Cierp, córko! Teraz jesteś w nowej rodzinie, musisz się dostosować do panujących tu zasad. Wyszłaś za mąż, a nie na herbatkę przyszła mówiła matka, krzątając się po kuchni.
Jakie zasady, mamo? Oni tu wszyscy mają nierówno pod sufitem! Zwłaszcza teściowa! Nienawidzi mnie, to oczywiste! rozpaczała córka.
A słyszałaś kiedyś, żeby teściowe były dobre?
Hulaj dusza! Znów hulaj! Barbara Stanisławowa stała na środku kuchni, czerwona ze złości, oczy jej iskrzyły. Jak mąż hula, to baba sama sobie winna. Mam ci tłumaczyć, czy jak?!
Teściowa była wściekła. Krzyczała na synową Kasię jak opętana, bo ta ośmieliła się posądzić jej syna, Jacka, o niewierność.
Kasia młoda, drobna dziewczyna z wielkimi, naiwnymi oczami przytuliła się do ściany, próbując przekonać rozwścieczoną kobietę.
Barbaro Stanisławo, ale to przecież nienormalne. Ma rodzinę, dzieci zaczęła Kasia, ale teściowa machnęła ręką, jakby odganiała natrętnego komara.
Ty jesteś rodzina? Albo to dziecko, które nawet do nas nie chce podejść? prychnęła z pogardą. Twoje wychowanie, nawiasem mówiąc!
Jakie wychowanie? Jasiek dopiero skończył rok. Jest jeszcze malutki cicho odpowiedziała Kasia.
Malutki? Teściowa skrzywiła się. U Kowalskich wnuk młodszy, a już na ręce idzie, nie marudzi jak ten twój machnęła ręką w stronę pokoju dziecięcego.
To w końcu wasz wnuk odparła Kasia, choć głos jej drżał. A dzieci czują złych ludzi. Może dlatego do was nie podchodzi.
My źli? O, lafirynda czerwona! wrzasnęła teściowa. A u kogo ty, moja piękna, mieszkasz za darmo? Czyje produkty jesz? Czyje pieniądze wydajesz? Niewdzięcznica!
Kasia nie miała już siły się kłócić. Tysiąc razy prosiła Jacka, żeby wyprowadzili się od jego rodziców, ale Jacek rozpieszczony mamałyga nie widział w tym potrzeby.
Jemu tu było wygodnie. Jak u Pana Boga za piecem. Chodził spokojnie do pracy, a wszystkie domowe sprawy załatwiali starsi pranie, sprzątanie, gotowanie. Nie życie, tylko bajka!
Za to od Kasi teściowa wymagała pełnego zaangażowania. Początkowo dziewczyna starała się nawiązać z nią dobry kontakt.
Pomagała w domu, słuchała wiecznych narzekań na życie i sąsiadów. Ale z czasem zrozumiała, że to bez sensu.
Nieważne, jak bardzo by się starała, teściowa i tak ją nienawidziła i nawet nie kryła tego.
Przyprowadził do domu tę niezdarę, jakby innych dziewczyn nie było opowiadała Barbara Stanisławowa sąsiadce, gdy Kasia stała za węgłem domu i zbierała rozrzucone przez Jacka zabawki.
Do sąsiedniej wsi jeździł po nią! Jakby warto! Nasze baby o niebo lepsze i pracowite, i rozgarnięte.
I nie mów! przytaknęła sąsiadka, miejscowa plotkarka, Jadźka, która już obgadała pół wsi.
Rozumiem, gdyby coś umiała. A ty, Stanisławo, sama mówiłaś, że ręce ma jak przyszyte. Nic porządnego nie zrobi.
Nawet nie wiesz jak! Nic jej nie można powierzyć. Albo zgubi, albo zepsuje. A i dziecko jakieś nie takie.
U Kowalskich wnuk to zupełnie inna bajka. Spokojny, rozsądny chłopczyk. A ten tylko wrzeszczy i fochy stroi. Widać geny nie te.
Gdy sytuacja stawała się nie do zniesienia, Kasia dzwoniła do matki do sąsiedniej wsi, skarżyła się, płakała.
Cierp, córko! Jesteś w nowej rodzinie, musisz się dostosować powtarzała matka.
Jakie dostosowanie? Oni tutaj wszyscy szurnięci! Zwłaszcza teściowa!
A słyszałaś, żeby teściowe były dobre? Wszystkieśmy przez to przeszły, i ty przejdziesz. Tylko nie pokazuj, że ci ciężko.
Kasia wiedziała, że z matką nic nie wskóra. Zagroziła więc, że poskarży się ojcu.
Zlituj się nad tatą! wystraszyła się matka. Wiesz, że ma warunkowe. Krok w bok, i zamkną go!
Kasia rozumiała. Ojciec bardzo kochał swoją jedyną córkę. Dostał zawiasy, gdy ktoś w sklepie ją obraził, a on wpadł w szał.
Gdyby się dowiedział, jak traktują jego córkę, na pewno by nie wytrzymał. Był gorącej krwi człowiekiem.
Dobrze, nie powiem tacie zgodziła się Kasia. Ale jeśli nie przestaną Nie wiem, co zrobię.
Wszystko się ułoży pocieszała matka. Za parę tygodni nawet nie będziesz pamiętać tej rozmowy.
Chciałaby zapomnieć, ale relacje z teściową tylko się pogarszały. Barbara Stanisławowa zdawała się nienawidzić synowej jeszcze bardziej, jakby Kasia była winna wszystkim jej nieszczęściom. Nawet jej mąż, Stanisław, zmęczony życiem staruszek, nie wytrzymał.
Czego ty na dziewczynę ciągle krzyczysz? pewnego ranka, gdy awantura sięgnęła zenitu, próbował interweniować. Ucieknie nam! I słusznie!
A niech ucieka! wrzasnęła teściowa. Po sądach ją zaciągnę! Niech oddaje każdą złotówkę, którą u nas przejadła! A dziecko jej zabiorę, żeby w takiej rodzinie nie wyrosło!
Kasia wiedziała, że to brednie, ale i tak się bała. Wciąż kochała Jacka.
Plotki, że Jacek romansuje z byłą, Magdą, okazały się zwykłą wiejską gadaniną, którą takie baby jak Barbara Stanisławowa roznosiły po całej wsi.
Nie wiadomo, jak długo trwałaby ta gehenna, gdyby nie język teściowej. Pewnego dnia, po kolejnej wygranej z synową, opowiedziała ze śmiechem o swoich wyczynach najlepszej przyjaciółce, Jadźce.
Ta, jak to ona, dodała od siebie, upiększyła, a potem opowiedziała kolejnej osobie I tak historia o głupiutkiej synowej i jej dobrej teściowej dotarła do ojca Kasi.
Ojciec Kasi twardy chłop, pod dwa metry wzrostu, z barkami jak szafa nie myślał długo. Wziął siekierę, którą właśnie rąbał drewno, wsiadł na swojego starego Urala i pojechał do sąsiedniej wsi uwolnić córkę z upokorzenia.
Tymczasem w domu Stanisławów wybuchła prawdziwa burza. K



