Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia

Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia

Marcin wyszedł z pracy, ledwo utrzymując równowagę na oblodzonych schodach. Poprzedniego dnia padał mokry śnieg, nocą temperatura spadła, a rano lodowaty wiatr smagał twarz. Na ulicach huczały samochody, kierowcy trąbili, spiesząc się do domów. Kiedyś Marcin denerwowałby się korkami, ale teraz były wybawieniem – nie miał ochoty wracać do domu.

Coś pękło w jego relacji z Martą. Siedem lat małżeństwa, które zaczęło się jeszcze na studiach, rozpłynęło się w codziennej rutynie. Miłość, jeśli w ogóle istniała, wyparowała, pozostawiając jedynie przyzwyczajenie. Marcin coraz częściej zastanawiał się: gdzie są te uczucia, które kiedyś ich łączyły? Czy w ogóle były?

Kryzysy zdarzają się w każdym związku, ale oni z Martą nie mieli dzieci, dla których warto byłoby walczyć. Ich małżeństwo, spokojne od samego początku, nie było naznaczone gorącą namiętnością. Marcin nigdy nie tracił dla Marty głowy, ale w jej towarzystwie czuł się dobrze.

— Jesteśmy razem od czterech lat — powiedziała kiedyś na uniwersytecie. — Co dalej? Chcę wiedzieć, czy jestem w twoich planach.

Jej słowa zabrzmiały jak sugestia ślubu. Marcin nie myślał o małżeństwie, ale odpowiedział:
— Oczywiście, że jesteś. Skończymy studia, znajdziemy pracę, pobierzemy się. Dlaczego pytasz?
— Chcę pewności — szepnęła.

— Nie martw się, wszystko będzie: biała suknia, ślub, dzieci — przytulił ją Marcin, wierząc, że tak właśnie się stanie.

Marta nie poruszała tematu aż do obrony dyplomów. Po studiach znaleźli pracę — ona nalegała, żeby w różnych firmach. Widywali się rzadziej. Przed jej urodzinami Marta znowu wspomniała o ślubie:
— Mama pyta, kiedy się pobierzemy.
— Po co się spieszyć? — wymigał się Marcin.
— Nie kochasz mnie? — w jej głosie zadrżały łzy. — Po co w takim razie przez tyle lat zawracałeś mi głowę?

Marcin przyzwyczaił się do niej. Po co szukać innej? W jej urodziny podarował pierścionek i oświadczył się. Marta promieniała, jej matka ocierała łzy. W domu Marcin ogłosił rodzicom:
— Żenię się.

Matka zmarszczyła brwi:
— Po co tak wcześnie? Najpierw stanęlibyście na nogi. A może jakieś okoliczności?

Nie lubiła Marty — była zbyt władcza, mimo pozornej skromności.
— Żadnych okoliczności — odparł Marcin. — Kochamy się. Cztery lata razem — po co czekać?
— To jej pomysł — westchnęła matka. — Zastanów się, synu.

Ale Marcin już podjął decyzję.

Ślub w maju był piękny. Marta w białej sukni wyglądała jak ucieleśnienie wiosny. Dzieci? Postanowili poczekać, najpierw kupić mieszkanie i samochód. Rodzice Marcina pomogli z wkładem własnym do kredytu. Młodzi kupili dwupokojowe mieszkanie, urządzili je. Ojciec podarował im swój stary samochód, a sobie kupił nowy. Życie się układało.

Ale Marta wpadła na pomysł: Marcin powinien założyć firmę. Spotkała kolegę z roku, który handlował elektroniką i szukał wspólnika.
— Jestem budowlańcem, lubię swoją pracę — zaprotestował Marcin. — Konkurencja jest ogromna, nie ma sensu.
— Myślałam, że chcesz pracować na siebie — nalegała. — Elektronika zawsze się sprzeda. Można przechytrzyć konkurencję.
— Nie chcę — odciął się.

Marta obrażona. Pierwszy raz poważnie się pokłócili, kilka dni nie rozmawiali. Potem się pogodzili, ale ona wróciła do tematu, przekonując, że biznes szybciej spłaci kredyt. Marcin zaczął podejrzewać, że matka miała rację: pospieszył się z małżeństwem. Czy kocha Martę?

Na szczęście kolega zbankrutował i temat się zamknął. Spłacili kredyt, kupili Marcinowi terenówkę, potem mały samochód dla Marty. Nadszedł czas, żeby pomyśleć o dzieciach. Matka Marcina niepokoiła się:
— Dlaczego nie macie dzieci? Coś nie tak?
— Wszystko będzie — uspokajał, nie przyznając, że Marta jest przeciwna.

— Znajomi już mają dzieci — powiedział żonie. — Za chwilę trzydziestka. Mamy wszystko: pracę, mieszkanie, samochody. Najwyższy czas.
— Jakie dzieci? — machnęła ręką. — Nie porzucę kariery dla macierzyństwa. Zostać gospodynią domową? W końcu przestaniesz mnie kochać.

Marta dostała awans, zanurzając się w projekty. Dzieci pozostały marzeniem Marcina, a ona wybrała karierę.

Wieczorem, wyrwawszy się z korków, wszedł do mieszkania. Marta siedziała z telefonem.
— Czemu tak długo? — burknęła.
— Korki — odparł krótko.
— Dzwoniła Asia, zaprasza nas na Sylwestra — powiedziała. — Dlaczego nic nie mówisz?
— Już się zgodziłaś — wzruszył ramionami Marcin.
— A ty przeciw? — spytała rozdrażniona.
— Chciałem zostać w domu. Oddalamy się, Marto. Spędźmy czas sami, romantycznie, przy świecach.
— Poważnie? — prychnęła. — Posiedzimy przed telewizorem, potem do twoich rodziców, potem do mojej mamy. Nuda. Obiecałam Asi.

Wróciła do telefonu. Marcin spróbował jeszcze raz:
— Powiedzmy, że plany się zmieniły.
— Nie — odcięła się.

Na imprezie u Asi było głośno. Marcin zauważył, jak mężczyzna nie spuszcza wzroku z Marty. Flirtowała, śmiała się głośno, w końcu poszła z nim tańczyć. Po tańcu oddalili się w kąt, żywo rozmawiając. Marcin, nie mówiąc ani słowa, wyszedł.

Marta wróciła trzy godziny później, wściekła:
— Zostawiłeś mnie!
— Byłaś zajęta — odparł. — Odprowadził cię ten dżentelmen?
— Tak! A ty… — urwała.
— Co ja? On jest bogaty, a ja nieudacznik? Może się rozwiedziemy?
— Dobrze! — rzuciła.

Nowy Rok przywitali w kłótni. Rozwód stał się nieunikniony. Marta żądała mieszkania, ale Marcin odmówił: to on spłacał kredyt, inwestował w remont. Sąd podzielił majątek. Dostała kawalerkę, część mebli musiała oddać Marcinowi.

Z początku było smutno, ale Marcin przyzwyczaił się do samotności. Nauczył się gotować, pralka prała, a prasowania nienawidził, ale sobie radził.

PPewnego wieczoru, gdy wracał do domu, zauważył przez uchylone okno światło w mieszkaniu Marty i uśmiechnął się, bo w końcu znalazł spokój w swoim nowym życiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 3 =

Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia