*Głosowa wiadomość od Ciebie:*
Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć tę historię – będzie jak z serialu!
Anna często wyjeżdżała w delegacje. Raz w miesiącu na dwa, trzy dni jechała do centrali firmy w Poznaniu. Marek przyzwyczaił się do jej nieobecności i nie narzekał. Pracowali w różnych firmach, widywali się wieczorami, weekendy spędzali razem – i to nie zawsze. Marek miał swoją pasję – polowania. Często znikał z kumplami w lesie. Anna nie protestowała, rozumiejąc, że facet potrzebuje swojej przestrzeni.
Żyli razem dwadzieścia cztery lata, ufając sobie bez kontroli. Ich córka niedawno wyszła za mąż i wyprowadziła się z mężem do Gdańska. Anna, zostając sama, czytała książki, spotykała się z koleżankami. W ich domu panował spokój – ona zawsze starała się unikać kłótni, gasiła konflikty w zarodku. Markowi to pasowało.
Ale u niektórych facetów przychodzi taki moment, kiedy, jak to mówią, „diabeł nadepnie na odcisk”. I ten moment przyszedł także do Marka. Zakochał się w koleżance z pracy – Weronice, o dziesięć lat młodszej, niezamężnej, pełnej życia i towarzyskiej. Szybko wtopiła się w zespół, zaprzyjaźniła się ze wszystkimi i… rzuciła okiem na Marka. Spośród wszystkich facetów w biurze to on wydawał się najbardziej pewny siebie, stylowy i – niby przypadkiem – zawsze był gdzieś obok.
Koledzy z pracy, widząc rodzący się romans, dziwili się: przecież Marek uchodził za wzorowego męża i ojca! Ale on zakochał się jak nastolatek! Szeptali między sobą, ostrzegając Weronikę, że Marek ma kochającą żonę. Ale ona tylko machała ręką. Weronika należała do tych kobiet, które polują na żonatych facetów, uważając ich za łatwy łup. Miała już doświadczenie – w poprzedniej pracy musiała odejść po skandalu, gdy żona szefa urządziła jej „miłe” powitanie.
Marek, który nigdy nie zdradził Anny, stracił głowę. W wieku czterdziestu siedmiu lat czuł się u szczytu formy. Nieprzyzwyczajony do ukrywania uczuć, otwarcie admirał Weronikę. W weekendy znikał, tłumacząc się polowaniami. Anna zaczęła coś podejrzewać i pewnego dnia żartem spytała: „Marku, coś ty w te weekendy zawsze nie ma… Nie masz tam kogoś, kochanie?”
„Co ty, Aniu! – machnął ręką. – Kumple ciągną, przecież wiesz”.
Pół roku Marek prowadził podwójne życie. Weronika coraz bardziej go wciągała, spędzał z nią coraz więcej czasu, a nawet zabierał ją do domu, gdy żony nie było. Anna wracała z delegacji w dobrym humorze – raport złożony, projekt obroniony, więc wracała dzień wcześniej. Jej srebrne auto sunęło gładko po autostradzie, w środku cicho grała muzyka.
„Jutro nie idę do pracy – myślała. – Piątek, miałam wrócić dopiero jutro. Kupię wino, posiedzimy z Markiem. Bo znów ucieknie na swoje polowania”.
Otwierając drzwi, zobaczyła buty męża i damskie szpilki. „Może córka przyjechała?” – przemknęło jej przez myśl. Ale gdy weszła do salonu, zamarła. Na kanapie siedziała młoda kobieta w krótkim szlafroku, a Marek wychodził z sypialni, zapinając koszulę.
„Ania? Skąd ty? Przecież jutro…” – wybełkotał.
„A ja już dziś – odpowiedziała lodowato. – Co tu się dzieje? Kto to?”
„Dzień dobry, jestem Weronika – wtrąciła się kobieta. – Pracuję z Markiem, przyszłam w sprawie służbowej…”
„W takim stroju?” – Anna odwróciła się i, zatrzaskując drzwi, wybiegła z mieszkania.
W samochodzie rozpłakała się. Jej świat runął. Nie mogła uwierzyć, że stała się zdradzaną żoną. Słyszała o takich historiach, ale myślała, że ją to nie spotka. A teraz stanęła twarzą w twarz z zdradą.
„A to ci Marek! – myślała. – A ja, naiwna, wierzyłam. Pewnie nie pierwszy raz, skoro do domu ją przyprowadził”.
Noc spędziła u matki. Rano kupiła nowy zamek, poprosiła zięcia, żeby go założył. Spakowała rzeczy Marka do torby i zostawiła pod drzwiami. Całą noc rozmyślała, co zrobić, i zdecydowała się na rozwód. Znając Marka, nie chciała go słuchać – potrafił przekonywać.
Wieczorem spotkała męża pod drzwiami. Gdy grzebał kluczem, próbując otworzyć nowy zamek, Anna wysunęła torbę i zablokowała wejście. „Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się. Nie chcę cię widzieć. Znasz mnie – nie wybaczę. Mogłeś gdzieś na boku, ale przyprowadziłeś ją do naszego łóżka. Do zobaczenia w sądzie” – powiedziała twardo, zatrzaskując drzwi.
Marek błagał: „Aniu, wysłuchaj, wszystko wytłumaczę! Wybacz, nie wiem, co mnie opętało”. Ale ona była nieugięta. Czekał pod domem, w pracy, u matki, u koleżanki – Anna nie ustępowała. Na rozprawie znów próbował przeprosić, ale natknął się na lodowate spojrzenie.
Z Weroniką relacje stopniowo się rozpadły. Marek stał się nerwowy, a ona nie chciała go zrozumieć. Wkrótce Weronika oznajmiła, że jest w ciąży. „Jaka ciąża? – machnął ręką. – Za chwilę pięćdziesiątka, nie chcę nocnych krzyków. Chcę spokoju”.
„Mów, co chcesz, ja rodzę – odcięła. – Dziecko mi potrzebne. Nie chcesz – płać alimenty, ja się zajmę”.
Markowi nie pozostało nic innego – wychowywał syna, mieszkał z Weroniką, która ciągle czegoś chciała. Gdy chłopiec skończył trzy lata, coraz częściej myślał o odejściu. Kumple mówili: „Takiej żony jak Anna już nie znajdziesz”. Żałował tego, co zrobił.
Anna przez pięć lat samotności przyzwyczaiła się do swojego życia. Przetrawiła zdradę, puściła ból. Koleżanka namawiała: „Ania, wyjdź za mąż, chociażby na złość Markowi! Dość już tej samotności, znajdziemy ci faceta. Powiem mężowi, niech kogoś wypatrzy”.
„Nikogo nie potrzebuję – odpowiadała Anna. – Boję się znowu się rozczarować”.
Kłamała. Było jej smutno sama, ale nie chciała się do tego przyznać. Uznała, że nie warto szukać kogoś z rozpaczy – pustki i tak nie wypełni. Lepiej żyć dla siebie i rodziny, choć była daleko.
Pewnej nocy nie mogła spać z powodu bólu zPewnego wieczoru podczas wspólnego spaceru po starówce, Anna nagle zatrzymała się przed kawiarnią, gdzie przed laty pierwszy raz spotkała Marka, i z uśmiechem powiedziała: „Wiesz co, Sergiuszu? Dziś jestem naprawdę szczęśliwa”.



