**Cień zdrady**
Siódmy dzień z rzędu Kasia milczała. Wszystko zaczęło się w ubiegły wtorek od drobnej sprzeczki. Bartek zapomniał wyjąć mięso z zamrażarki, chociaż Kasia przypominała dwa razy. Gdy wrócił z pracy, znów zanurzył się w laptopie, pochłonięty pilnymi raportami.
— Bartek! — Głos Kasi z kuchni drżał z wściekłości. — Celowo ignorujesz moje prośby? Z czego mam przygotować obiad, skoro mięsa nie ma?
— Przepraszam, kochanie — mruknął, nie odrywając wzroku od ekranu. — Zawaliłem. Zamówmy pizzę? Albo sushi?
— Zamawiaj, co chcesz! — rzuciła Kasia, sięgając po kurtkę.
— Gdzie idziesz? — Bartek wyjrzał do przedpokoju, zaskoczony.
— Na spacer — odcięła i zatrzasnęła drzwi.
Bartek wzruszył ramionami i wrócił do pracy. Dwie godziny później zamówił pizzę, czekając na Kasię. Wróciła dopiero o północy, gdy Kraków tonął w zimowej ciszy.
— Gdzie byłaś tak długo? — wybuchnął.
— W kawiarni. Jadłam kolację — odparła lodowato.
— Sama? O tej porze?
— A co w tym złego? Nie zadbałeś o kolację. Musiałam sama o siebie zadbać.
— Będziesz mi wiecznie wypominać to mięso? — Bartek zacisnął pięści. — No zapomniałem! Każdemu się zdarza!
— Nie chodzi o mięso! — Kasia podniosła głos. — Nie traktujesz mnie poważnie! Żadnego zainteresowania! Moje słowa są dla ciebie jak wiatr!
— Co? — Bartek zmrużył oczy, czując, że kłótnia wyolbrzymia błahostkę. Ale by nie eskalować, dodał: — Dobrze, wpiszę przypomnienie w telefon.
Ta odpowiedź tylko dolała oliwy do ognia. Kasia milczała rano, wieczorem unikała spojrzeń. Trzeciego dnia Bartek nie wytrzymał. Próbował ją objąć, ale odepchnęła go i wyszła, trzasnąwszy drzwiami.
— Jak chcesz — burknął, czując falę irytacji. W pracy miał dość problemów, a teraz i dom stał się polem bitwy.
Tydzień minął w grobowej ciszy. W środę, wolne od pracy, Bartek postanowił się pogodzić. Przygotował śniadanie: jajecznicę, tosty, kawę z jej ulubioną pianką. Kasia weszła do kuchni, nawet nie spojrzawszy na stół.
— Musimy się rozstać — wyrzuciła z siebie.
— Co?! — Bartek zdrętwiał. — Z powodu mięsa?!
— Przestań wracać do tego mięsa! — Kasia zacisnęła pięści. — Powiedziałam, nie o to chodzi! Nic z nas nie będzie! Kiedy się pobraliśmy, byłeś inny — czuły, uważny. Teraz nawet słowa dobrego nie mogę się doczekać!
— O czym ty mówisz?! — Bartek wciąż ją kochał i dbał o nich. — Jak to nie zwracam uwagi? Chodzimy razem do kina, na kolacje! Tak, w tygodniu jestem zajęty, ale weekendy zawsze dla ciebie!
— Nie czuję, żebyś był przy mnie — odparła zimno. — Jesteś gdzie indziej. Jakbym była powietrzem.
— Powietrzem? — Bartek poczuł ukłucie w sercu. — Zamyślam się, tak, ale przez pracę! Wiesz, jak dużo na mnie spoczywa!
— Właśnie! — przerwała. — Ciągle zajęty, a efekty? Za taki wysiłek powinieneś zarabiać miliony, a my wciąż w tej kawalerce! Marzyłam o morzu, ale z tobą to chyba nigdy nie nastąpi.
— Kasia, haruję od świtu do nocy! — błagał. — Chcę większe mieszkanie, chcę wyjazd nad morze! Daj mi czas!
— Minęły trzy lata od ślubu, a nic się nie zmieniło — głos Kasi stał się ostry jak lód. — Obiecywałeś to przed ślubem. Żałuję, że ci uwierzyłam.
— Wyszłaś za mnie dla obietnic? — Bartek poczuł, jak coś łamie mu się w środku. — Myślałem, że mnie kochasz…
— Kocham, ale… — Kasia urwała, zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. — Wypowiedziałam się. Idę się pakować.
Został sam, patrząc na stygnące śniadanie. Nie mógł uwierzyć, że kawałek mięsa rozwala jego małżeństwo. Gdy Kasia pakowała walizki, próbował ją zatrzymać. Ona milczała. Wyszła bez słowa.
Przez tygodnie Bartek żył w otępieniu. Czekał, że wróci, roześmieje się, powie, że to głupi żart. Ale nie wróciła. Dzwonił, błagał o spotkanie. Najpierw mówiła, że nie wróci, potem zmieniła numer.
Gdy dostał papiery rozwodowe, zrozumiał: stracił ją na zawsze. Przestał szukać, zamknął się w sobie.
Pewnego dnia spotkał kuzynkę Kasi, Olę. Jej spojrzenie mówiło, że wie o rozwodzie. Ola nigdy nie przepadała za Kasią i chętnie podzieliła się plotkami.
— Jak się trzymasz? — spytała ze współczuciem.
— Jakoś — odparł, wymuszając uśmiech.
— To dobrze. — Ola dotknęła jego ramienia. — Wiem, jak to jest, gdy zostawią cię dla kogoś innego. Ale trzymaj się, jesteś dobrym człowiekiem.
— Jak to dla kogoś? — Bartek znieruchomiał.
— Nie wiedziałeś? — zdziwiła się Ola. — Kasia odeszła do swojego szefa! Mają romans od miesięcy. On się rozwaBartek stał przez chwilę w miejscu, czując, jak ziemia usuwa mu się spod nóg, a potem odwrócił się i powoli odszedł, wiedząc, że nigdy już nie spojrzy na Kasię tak samo.



