Cienie prawdy: koniec pewnej miłości
Wiktor Nowak wrócił do domu po długim dniu pracy w biurze na obrzeżach Krakowa.
– Cześć, jestem w domu! – zawołał, wchodząc do kuchni, gdzie unosił się zapach jedzenia.
– Co za okazja? – zdziwił się, widząc na stole elegancko zastawione dania.
– Żadnej okazji – odpowiedziała jego żona Agnieszka, ale w jej głosie przebijała dziwna nuta. – Po prostu nie chciało mi się gotować, zamówiłam sushi.
– Sushi to uwielbiam! – ożywił się Wiktor, zrzucając marynarkę.
– To siadaj, zjemy kolację – powiedziała Agnieszka, ale zaraz wyszła z kuchni.
Po chwili wróciła z kartką papieru i w milczeniu podała ją mężowi.
– Co to jest? – zapytał Wiktor, ale kiedy spojrzał na kartkę, zdrętwiał jak rażony piorunem.
***
– Dzień dobry, jestem kurier – rozległ się głos w domofonie, a na ekranie pojawił się młody mężczyzna w jaskrawej kurtece. – Wczoraj płatność za zamówienie nie przeszła.
– Pomylił pan adres – spokojnie odparła Agnieszka. – Ja nic nie zamawiałam.
– Przepraszam, proszę spojrzeć na paragon – kurier przyłożył do kamery pognieciony pasek papieru, wskazując palcem adres. – Wczoraj sam przywiozłem to zamówienie. Adres: Księżycowa 12. Mężczyzna płacił kartą, ale transakcja się nie udała. Mam kopię paragonu, proszę spojrzeć.
Młody człowiek wyglądał na zagubionego, przepraszał niemal po każdym słowie. Widać było, że jest nowy – nie tylko w dostawach, ale i w pracy w ogóle. Agnieszka sceptycznie zmrużyła oczy, otworzyła drzwi i spojrzała na kuriera. Na jego chudych ramionach zwisała ogromna torba termiczna, sprawiając, że wyglądał jak wróbel dźwigający zbyt ciężki ciężar. Agnieszka ledwo powstrzymała uśmiech, ale uwagę jej przykuł paragon.
Na papierze widniało: „Kod błędu: 55. Nieprawidłowy PIN”.
– Mówiłam, że się pan pomylił – powtórzyła. – Wczoraj nikogo nie było w domu i nic nie zamawialiśmy.
– Przepraszam – kurier się zaczerwienił. – Płatność przyjmowała jakaś dziewczyna… inna kobieta.
– Tym bardziej – zaśmiała się Agnieszka. – To na pewno nie ja.
Kurier podał drugi paragon, na którym był adres i szczegóły zamówienia. Agnieszka przebiegła wzrokiem po tekście: kuchnia japońska, nakrycie dla dwojga, płatność kartą. Nic niezwykłego, poza jednym – Wiktor nienawidził sushi. Na dole widniało imię zamawiającego: Wiktor.
Agnieszka poczuła, jak krew napływa jej do skroni. W tym mieszkaniu żył tylko jeden mężczyzna – jej mąż. Ale dziewczyna? Ona, w wieku czterdziestu trzech lat, już nie pasowała do tego określenia. Może kurier z grzeczności tak wszystkich nazywał? Ale coś się nie zgadzało.
– Zapłacę – niespodziewanie powiedziała. – Gdzie pańskie urządzenie?
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony. Spodziewał się łez albo krzyków – tak zachowywała się jego matka, gdy odkryła zdradę ojca. Ale Agnieszka była spokojna, jakby była z lodu. Wyprowadzając kuriera, nagle się roześmiała. Śmiech przerodził się w histerię, a z oczu popłynęły łzy. Głęboko westchnęła, otarła twarz i sięgnęła po telefon.
– Wiktor, cześć, do której dziś pracujesz? – zapytała, starając się brzmieć beztrosko.
– Cześć. Do siódmej, chyba że szef znów nie zwoła swojej ulubionej narady – odpowiedział. – A co?
– Chciałabym, żebyśmy razem zjedli kolację.
– Masz odwołane plany?
– Tak, cały wieczór będę w domu. Pomyślałam, że fajnie by było spędzić czas we dwoje.
– Nie mam nic przeciwko, ale nie wiem jeszcze, kiedy się zwolnię.
– Nic nie szkodzi, później się umówimy. Chyba nie mam ochoty gotować, zamówię coś, dobrze?
– Zgoda.
Agnieszka odłożyła słuchawkę i otworzyła szafę. Jej wzrok zatrzymał się na czarnej sukience ze złotym połyskiem, którą założyła na ostatnią firmową imprezę. „Skoro świętować, to na całego” – pomyślała z gorzką ironią.
Wróciwszy do przedpokoju, spojrzała na paragon, wzięła telefon i zamówiła te same sushi, co poprzedniego dnia, z dopiskiem „dla dwojga”.
Wieczorem ten sam kurier, jeszcze bardziej zmieszany, przywiózł zamówienie. Upewniwszy się, że płatność przeszła, pospiesznie odszedł, zastan„Dzisiaj zaczynamy nowe życie – powiedziała Agnieszka, patrząc na Wiktora z nieoczekiwanym uczuciem ulgi.



