Cienie prawdy: koniec pewnej miłości

Cienie prawdy: koniec pewnej miłości

Wiktor Nowak przekroczył próg mieszkania po długim dniu w biurze na obrzeżach Poznania.
– Cześć, jestem w domu! – zawołał, kierując się w stronę kuchni, gdzie unosił się zapach gotującej się kolacji.
– Co za okazja? – zdziwił się, widząc na stole starannie ustawione talerze.
– Żadna okazja – odparła jego żona, Barbara, choć w jej głosie przebijała dziwna nuta. – Po prostu nie chciało mi się gotować, zamówiłam sushi.
– Sushi to ja lubię! – ożywił się Wiktor, zrzucając marynarkę.
– Więc siadaj, zjemy razem – powiedziała Barbara, ale natychmiast wyszła z kuchni.

Po chwili wróciła z kartką papieru w dłoni i w milczeniu podała ją mężowi.
– Co to jest? – zapytał Wiktor, ale gdy spojrzał na papier, zastygł jak rażony gromem.

***

– Dzień dobry, kurier – rozległ się głos w domofonie, a na ekranie pojawił się młody chłopak w jaskrawej uniformowej kurtce. – Wczorajsza płatność za zamówienie nie przeszła.

– Pomylił pan dom – spokojnie odparła Barbara. – Nic nie zamawiałam.

– Przepraszam, proszę spojrzeć, mam paragon – chłopak przycisnął podarty papier do kamery, wskazując palcem adres. – Wczoraj sam przywiozłem zamówienie. Adres: Księżycowa 12. Pan płacił kartą, ale transakcja się nie udała. Mam kopię rachunku, może pani spojrzy?

Chłopak wydawał się zdezorientowany, niemal po każdym słowie przepraszał. Widać było, że był nowy – nie tylko w dostawach, ale w pracy w ogóle. Barbara sceptycznie zmrużyła oczy, otworzyła drzwi i spojrzała na kuriera. Na jego wąskich ramionach wisiał ogromny termotoreb, sprawiając, że przypominał wróbla dźwigającego ciężar większy od siebie. Ledwie powstrzymała uśmiech, ale uwagę przykuł rachunek.

Na kartce widniał komunikat: „Kod błędu: 55. Nieprawidłowy PIN”.

– Mówiłam, pomylił pan adres – powtórzyła. – Wczoraj nikogo nie było w domu i nic nie zamawialiśmy.

– Przepraszam – kurier spuścił wzrok. – Płatność przyjmowała inna pani… młodsza.

– Tym bardziej – Barbara zaśmiała się sucho. – To na pewno nie ja.

Kurier podał drugi paragon. Barbara przebiegła wzrokiem po druku: kuchnia japońska, zestaw dla dwojga, płatność kartą. Nic niezwykłego, poza jednym – Wiktor nienawidził sushi. Na dole widniało nazwisko zamawiającego: Nowak.

Barbara poczuła, jak krew napływa jej do skroni. W tym mieszkaniu był tylko jeden mężczyzna – jej mąż. Ale „młodsza pani”? Ona, jako czterdziestolatka, już się pod to nie kwalifikowała. Może kurier z grzeczności wszystkich tak nazywał? Ale coś się nie zgadzało.

– Zapłacę – powiedziała niespodziewanie. – Gdzie pański terminal?

Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Spodziewał się łez albo krzyków – tak reagowała jego matka, gdy odkryła zdradę ojca. Ale Barbara była spokojna, jakby wykuta ze stali. Gdy wyprowadzała kuriera na klatkę, nagle wybuchnęła śmiechem. Śmiech zamienił się w łkanie, a łzy spływały po jej twarzy. Otrząsnęła się, otarła policzki i sięgnęła po telefon.

– Wiktor, cześć, do której dziś pracujesz? – zapytała, starając się brzmieć swobodnie.

– Cześć. Do siódmej, chyba że szef znów wpadnie na pomysł nadgodzin – odparł. – Dlaczego pytasz?

– Chciałam, żebyśmy zjedli razem kolację.

– Twoje plany się zmieniły?

– Tak, będę w domu. Pomyślałam, że fajnie by było spędzić wieczór we dwoje.

– Nie sprzeciwiam się, ale nie wiem, czy wyjdę o czasie.

– Nic nie szkodzi. Nie chce mi się gotować, zamówię coś, dobrze?

– Dogadaliśmy się.

Barbara odłożyła słuchawkę i otworzyła szafę. Jej wzrok zatrzymał się na czarnej sukience ze złotym połyskiem, którą miała na ostatniej firmowej imprezie. *„Skoro świętować, to na całego”* – pomyślała z gorzką ironią.

W przedpokoju jeszcze raz spojrzała na paragon, sięgnęła po telefon i zamówiła dokładnie to samo sushi, które znalazła na rachunku.

Wieczorem ten sam kurier, jeszcze bardziej zmieszany niż wcześniej, dostarczył paczkę. Gdy tylko upewnił się, że płatność przeszła, szybko się pożegnał, zastanawiając się, jakie tajemnice skrywa to małżeństwo.

Godzinę później wrócił Wiktor. Barbara przywitała go uśmiechem, ale jej oczy zdradzały napięcie. Zauważyła, jak stara się być idealnym mężem – tak bywało zawsze po jego „spóźnieniach” lub nagłych wyjazdach służbowych.

– Sushi? – zdziwił się Wiktor, patrząc na stół.

– Tak. Wczoraj widziałam reklamę tej restauracji. Wiesz, że nie lubię gotować – odparła beztrosko. – Wiem, że ty też nie przepadasz, więc dla ciebie upiekłam kurczaka.

– A czemu nie, spróbuję – powiedział. – W pracy ostatnio zamawiali, całkiem niezłe.

– Zmiany to dobrze, prawda, Wiktor? – zapytała z lekkim uśmieszkiem. – Idź umyj ręce, umieram z głodu.

Wiktor zaniepokoił się. Ten spokój, to sushi, ta sama restauracja – w zbiegi okoliczności nie wierzył. Ale skąd mogła wiedzieć o wczorajszym wieczorze z tamtą kobietą?

Usiadł przy stole, rzucając żonie podejrzliwe spojrzenie. Barbara, wbrew jego oczekiwaniom, nie krzyczała ani nie robiła wyrzutów. Zamiast tego spytała nagle:
– Jak ona się nazywa? – Jej głos był równy, niemal obojętny, gdy nabijała kawałek rolki na widelec.

Wiktor zakrztusił się. Zaprzeczanie nie miało sensu.
– Agnieszka – wydukał.

– Ładne imię – odparła równie spokojnie. – Dawno ją znasz?

– Basiu… – zaczął, nie wiedząc, co powiedzieć.

– Wiktor, oszczędźmy sobie tłumaczeń – przerwała. – Opowiedz mi o niej. Chcę wiedzieć, czy to coś poważnego, czy tylko przelotny romans.

– Poważnego? – zaniemówił. – Żartujesz? Dlaczego jesteś taka spokojna? Co się dzieje?

– Nic się nie dzieje – zaśmiała się, ale w jej śmiechu czaiła się gorycz. – No więc? Kim jest Agnieszka?

–Ma trzydzieści lat – westchnął Wiktor – ale nie wydaje mi się, żeby to było coś długotrwałego…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 3 =

Cienie prawdy: koniec pewnej miłości