a niestety, zawsze brakuje nam na to pieniędzy.
Adrianna mieszka w Anglii już od około 5 lat. Przez cały ten czas nie wysłała nam ani grosza, ale to już inna sprawa. Zarabia przyzwoicie, ale naprawdę bardzo ciężko na to pracuje. Prawie wszystkie wolne pieniądze wydaje na ubrania i wynajem mieszkania. Kiedy jakieś ciuchy jej się znudzą, to wysyła je albo mi, albo naszej starszej córce. Wiem też, że Adrianna bardzo schudła i mam wrażenie, że przez lekkomyślne wydawanie pieniędzy nie ma stać ją często na jedzenie. No i jakie jest to jej wymarzone życie? Nie ułożyła sobie życia osobistego, nie ma własnej rodziny, tylko pracuje i wydaje pieniądze na markowe ciuchy. Próbowałam z nią rozmawiać na ten temat niejeden raz, ale ona odpowiada, że jest zadowolona z takiego życia.



