Ciocia

Ciocia

Ciocię Zosię przywieźli z małej wsi pod Toruniem. Starszej pani coraz trudniej było radzić sobie z gospodarstwem, więc jej siostrzenica, Ania, zdecydowała się zabrać ją ze sobą do miasta.
Mąż Ani, Artur, nie miał nic przeciwko. Był spokojnym, szczupłym mężczyzną w okularach, który słuchał swojej głośnej i krągłej żony Ani bez szemrania.
To bliska osoba, rodzina przecież. Ciocia nie ma własnych dzieci, a ja teraz też nie mam już mamy… Moja mama była o trzydzieści lat młodsza od cioci Zosi, urodziła się w drugiej rodzinie taty. I wyobraź sobie, tak się złożyło, że moja ukochana mama odeszła tak wcześnie Szkoda cioci! Zabieramy ją! oznajmiła Ania.
Jej dzieci Kuba i Malwinka nie znały tej cioci.
Właściwie sama Ania widziała ciocię Zosię tylko kilka razy w życiu. Nie rozmawiały przez telefon, tylko wymieniały się listami. Okazało się, że ciocia Zosia nie miała żadnej nowoczesnej techniki, nawet telefonu komórkowego.
No i teraz mieszkała u nich. Mała, jak skrzat trzynastoletni Kuba był od niej wyższy. Włosy puchate jak dmuchawiec. Na głowie czapeczka. A w oczach niesamowicie młody, przenikliwy niebieski blask.
W rękach miała sznurkowy worek i siatkę z czasów PRL-u. Dwa stare walizki. Na kolanach siedział puchaty rudzielec kot.
Koty spojrzał leniwie na nowych domowników, zeskoczył na podłogę i poszedł obwąchiwać mieszkanie.
To Pomarańcz, mojego Rudyka zabrałam ze sobą. To żywa dusza, wybaczcie mi powiedziała ciocia Zosia.
Potem spojrzała na wszystkich serdecznie.
O, jakie wy moje! Rodzina!
Potem było imieninowe przyjęcie. Starsza pani przywiozła ze sobą własne przetwory ogórki, powidła, domowe leczo, i inne smakołyki. Ania nie mogła się nadziwić, jak jej wcześniej wybredne dzieci, wsuwały wszystko z apetytem.
Aniuśka! A wy macie działkę? Posadzę wszystko, choć zdrowie już nie to, ale bez własnych warzyw przecież ciężko! zagaiła ciocia Zosia.
Ania odpowiedziała, że nie mają działki. Po co im? Wszystko można kupić, a poza tym czasu brak. Pracuje na dwie zmiany, Artur też. Dzieci widzą tylko przelotem. Mieszkanie w kredycie, jeszcze długo będą spłacać.
Wiesz, działka jest potrzebna. Nie patrz na mnie tak, Ania. Człowiek bez ziemi nie wytrzyma. Kupimy kawałek, znajdziemy coś i ciocia Zosia poszła do swojego pokoju.
Znajdziemy… kręcimy się, oszczędzamy na wszystkim, a ciocia myśli chyba, że jesteśmy milionerami mruczała Ania przy zmywaku.
Następnego dnia była sobota. Artur błogo leżał w łóżku i czytał Gazetę Wyborczą. Ania krzyknęła do dzieci, żeby same podgrzały pierogi z mrożonki, i postanowiła jeszcze się przespać.
Kuba i ośmioletnia Malwinka od razu pogrążyli się w swoich telefonach.
Kot Pomarańcz siedział koło nich i kiwał głową. Weszła ciocia Zosia.
Co wy robicie? zapytała.
Dzieci zaczęły tłumaczyć i pokazywać. Ciocia Zosia tylko kiwała głową.
Widziałam takie u nas na wsi. Może nie takie nowoczesne, raczej prostsze. Ale nie kupowałam nie było potrzeby. Waszej mamie pisałam listy, bo było łatwiej. Dobre rzeczy, jeśli dobrze używane. Można znaleźć ludzi w każdej części Polski! Okej, zostawcie te telefony i chodźcie za mną!
Ale po co? Gramy przecież! stwierdził Kuba.
Gdzie gracie? Przecież tylko siedzicie i patrzycie w telefony, nikogo nie dzwonicie! ciocia Zosia była zdziwiona.
Bo gramy w telefonie! pisnęła Malwinka.
Ciocia zaczęła opowiadać, jak się bawili na wsi. Po chwili wciągnęła dzieci do kuchni.
Gdy Ania zajrzała potem, zaniemówiła. Na stole była wielka miska z naleśnikami. Szczęśliwy Kuba popijał herbatę, a Malwinka stała przy cioci i zawijała pierogi.
Mamo! Szczęśliwy pieróg będzie! Może trafi się tobie! uśmiechnęła się.
Za nimi pojawił się Artur.
Wąchał powietrze, zadowolony.
Teraz w każdą sobotę będziemy robić własne pierogi i naleśniki! Domowe trzeba jeść! oznajmiła ciocia Zosia.
Przecież wszystko można kupić mruknęła Ania, która gotowania nie znosiła.
Wszystko kupowała gotowe, głównie mrożonki. Rodzina nie protestowała. Aż do dziś.
Nie, mamo, zróbmy sami! Takich pierogów nigdy nie jadłem! powiedział Kuba.
Potem ciocia wzięła motek gumy, zamocowała ją na krzesłach i pokazała Malwince, jak na wsi grało się w gumę.
Wy nie skaczecie tak? pytała zdziwiona.
A gdzie tam! Wyjdą na dwór, to siedzą w telefonach! Nowe pokolenie westchnął Artur.
To nie tak! Trzeba się spotykać i rozmawiać! Telefon jest potrzebny, bez niego nie da rady, ale powinno się go używać do dzwonienia albo wysyłania wiadomości. I tyle! podsumowała ciocia Zosia.
Wieczorami dziergała na drutach, a kot Pomarańcz wyciągał się na fotelu.
Mamo, patrz! Malwinka ciągnęła Anię do łazienki.
Ciocia Zosia głaskała bok pralki, mówiąc:
Wszystkiego najlepszego, pralko! Służ nam długo, kochana!
Ciocio, co ty robisz? szepnęła Ania, myśląc, że ciocia chyba zwariowała.
Jak to co? Dzisiaj 8 marca Dzień Kobiet. Pralka to też dziewczyna, więc ją świętuję! zaśmiała się ciocia Zosia.
Ale pralka nie żyje, ciocia, przecież to głupie prychnęła Ania.
Cała technika rozumie, nie mów tak. Kiedyś u nas na wsi, Jurek rozmawiał z traktorem i ten wyciągnął go z błota. Kazio zawsze rozmawia z samochodem przed trasą i mówi Pani Wanda. Wy nie wiecie, jak dobrze macie. My kiedyś praliśmy ręcznie, dużo, chodziliśmy nad rzeczkę płukać. Teraz wszystko łatwo i wygodnie pralka, mikrofalówka, telefony a wy chodzicie naburmuszeni! ciocia Zosia patrzyła wokół z radością.
Zaczęła też odbierać dzieci ze szkoły.
Kuba miał kiedyś kłopoty w klasie. Rodzicom nic nie mówił. Siedział, płakał w kącie, aż weszła zdecydowanie ciocia Zosia. Wylał jej wszystko, nawet nie wiedząc jak. Następnego dnia nie poszedł na pierwsze lekcje, w domu było dziwnie cicho, nawet cioci Zosi nie było.
Pewnie wyszła na spacer pomyślał Kuba.
Szykował się do szkoły, zatrzymał się pod klasą, a tam znajomy głos! Zajrzał przez uchylone drzwi. Nauczycielka siedziała, a ciocia Zosia stała przy tablicy opowiadała coś ciekawie.
O nie, po co ona przyszła! Będą się śmiać! Kuba wsparł się na drzwiach.
Ale nikt się nie śmiał. Lekcja się skończyła, dzieci obskoczyły ciocię Zosię. Kuba wszedł do środka. Podszedł do niego Tomek największy łobuz, przez którego Kuba miał kłopoty.
Hej, czemu się spóźniłeś? Słuchaj, masz niezłą babcię! Tyle opowiadała, szkoda, że nie mam babci tak bardzo mi jej brakuje. Jutro twoja ciocia idzie z nami do parku! Tyle wie o roślinach, zwierzętach, tak ciekawie mówi! Nauczycielka pozwoliła jej wystąpić uśmiechnął się Tomek.
Tak Ona taka jest! Kuba też się uśmiechnął i pognał do cioci, przytulić ją.
Wieczorem Ania rozpłakała się. Zmęczona, wykończona. I obok znowu była ciocia.
Nie płacz, dziecko. Co ty? Wszystko masz, czego płaczesz?
Mam dość! Pracuję, nie mam życia. Artur jest taki, jakby go nie było. Inne kobiety mają prawdziwych facetów. A ja Rozlazłam się, teraz takich jak ja nikt nie chce szlochała Ania u cioci na ramieniu.
Ciocia pozwoliła jej się wypłakać, nalała herbatę.
Opowiadała o tym, jak straciła troje dzieci, jedno po drugim, jeszcze malutkie. Jak jej zdrowy, piękny mąż odszedł tak wcześnie. Jak walczyła z chorobą, tracąc wagę, cierpiąc, ale przetrwała, mimo że prawie nic nie mogła jeść.
To jakaś moda na ludzi? Każdego Pan Bóg tworzy po swojemu. Jedni chudzi, jak trzcina, inni krągli. I gusta są różne, Aniuniu. Dawniej wręcz kobiety kształtne były pożądane! A ty masz swój urok, śliczne, kręcone włosy, nasze duże, niebieskie oczy. Figurę też dobrą. Ciesz się tym, co masz. Inni nie mają nawet tego. Tyle samotnych osób! Artur twój jest złoty, patrzy z miłością, robi wszystko dla rodziny. Dzieci masz skarb! Co do reszty wszystko się ułoży. Dobra, zapomniałam o jednej rzeczy, a już czas spać ciocia wyszła, zostawiając Anię w kuchni.
Ania już nie chciała płakać. Co ona? Ciocia miała rację. Wszystko ma. A ona sobie wymyśla.
Tego dnia Ania czekała na męża (miało się zacząć jej upragnione wolne). Nie wracał.
Dzieci! Tata nie dzwonił? Gdzie jesteście? zapytała.
Kuba w kuchni coś mieszał w misce. Zauważyła, że coraz bardziej interesuje się gotowaniem, już nawet umiał podrzucać naleśniki w powietrzu.
Malwinka budowała dom z krzeseł i koców, rozstawiając pluszaki.
Telefony dzieci leżały na półkach. Ostatnio Ania zauważyła, że się nimi nie bawili odpowiadali tylko na połączenia.
Ania ciągle wykręcała numer Artura, ale tylko: Abonent chwilowo niedostępny.
Zrobiło się jej zimno. Ciocia Zosia! Gdzie ona? Nie słyszy znajomego stukania kapci, spokojnego głosu.
Pobiegła do pokoju cioci. Na łóżku leniwie przeciągał się kot Pomarańcz.
Kuba! Malwinka! Gdzie jest ciocia Zosia? zawołała Ania.
Dzieci przybiegły.
Przyszliśmy ze szkoły z nią, potem wyszła gdzieś szepnęła Malwinka.
Kiedy? Malwinka, dawno? krzyknęła Ania. Córka kiwnęła głową i rozpłakała się.
O Boże! Kupiliśmy jej przecież komórkę, a ona znów nie wzięła! Przecież jest już stara! Ania bez sił osiadła w fotelu.
Kuba zaczął się ubierać.
Gdzie idziesz? Ania za nim.
Szukać! Mamo, nie damy rady bez niej! Kuba pobiegł po schodach.
Malwinka wsunęła nogi w trampki i podążyła za bratem.
Ania, w biegu zakładając kurtkę, za nimi.
Stanęli przed blokiem. Dzieci były szczęśliwe.
Co jest? spytała Ania.
Wskazali ręką w lewo.
Tam, prowadzona pod rękę przez Artura, szła ciocia Zosia w czapce z makami.
Ciociu! Wystraszyłaś! Nie wolno tak! Kilka godzin z domu A ty gdzie byłeś? Ania wtuliła się w ramiona męża.
Poszliśmy zamknąć tę waszą cieknącą rurę oznajmiła ciocia Zosia.
Ale Jak? tylko tyle wymknęło się Ani.
Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę. Ciocia Zosia jest niesamowita. Bez niej byśmy się nie ogarnęli! zaśmiał się Artur.
Ciociu Skąd masz pieniądze? Nie trzeba było zaczęła Ania.
Jak to skąd? Po pierwsze, oszczędzałam. Emeryturę mam dobrą. Miałam swoje gospodarstwo, prawie nie wydawałam pieniędzy. Jajka, mleko, piekłam chleb. Po drugie, sprzedałam swój dom. A gdzie by mi się przydały? W trumnie kieszeni nie ma. I tak chciałam zostawić wam wszystko. Lepiej od razu oddać, teraz się przyda powiedziała ciocia Zosia naturalnie.
Ania zamilkła. Już nie musi pracować na dwie zmiany. Więcej czasu dla rodziny. Jak dobrze!
Jutro jedziemy za miasto. Szukać działki! Z Arturem już wybraliśmy dom uśmiechnęła się ciocia Zosia.
Własny domek! Hurra! Działka! Obiecałaś nam pokazać świetliki, pleść koszyki, robić tajemnice z szkiełek z kwiatkami, które potem można rozkopywać dzieci rzuciły się do cioci Zosi.
Cała rodzina, obejmując się, ruszyła do domu.
Ania jeszcze chwilę stała przed blokiem.
Patrząc w górę, szepnęła do chmur:
Dziękuję. Dziękuję za ciocię ZosięW domu panował gwar i śmiech, a zapach świeżo zaparzonej herbaty mieszał się z nutą pieczonych ciasteczek, które ciocia Zosia już wyciągała z piekarnika. Pomarańcz wskoczył na parapet i mruczał, patrząc na swoją rodzinę.

Wieczorem wszyscy zasiedli przy stole, a ciocia Zosia rozłożyła stary, wyszywany obrus. Przy nim, w cieple światła, dzieci opowiadały o szkole, Artur żartował, a Ania pierwszy raz od dawna patrzyła na bliskich z radością. Po raz pierwszy poczuła, że wszystko jest na swoim miejscu dom, rodzina, marzenia teraz stają się rzeczywistością.

A kiedy już noc zapadła, Ania weszła do pokoju cioci. Starsza pani siedziała w fotelu, patrząc przez okno, gdzie w oddali błyszczały światła miasta.

Ciociu zaczęła Ania, ale Zosia odwróciła się i uśmiechnęła.

Widzisz, dziecko, najważniejsze to być razem. Dom bez bliskich to tylko ściany. Czasami los zabiera, czasami daje, ale najwięcej zależy od nas. Ty teraz masz wszystko i nie zapomnij: codziennie warto podziękować za zwyczajne chwile.

Ania przytuliła się do cioci, czując ciepło i spokój, jakby nagle wróciła do dawnych lat, kiedy mama jeszcze żyła. W tym momencie zrozumiała, że zyskali nie tylko starszą panią z dziwnym kotem, ale prawdziwą opiekę, domowe ciepło i własną historię, którą będą pisać razem. Pomarańcz zamruczał, jakby potwierdzając ten sekret.

I tak, wśród uśmiechów, domowych pierogów i marzeń o nowym domku za miastem, rodzina Ani zamknęła na zawsze drzwi do samotności, otwierając je codziennie na zwykłe, piękne życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Ciocia