*Dzisiaj piszę, bo nie mogę przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. To było jak odkrycie zupełnie nowego świata.*
Sebastian z Kasią szykowali się do wyjazdu do jej rodziców w małe miasteczko nad Wisłą. Sebastian był posępny, w jego ruchach czuło się napięcie, a w oczach – smutek. Ich sześcioletni synek, Tymek, biegał po mieszkaniu, podekscytowany perspektywą podróży pociągiem. W końcu, po długiej podróży, wysiedli na peronie małej stacji, gdzie powietrze pachniało rzeką i sosnami. Rodzice Kasi już na nich czekali. *„Przyjechaliście! Pewnie głodni i zmęczeni – powiedziała jej mama, mocno ściskając córkę. – Najpierw coś zjecie, a potem idźcie na spacer!”* Sebastian zbył ją krótko: *„Ewo, obawiam się, że to niemożliwe. Tymek zaraz będzie spać.”* Ewa uniosła brwi. *„Ależ my się nim zajmiemy! Co w tym złego?”* Nie rozumiała, czemu zięć jest taki spięty. Sebastian ściągnął brwi, a Kasia delikatnie ścisnęła jego dłoń, próbując rozładować atmosferę.
*Tydzień wcześniej Kasia odebrała telefon od matki. „Przyjedźcie w przyszłym tygodniu – prosiła. – Tak za wami tęsknimy!”* Gdy Sebastian usłyszał o tym, od razu się zachmurzył. *„Nie chcę nigdzie jechać” – warknął, odwracając wzrok. Kasia, zaskoczona, usiadła obok i spojrzała mu w oczy. „Seb, co się dzieje? Mamy urlop, czy naprawdę nie możemy odwiedzić moich rodziców? Widzieli Tymka tylko raz, na naszym ślubie! To sprawiedliwe?”* Sebastian ciężko westchnął. Wiedział, że żona ma rację, ale sama myśl o tej podróży budziła w nim opór. Jego własni rodzice, mieszkający niedaleko, wynudzili go już swoimi „mądrymi radami”. *„Kasieńko, czy to konieczne? Może w przyszłym roku?” – mamrotał. Kasia stanowczo potrząsnęła głową. „Tak, koniecznie! Pociąg w środę, bilety już kupione. Sam mówiłeś, że ci to nie przeszkadza. Co się stało?”* Sebastian tylko się odwrócił i burknął: *„Nic.”*
*Jego rodzice byli surowi. Matka kontrolowała każdy jego krok, nawet teraz, gdy miał własną rodzinę. Wtrącała się, mówiąc, jak żyć i wychowywać Tymka. Ojciec, Marek, był jeszcze gorszy – jego dewizą było: „Zawsze musisz być najlepszy!”* W szkole, jeśli Sebastian dostał czwórkę zamiast piątki, w domu czekała go godzina moralizowania: *„Takim tempem do niczego nie dojdziesz!”* Karą były zakazy wychodzenia lub zabieranie komputera. Te wieczne kazania zniszczyły wszelką bliskość. Nawet teraz Sebastian jeździł do nich niechętnie i nigdy nie dzwonił pierwszy.
*Myślał, że wszyscy tak mają – że rodziców trzeba znosić. Ale Kasia była inna. Mogła godzinami gadać z matką, opowiadać o Tymku, dzielić się radościami. Sebastian uważał to za dziwactwo. Nigdy nie pytał o jej rodzinę, ograniczając się do zdawkowego „pozdrów”.*
*„Seb, tak się cieszę, że jedziemy! – powiedziała Kasia tego wieczoru, promieniejąc. – Strasznie za nimi tęsknię!”* Sebastian tylko wzruszył ramionami. Sam byłby szczęśliwy, gdyby mógł nie widzieć swoich rodziców przez dekadę. *„Dziwna jesteś – mruknął. – Ja bym swoich najlepiej nigdy nie widział.”*
Kasia spojrzała na męża ze współczuciem. Znała jego rodziców i nie mogła powiedzieć, żeby jej się podobali. Czuła się nieswojo w ich domu, gdzie teść pouczał Sebastiana lub Tymka, a teściowa wszystkim rozkazywała. Rozumiała jego uczucia, ale jej rodzice byli zupełnie inni. *„Seb, nie gniewaj się, ale moi rodzice nie są tacy jak twoi – powiedziała łagodnie. – Oni mnie kochają.”* Sebastian skrzywił się. *„Tak, moi też tak mówili – warknął, powtarzając słowa ojca. – „Robimy to dla twojego dobra, kochamy cię”. Tyle że tej miłości nie było ani trochę.”* Kasia przytuliła go, ale nic nie odpowiedziała – wiedziała, że teraz jej nie usłyszy.
*Minęło kilka dni. Kasia pakowała walizki, nie mogąc doczekać się spotkania z rodziną. Sebastian chodził pochmurny, a Tymek, zarażony entuzjazmem mamy, biegał po domu, marząc o pociągu. W końcu wysiedli na stacji.* *„Trzeba wziąć taksówkę” – powiedział Sebastian, ściskając torby. „Po co? Tata nas odebierze!” – zdziwiła się Kasia. Sebastian zaciął usta. Jego ojciec nigdy nie pomyślałby, żeby go odebrać z dworca.*
*„Tata! O, tam!” – Kasia pomachała radośnie do mężczyzny przedzierającego się przez tłum. Zaraz potem wszyscy się przytulili, a Jan, jej ojciec, uścisnął dłoń Sebastiana i przykucnął przy Tymku. „Cześć, Tymek, jestem twoim dziadkiem. Jak leci?”* Chłopiec zawstydził się i schował za mamę. Kasia zaśmiała się: *„Przyzwyczai się!”* *„Chodźmy do samochodu, Sebastian, pomogę z bagażami” – Jan podniósł torby i ruszył przodem. Sebastian, nieprzyzwyczajony do takiej pomocy, milcząco poszedł za nim.*
Ewa przywitała ich z uśmiechem i uściskami. Tymek szybko się oswoił, choć pamiętał innych dziadków – surowych i zirytowanych. Tu babcia i dziadek byli ciepli. Chłopiec biegał po domu, badając nowe terytorium, i bawił się samochodzikiem, który dostał od Jana. *„Chodźcie na herbatę, pewnie jesteście głodni!” – zawołała Ewa. Sebastian mimowolnie spojrzał na zegarek. Pamiętał, jak matka kazała mu jeść ściśle o wyznaczonych godzinach. Spóźnienie nawet o minutę w dzieciństwie oznaczało brak kolacji. Kasia, śmiejąc się, szepnęła: *„U mamy jedna zasada – nikt nie może być głodny.”*
*„Jesteście zmęczeni po podróży – ciągnęła Ewa. – Zjedzcie coś, a potem idźcie na spacer. Kasia, pokaż Sebastianowi miasto, przecież go tu nie zna!”* Sebastian skrzywił się: *„Ewo, nie wyjdzie. Tymek będzie spał.”* Ewa uśmiechnęła się lekko zdziwiona. *„Po pierwsze, mów mi Ewunia, tak mi wygodniej. Po drugie, czemu myślisz, że sobie nie poradzimy? Często zajmujemy się wnukami, uwielbiają u nas być.”* *„Naprawdę zostaniecie z nim?” – Sebastian spojrzał na żonę, ale ta ignorowała jego zdziwSebastian poczuł, jak coś w nim pęka, gdy usłyszał, jak Ewa nuci Tymkowi kołysankę – jego rodzice nigdy tego nie robili.



